wtorek, 4 kwietnia 2017

Tysiąc mieczy, po które należy sięgnąć.


„Tysiąc mieczy. Wykutych by zasmakować krwi niewiernych. By skąpać je w niej i nigdy nie czyścić. Kiedy nadejdzie czas, znów ich dobędziemy jak przed wiekami, by odebrać co nasze. Tysiąc mieczy, które kiedyś broniły, dziś będą się mścić. W naszych rękach, po jelce we krwi. Tysiąc mieczy w szkarłacie. 

Tysiąc mieczy. Na mrocznym polu bitwy, spowitym ciemnymi chmurami i odorem krwi. Walające się wnętrzności i obcięte kończyny, krzyki umierających wśród świstu i brzęku ostrzy. Tysiąc mieczy toruje drogę do zwycięstwa, niesie nas ich pęd i siła. Zgiełk tej bitwy niesie się po okolicznych wzgórzach by przejść do historii. To jedna z ostatnich, zwycięstwo coraz bliżej. 

Tysiąc mieczy. Gotowych na ten ostateczny moment. Na ten czas, którego pragniemy. Czas zemsty. Zemsty krwawej i bezlitosnej, bo krwawa i bezlitosna była zbrodnia tych, co krzyczeli o zbawieniu. Palili, mordowali i ścinali. Za to zapłacą a sądem i katem będą nasze miecze. Nadejdziemy, dzierżąc je mocno i pewnie, gdy się nie będą spodziewali. Tysiąc mieczy zemsty. O świcie. 

Tysiąc mieczy. Dla tych, którzy zrodzili się by walczyć. Dla takich jak ja, od małego szykowanych do tylko jednego celu, jednego zadania – do wojny. Tysiąc mieczy dla małych dłoni, by z płynącymi latami stały się jednością. I gdy dłonie będą już męskie, gotowe do walki i śmierci, tysiąc takich jak ja wyruszy by spełnić przeznaczenie. Swoje i tysiąca mieczy. 

Tysiąc mieczy. Dla wojowników, by mogli umrzeć w walce i odeszli godnie. Tysiąc mieczy jak tysiąc powodów by umrzeć. Tysiąc mieczy, by trafić tam, gdzie każdy wojownik trafić powinien. Tysiąc mieczy użytych we właściwym czasie i miejscu, by znowu być wolnym i innym dać tę wolność. By zginąć dla nich i dla siebie. Tysiąc mieczy, by żyć wiecznie.

Tysiąc mieczy. I ani jednego mniej. Potrzebujemy wszystkich.”




„Thousand Swords”, wydany w 1995 roku, to drugi studyjny album wrocławskiej legendy naszej sceny, Graveland. Jest to zarazem jedno z najlepszych dzieł polskiego black metalu i dla mnie osobiście plasuje się w czołowej dziesiątce wszech czasów krajowego podwórka. Pewnie znaleźlibyśmy w ich dyskografii (nie mówiąc już o całej scenie) albumy dojrzalsze („Following the voice of blood”) ale to na Tysiącu Mieczy panuje ten niepowtarzalny barbarzyński klimat tchnący pogańskim lochem z najczarniejszych czeluści. To tu energia i entuzjazm stoją ponad wszystkim, tworząc album doskonały, choć pod wieloma względami tak przecież niedomagający. Ale to w końcu black metal a „Thousand Swords” do miana niczego innego nie aspiruje. Jest jednym z jego pomników. 

Kiedyś dawno temu posiadałem pierwsze wydanie, z Lethal Records. W tej chwili na półce stoi bardzo udane wznowienie z 2012 roku - okładka jak należy, logo też, wszystko w klimacie pierwszego wydania. 

Graveland - "Thousand Swords", No Colours Records, 2012 rok, numer katalogowy NC 032.





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz