poniedziałek, 27 marca 2017

Ukraińskie dylematy.


Ukraina. Ciągle z nią jakieś zamieszanie i kłopot. Ciężko powiedzieć jak się do niej zabrać, bo wiadomo – z jednej strony Bandera i Wołyń, z drugiej wspólna postawa wobec Rosji, demokratyczne przemiany, handel. Na szczęście to jest blog o muzyce a nie o polityce, więc ten dylemat mnie (przynajmniej tu) nie dotyczy. Poza tym, panowie o których dziś będzie mowa są ze Lwowa a to praktycznie jak nasi. W końcu Semper Fidelis, prawda? Ukraiński black metal to dla mnie zawsze będzie Nokturnal Mortum i ich pierwsze albumy (do Nechrist włącznie), bo to co na nich wyprawiali było naprawdę godne podziwu. Szerzej w kontekście black metalu (jest świetny 1914 – ale to nie bm) mój wzrok nigdy na ten kraj nie padł, aż do dziś. Choć pewnie trudno nazwać szerokim spojrzeniem poznanie kolejnego zespołu w dodatku tak młodego. Eskapism to duet, zespół zrodził się w 2015 roku i ma na koncie debiut – wydany w tym roku „Tales of Elder Forest”. Na Ukrainie jak wiadomo lasów nie brakuje, więc aby podkreślić moc tytułu, na okładce mamy las. Przyznaję, wygląda zachęcająco. Niestety, pierwsze odsłuchy albumu nie napawały mnie entuzjazmem i nie skłaniały do kolejnych. Uparłem się jednak jak Putin na Krym i stwierdziłem, że dam im jeszcze szansę. I dobrze zrobiłem, bo generalnie nie jest tak źle by nie mogło być lepiej.




Eskapism jest właśnie takim ukraińskim dylematem – sięgać po siekierę czy napić się wspólnie wódki? Nie wiadomo. Zwolennicy ekstremalnego black metalowego piekła, sięgną po siekierę, choć znajdą tu momenty dla siebie dobre. Ci, którzy wolą granie bardziej klimatyczne, naleją sobie gorzałki ale będą ją popijali bez specjalnych zachwytów. To duży problem młodego lwowskiego zespołu – brak tożsamości i jednej męskiej decyzji – co my właściwie chcemy grać? Wszystkiego tu pełno a niektórych rzeczy za dużo, na przykład klawiszy. W niektórych momentach sposób ich użycia woła o pomstę do podziemia. Mam wrażenie, że na siłę upchnięto je gdzie się da, jakby były one podstawowym instrumentem w black metalu. Informuję – nie są. Z tych dwóch oblicz płyty stanowczo lepiej zespół sprawdza się w klasycznej blackowej jeździe i tu widzę spory potencjał Eskapism. Naprawdę potrafią dać ognia, niestety zaraz potem dorzucają za dużo dźwięków parapetu i pojawia się problem. W przyszłości proponuję też popracować nad wokalami, są trochę za cienkie i za płaskie. Podsumowując – gdyby wyciąć te wszechobecne klawisze, byłby to naprawdę fajny album a tak to nie wiem czy panowie chcą być atmosferyczni, symfoniczni czy po prostu bardzo źli. Bo bycie wszystkim naraz im nie wychodzi. 

Album wszedł mi z delikatną popitką gdzieś przy piątym przesłuchaniu. Zyskuje dużo na większym poziomie głośności, co też trochę mnie zaskoczyło, ale pokazuje, że jest tu ukryta moc. Eskapism ma przed sobą trochę pracy ale już ta płyta pokazuje, że fundamenty są. Trzeba po prostu się zdecydować i kroczyć tą drogą. Bardzo chciałbym by Ukraińcy poszli drogą klasycznego piekła, bo są w tym po prostu lepsi. Kiedy chcą grać symfonicznie i atmosferycznie momentami popadają w bardzo niebezpieczne dla black metalu cukierkowate plumkania. Tak czy siak będę ich obserwował i chętnie zapoznam się z kolejnym materiałem. 

Ocena: 6/10


Eskapism - „Tales of Elder Forest”. Wolfspell Records, 2017 rok, numer katalogowy Spell 045.







"Tales of Elder Forest" na Discogs:

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz