czwartek, 11 maja 2017

Taśma demo, znaczy płyta.


Ponieważ urodziłem się w latach siedemdziesiątych (fakt, w samej końcówce, ale jednak), kiedy słyszę „demo” myślę „taśma”. Dla mnie ten rodzaj wydawnictwa nieodłącznie wiąże się z kasetą. Najczęściej wydaną własnym kosztem, z kserowaną wkładką i ręcznie, bądź na maszynie, pisanymi tekstami. Miało to swój urok. Oczywiście szczyt takich wydawnictw to lata osiemdziesiąte, więc sporo mnie ominęło, ale swoje zobaczyłem i przesłuchałem i sentyment mam. Kropka. Teraz jednak mamy rok 2017 i demówki (choć oczywiście nie wszystkie) wydawane są na CD, przez profesjonalne wytwórnie. Pomimo całego sentymentu jaki mam, to dobra wiadomość. Kasety z radością porzuciłem na rzecz krążków i szczerze mówiąc dziwi mnie ich powrót (ten kto nie namęczył się z nimi w młodości pewnie nie zrozumie). Nie zmienia to faktu, że w mej głowie już zawsze demo związane będzie z kasetą, bo jestem starym, sentymentalnym metalowcem a tacy są niereformowalni.





W 2016 roku Godz Ov War Productions wydała demo amerykańskiego Pyromancer. Na CD. I bardzo mnie to cieszy, bo po pierwsze do kasety nie miałbym cierpliwości, po drugie to bardzo dobre demo. Trzynaście minut, pięć utworów. Wynik imponujący. No bo wiecie, w trzynaście minut teoretycznie można strzelić w futbolu pięć goli (Liverpool w 2005 roku w sześć minut strzelił trzy), w hokeju już bez problemu bo to normalka ale jak podzielimy te trzynaście minut na pięć to dostaniemy kawałki o średniej długości nieco ponad dwóch i pół minuty. A to przecież nie grind core ;) Pyromancer to black metal doprawiony z lekka thrashem i dużo mocniej death metalem (choćby wokale). „Demo MMXV”, bo taki tytuł nosi ten materiał, to trzynaście minut zdrowego podziemnego wpierdolu, jaki pamiętam z wczesnych lat szczenięcych. To po prostu czysty, niczym nie skrępowany piekielny metal garażowy, pod warunkiem, że garaż jest w piwnicy. Tchnie to wszystko takim złem, taką amatorką (w kwestii jakości dźwięku), że aż przyjemnie się tego słucha. Kiedyś właśnie takie rzeczy rozbudzały emocje i powodowały wypieki na twarzy. Od pierwszych dźwięków tego demo poczułem się jak szczyl wpatrujący się w magnetofon i czekający na ten piwniczny brud, na ten piekielny cios. I się doczekałem. Jest w tym wszystkim pierwotny ogień i entuzjazm. Niestety, sam materiał pochodzi z roku 2015, minęły dwa lata i o panach nic nie słychać. Boję się, że (jak dziesiątki czy setki demówkowych kapel wcześniej) przepadli, zginęli i umarli muzyczną śmiercią. Jeśli jednak żyją i tworzą coś w swojej piwnicy, to cierpliwie poczekam, bo warto. Nawet jeśli będzie to kolejne demo trwające trzynaście minut. I do tego na CD. Przynajmniej nie będę się bał, że mi taśmę wciągnie. 

Piękna sentymentalna podróż.

Swoją drogą to demo wyszło także na kasecie. Oczywiście. 


Pyromancer - „Demo MMXV”. Godz Ov War Productions, 2016 rok, numer katalogowy GOWP XXVIII.






"Demo MMXV" na Discogs:

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz