poniedziałek, 13 lutego 2017

Sehr gut!


Dwudziestego siódmego stycznia premierę miał nowy album legendy niemieckiej sceny thrash metalowej, Kreatora. Zatytułowany jest „Gods of Violence”, co jest dość przewrotne, bo to album miękki, wygładzony i popowy. Z thrash metalem ma wspólnego tyle, że nagrał go Kreator. Nie będziemy mu więc poświęcali więcej miejsca, bo nie warto. Był on jednak jednym z czynników, dzięki którym powstał ten tekst. Kolejny to dwa słowa – niemiecki thrash. Kiedyś znaczyły one bardzo dużo, tamtejsza scena wytyczała trendy, kierunki i była jednym z liderów gatunku. Ten czas już minął, ale nadal możemy tam znaleźć kapele, które są wierne swojej drodze i potrafią nagrać dobre, agresywne albumy. 

Na początku tego roku, przekonałem się, że 2016 był dla niemieckiego thrashu bardzo udany. Wiem, późno, ale w poprzednim roku mieliśmy tyle wspaniałych premier z kręgu black i death metalu, że thrash gdzieś mi uciekł. Szczególnie, że do tych dwóch pierwszych gatunków mi ostatnio bliżej. W ciągu kilku ostatnich tygodni poznałem trzy świetne albumy. Dwa z nich są dziełem niemieckich drugoligowców, choć powiem szczerze – dają im one awans do ekstraklasy. Twórcy trzeciego zawsze w tej ekstraklasie grali i kiedyś, dawno temu byli tak wielcy jak Kreator. Teraz nie są tak medialnie rozdmuchani ale przynajmniej grają swoje. Bez zbędnego gwiazdorzenia i parcia na szkło. 





Sodom, Exumer i Darkness. Trzy nazwy świetnie znane każdemu wielbicielowi thrashu. Nie tylko niemieckiego. Pierwszym zespołem z tej trójki, który poznałem, był Darkness. Możecie przeczytać o tym tutaj. Potem był Sodom (wraz z Kreatorem) no i Exumer. Nigdy nie byłem wielkim fanem tych trzecich, ale ich ostatni album - „The Raging Tides” - mocno to zmienił. Płyta jest wprost świetna! Chyba najlepsza z tej trójki. Agresja, pazur, cięte riffy i brzmienie o ostrości samurajskiego miecza. Nie ma tu zbędnych momentów, niepotrzebnych przestoi czy grania na jedno kopyto (jak Kreator). Płyta niesie nas z prędkością pociągu ekspresowego, urzekając po drodze bardzo inteligentnie skonstruowaną melodyką. Darkness pokazał, że proste rozwiązania są najlepsze. Po co kombinować, gdy wystarczy sięgnąć pamięcią do własnych początków, doprawić to kilkoma dosłownie nowościami w zakresie aranżacji i przepis na dobry album gotowy. „The Gasoline Solution” to płyta ciekawa, o charakterystycznym chrypiącym brzmieniu i z naprawdę ciekawymi riffami. Nie wciąga po piętnastu sekundach ale po czterdziestu już tak. Album ten na głowę bije ostatnie dokonania Kreatora, a przecież to zawsze byli drugoligowcy. Już nie. No i na koniec „Decision Day”, ostatni album Sodom, odwiecznego reprezentanta ekstraklasy. Trochę się bałem tej płyty, choć kiedy usłyszałem, że będzie, poczułem podekscytowanie. Bałem się, bo po pierwsze – nie miałem pewności czy panowie z Gelsenkirchen nie pójdą drogą zespołu na K. Po drugie – kawałek wybrany na singiel nie powalił i szczerze mówiąc nie zachęcił do natychmiastowej wizyty w sklepie. Teraz nadal uważam, że to najsłabszy numer na płycie, ale cała reszta to świetna robota. Sodom ma nadal to coś. Ten gen agresji, ten zadziorny pazur, tę moc łączenia spraw ważnych z piekielnymi ideami. Zaczyna się to już na okładce (w pierwszej chwili wydała mi się bardzo kiczowata, ale już ją lubię) a potem wystarczy poczytać teksty. No i nadal Tom i spółka świetnie wplatają w ten swój thrash epickość i podniosłość, nie tracąc przy tym solidnej dawki kopa w zadek. Bardzo dobry album. 

A w zasadzie wszystkie trzy. Niemiecki thrash metal. Te słowa nadal dużo znaczą. Oby tak pozostało. 


Darkness - "The Gasoline Solution". High Roller Records, 2016 rok, numer katalogowy HRR517CD.



 Discogs:


Exumer - "The Raging Tides". Metal Blade Records, 2016 rok, numer katalogowy 3984-15443-0.



Discogs:


Sodom - "Decision Day". Steamhammer/SPV, 2016 rok, numer katalogowy SPV270600CD.




Discogs:

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz