poniedziałek, 22 maja 2017

Bez pośpiechu.


"Mamy czas. Nigdzie się nam nie spieszy, bo w naszej naturze nie leży pośpiech. Jesteśmy pewni, że prędzej czy później dotrzemy do ciebie i opanujemy całego. Sączymy nasz mrok powoli, wpełzamy każdą szparą jak czarny, gęsty dym. Z prędkością rozlewającej się smoły atakujemy zmysły i wypełniamy twoje życie. Pomieszczenie, w którym jesteś. Przestrzeń, którą do tej pory uważałeś za jasną i bezpieczną. Oblepimy każdy mebel, każdy centymetr podłogi aż wreszcie dotrzemy do ciebie. Gęsty, smolisty dym wypełni wszystko dookoła. Ale to nie koniec. Bo w naszej naturze leży też ciężar. Będziemy naciskać, z początku lekko, na każda twą kość, na każdy centymetr ciała. Z czasem coraz mocniej, aż wreszcie usłyszymy dźwięk łamanych kości, gniecionych żeber i ściskanego jak imadłem mózgu. Bo naszym celem jest zaduszenie cię ciężarem. Powoli, bo w naszej naturze nie leży pośpiech."


Idę po ciebie!


Gdyby muzyka Loathfinder mogła mówić, powiedziałaby właśnie to. Ale nie mówi, za to dosłownie oblepia mrokiem i miażdży kości. Cztery utwory tego enigmatycznego zespołu zamknięte pod tytułem "The Great Tired Ones" to dwadzieścia osiem minut powolnego, ciężkiego i systematycznego wbijania w podłogę. Epatujący mocą metal skonstruowany na modłę doom metalowych pieśni z przeszłości. Momentami melodie (tak, są tu) przypominają jako żywcem te z My Dying Bride (z ich wczesnego okresu), momentami panowie atakują jak rasowa death metalowa załoga, która tylko trochę zwolniła tempo. Klimat tej płyty to duszny mrok doprawiony smutkiem i jakąś tajemniczą zapowiedzią czegoś, co trudno nazwać. Nie brakuje tu jednak agresji (dużo na tym polu dają wokale) i jest nawet jedno świetne przyspieszenie. Nie jest to materiał prosty w odbiorze, gdyż na pierwszy rzut ucha wydać się może monotonny. Nie dajcie się jednak zwieść, jest tu cała masa smaczków, które potrzebują czasu na odkrycie. Mi zajęło to kilka przesłuchań a pewien jestem, że ciągle nie wszystko odkryłem. Loathfinder prowadzi nas przez swe utwory ze spokojem i niezachwianą pewnością w to, co robi. I bardzo dobrze, bo "The Great Tired Ones" to materiał spójny, ciekawy, świetnie zagrany i zaaranżowany. Mało kto już teraz tak gra, tym bardziej cieszy ta płyta oraz jej poziom. 

Loathfinder wciąga i zasysa, chwyta w swe macki coraz mocniej i nie jest łatwo się wyrwać. Jest tu jakaś metafizyczna siła czaru, która powoduje, że chce się tego słuchać. Nie jest łatwo grać taką muzykę i nie zanudzić słuchacza. Ta płyta pokazuje jednak, że jest to jak najbardziej możliwe. 

Wspaniale z muzyką komponuje się świetna okładka autorstwa Roberta (pozdrowienia!). Wprowadza w materiał oraz uzupełnia go. Wystarczy podczas odsłuchu spojrzeć na to dzieło i popuścić wodze fantazji. Polecam. 

Ocena: 8/10


Loathfinder - „The Great Tired Ones”. Godz Ov War Productions, 2017 rok, numer katalogowy GOWPMMXL.







"The Great Tired Ones" na Discogs:

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz