czwartek, 18 maja 2017

Czarna włosiennica.


"Pierwszy raz założyłem ją niedawno. Nigdy wcześniej nie miałem z nią styczności, teraz jest ona wręcz dosłowna. Wrzyna się w skórę, pali, gryzie i drapie. Nie pozwala o sobie zapomnieć. Atakuje ciało i zmysły. Noszę ją od kilku dni i mam problemy ze spaniem, bo nie pozwala mi oddać się kojącemu snu. Przy gwałtowniejszych ruchach pojawiają się maleńkie krople krwi, nawet ich nie zmywam. Wiem, że będą następne. Doświadczam dzięki niej napadów smutku i zwątpienia, ale wtedy zaciskam sznurki jeszcze mocniej, by tylko utwierdzić się w swej wierze iż czynię dobrze. Ona powoli opanowuje mnie całego, zaczyna rządzić mym marnym żywotem i wytyczać jego bieg. Włosiennica. Bo wiem, że grzeszę i muszę odbyć pokutę."


Tak, grzeszyłem, słuchałem zbyt przyjemnej dla ucha muzyki, zbyt radosnej i optymistycznej. Moją pokutą stała się Czarna Włosiennica a właściwie Black Cilice, bo tak brzmi to po angielsku. 





Włosiennica (cilice) to popularna wśród co gorliwszych chrześcijan koszula wykonana z bardzo szorstkiej tkaniny, noszona w celach pokutnych. Black Cilice to nazwa portugalskiego tworu black metalowego. Piszę tworu, bo nie wiem czy to zespół, czy jednoosobowy projekt (na wszystkich zdjęciach widnieje tylko jeden osobnik). Black Cilice istnieje od 2009 roku jednak ja pierwszy raz zetknąłem się z ich (jego?) twórczością niedawno, za pośrednictwem najnowszego albumu „Banished from Time”. I faktycznie, jest to muzyka, która za pokutę służyć może. I brzmi jakby tworzył ją ktoś bardzo mocno cierpiący, samotny, odrzucony i bez nadziei. Ma w sobie ogromny ładunek bólu i cierpienia wymieszanego z napadami agresji i kilkoma momentami zadumy. To bardzo surowy black metal, wyciągnięty żywcem z najczarniejszej otchłani, nagrywany chyba na dwukasetowym magnetofonie ale pomimo tego posiadający niesamowity klimat i nieśmiałe próby przemycenia linii melodycznej. Opętańcze krzyki tylko dopełniają obrazu beznadziei i rozpaczy a teksty jasno przekazują mało optymistyczne pragnienia ich twórcy. Nie jest to płyta dla każdego wyznawcy black metalu, tak jak nie każdy chrześcijanin nosił włosiennicę. 

Dla mnie podróż do portugalskich ciemności dopiero się zaczęła, w końcu to już czwarty album Black Cilice, jest więc co odkrywać. Teraz myślę tylko o tym, by znowu założyć tę szorstką, czarną koszulę. 

No i ta okładka!

Ocena: 8/10.


Black Cilice - „Banished from Time”. Iron Bonehead Productions, 2017 rok, numer katalogowy IBP321. 







"Banished from Time" na Discogs:

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz