poniedziałek, 29 maja 2017

Opowieści z przeszłości.


Saltus to jeden z tych zespołów, które gdzieś tam w podziemiu, na obrzeżach szerszej świadomości egzystują od lat i robią swoje. Trochę niedoceniany, przez niektórych ignorowany, idzie wciąż swoją drogą jasno wyznaczoną kilkanaście lat temu. Nie poddając się. Moja znajomość z zespołem trwa już właśnie kilkanaście lat. Wtedy, gdy jeszcze aktywnie działałem w, nazwijmy to, rodzimowierczej części sceny, spotykałem Bithorna przy różnych okazjach. Trochę przegadaliśmy, dużo muzyki przesłuchaliśmy i sporo wypiliśmy. Potem kontakt się urwał i odnowiliśmy go dopiero przy okazji najnowszego wydawnictwa Saltus - „Opowieści z przeszłości”.




Płyta dotarła do mnie szybko po premierze i momentalnie wylądowała w odtwarzaczu. Nie jest długa, bo to zaledwie pięć utworów dających dwadzieścia jeden minut muzyki, co pozwoliło mi na kilka przesłuchań pod rząd. I dobrze, bo pierwsze wrażenie nie było najlepsze. Czas jednak zmienił moją opinię i pomimo kilku zastrzeżeń, polubiłem ten materiał. Saltus muzycznie atakuje nas black/death metalem na wysokim poziomie. Ciekawe są tu zwolnienia, gitarowe melodie i praca perkusji. W wielu momentach zespół stawia na klimat ale nie brakuje agresji. Szczerze mówiąc nawet gdybym chciał na siłę doczepić się do warstwy muzycznej, nie bardzo bym mógł. Jest jednak jeden spory problem – wokal. To był ten element, który podczas pierwszego przesłuchania mocno mnie odrzucił. Szczególnie w pierwszym numerze – odnoszę wrażenie, że partie wokalne są w nim po prostu źle dopasowane. I podczas gdy reszta materiału już mi się osłuchała, to pierwszy numer nadal jest dla mnie trudny do przełknięcia. Szkoda, że wokalista postawił na coś pomiędzy śpiewem a growlem, bo nie daje to dobrego efektu. No ale nie będę się już pastwił, bo to tylko jeden numer, choć wspomniana przed chwilą maniera występuje częściej.

Tekstowo też mogłoby być lepiej. Autorem jest Wojnar, o którym wiem, że potrafi pisać, problem w tym, że pisał tak kilkanaście lat temu i pisze tak samo teraz. Trochę to czasami zalatuje infantylnością a niektóre rymy wołają o pomstę do Welesa. Ja wiem, że taka retoryka kiedyś była nagminna i sam tak pisałem. Pora jednak na coś nowszego, ciekawszego i może trochę bardziej metaforycznego? Oczywiście nie mi wnikać w preferencje zespołu, po prostu liczyłem w tym przypadku na jakąś ewolucję. 

Świetny jest ostatni utwór, Saltusa interpretacja ludowej pieśni kurpiowskiej. Naprawdę, brzmi to ciekawie i bardzo profesjonalnie. Wyróżniłbym jeszcze trzeci numer, z bardzo fajnym początkiem. Generalnie to dobry materiał i Saltus po raz kolejny potwierdza, że ma duży potencjał. A moje zrzędzenie to tylko słowa starego pryka co to czasami chciałby za dużo.

Warta podkreślenia jest oprawa graficzna autorstwa Sirkisa, którego szerzej przedstawiać nie trzeba. 


Ocena: 7/10

Saltus - „Opowieści z przeszłości”. Battle Hymn Production, 2017 rok, numer katalogowy Hymn 002. 







Na Discogs jeszcze "Opowieści z przeszłości" nie ma. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz