czwartek, 2 marca 2017

Nad warmińskimi jeziorami.


Są takie płyty, których nie słucha się na co dzień. Potrzeba dla nich określonego otoczenia, klimatu, nastroju. Nie każdy album w każdej chwili naszego dnia jest odpowiedni, nie każdy będzie dobrze korespondował z ciszą nocy. Nie każda płyta zakręci się w odtwarzaczu kiedy jesteśmy radośni i nie każdą puścimy gdy nastrój minorowy. Są też płyty, których nie słuchamy na co dzień, bo po prostu nie są tak dobre. Ale zdarza się to przecież i tym dobrym. Są wreszcie takie płyty, których nie słuchamy często, bo po prostu są inne od reszty muzyki, którą kochamy. I to jest właśnie taka płyta – inna, choć bardzo dobra. 

Są takie płyty, których nie nagrywa się na co dzień. Szczególnie, gdy jest się metalowym zespołem. Nie nagrywa się ich jednak często, bo po prostu nie są metalowe. Korespondują jednak z metalem, szczególnie tym zorientowanym na tematykę rodzimowierczą. Jednak eksperyment to tylko eksperyment, chleb powszedni to mocne uderzenie. A jeśli nawet nie rozpatrywać tego w kategoriach eksperymentu, tylko materiału przemyślanego i zamierzonego, to i tak nikt nie robi tego co chwilę. Do tego potrzeba innego rodzaju natchnienia i innej wrażliwości, której nie doświadczamy codziennie. I taka właśnie jest ta płyta. Posiada zupełnie inną wrażliwość i skłania do zupełnie innej zadumy. 


fot. fb Stworz


Stworz to ciekawy zespół. Bardzo go sobie cenię, bo podoba mi się ich podejście do tematyki rodzimej wiary, słowiańskich (i nie tylko) tradycji i kultury. Pisałem już o tym tu, przy okazji albumu „Zagony Bogów”, ale powtórzę – to bardzo świadome, pełne pokory podejście, bez palenia, mordowania i wojny na każdym kroku. Ostatnim wydawnictwem zespołu jest płyta „Na Trzy Strony Słońca”, wydana w 2016 roku. Materiał nie na co dzień i nie co dnia nagrywany. Materiał potrzebujący swojej chwili, by przysiąść i posłuchać oraz spontanicznej potrzeby wyrażenia innej wrażliwości by go nagrać. Na płycie mamy zapis dwóch sesji nagraniowych. Pierwsza to sześć utworów pochodzących z 2016 roku, będących wg mnie totalnie spontanicznym przedsięwzięciem. Jak pisze sam autor, utwory inspirowane są palinockami u brzegu warmińskich jezior, w co łatwo mi uwierzyć. Wiem jak piękna i czarująca jest Warmia i rozumiem, że takie noce bez problemu wzbudziły artystyczny zew. Utwory są krótkie, proste, instrumentalne i akustyczne. Czasami to wręcz zwykłe plumkanie przy ognisku, ale z urokiem i ciekawymi melodiami. Dobrze wprowadza nas w drugą część płyty którą tworzy dziewięć utworów dużo bardziej rozbudowanych, również akustycznych i wydanych w 2010 roku jako EP o tytule „Słońcakres”. Tu już aranżacje i instrumentarium są dużo bogatsze. Tu wszystko powstało jako dzieło zamierzone i słychać, że Stworz po prostu coś takiego nagrać chciał. Słuchając „Na Trzy Strony Słońca” nie można uciec od skojarzeń z Kveldssanger Norwegów z Ulver (o niej tutaj), ale to jednak zupełnie inna bajka. Tu nie ma wokali no i melodie inne, bo z naszych stron. Oczywiście to co łączy obie płyty to to, że są akustycznymi materiałami nagranymi przez zespoły metalowe. Komu wyszło to lepiej? Na szczęście to nie zawody, obie mają swój urok i czar, obie potrafią urzec. Szczególnie gdy człowiek cały tydzień spędza zamknięty w betonie wielkiego miasta. 





Muszę jeszcze wspomnieć o pięknym wydaniu płyty. Kolorystyka, zdjęcia, grafiki, malunki. Bardzo przyjemnie się to ogląda i wspaniale koresponduje to wydanie z muzyką. 


Stworz - "Na Trzy Strony Słońca". Werewolf Promotion, 2016 rok, numer katalogowy WP-CD48.








"Na Trzy Strony Słońca" na Discogs:

2 komentarze:

  1. Przepiękny i profesjonalny opis twórczości enigmatycznego zespołu Stworz. Muzyka ta ma coś w sobie niezwykłego ,coś co powoduje, że jesteś w jej sercu Wrażliwość, talent, niepowtarzalność...

    OdpowiedzUsuń