czwartek, 2 lutego 2017

Księżycowe noce.


Wszystko zaczyna się gitarą. Spokojną, ale zwiastującą burzę. Gitarą trzymaną na uwięzi, jak dzikie zwierzę, które zaraz zaatakuje. Potem dołączają bębny. Jakby z oddali, przytłumione, wybijające marszowy rytm. Piekielne kotły zagłady. Wreszcie, po chwili, atakuje pełne instrumentarium. Spokojnie, powoli, bez nawałnicy. Wokalista wypowiada pierwsze, jakże ważne słowa. Wciąż panuje spokój, zero szaleństwa, za to tony gęstego, mrocznego, czarnego klimatu. I znowu sama gitara, jak ta z początku. I już wiadomo, że za chwilę ruszą, że nadejdzie cios. Bo wreszcie nadejść musi. I oczywiście nadchodzi. Rytmicznie, żwawo ale bez gonitwy, ze wspaniałymi klawiszami w tle, mkną przez księżycową noc. Klimat tego fragmentu jest tak powalający, że mógłby trwać trzy razy dłużej. Na koniec dostajemy porcję black metalowej rzezi poprzecinanej zwolnieniami. Nad całym utworem unosi się gęsta czarna mgła, potęgowana przez bardzo ciekawy tekst. Całościowo jest to utwór prawie doskonały, jeden z najlepszych jakie stworzyła norweska scena. Księżycowe Noce. Najpiękniejsze, gdy śnieg pokrywa daleką północ.





„Lunar Nights” to ósmy utwór na debiutanckim długograju Carpathian Forest - „Black Shining Leather”. Zawsze lubiłem i szanowałem ten zespół, bo w czasie gdy pozostali wielcy norweskiej sceny odbierali nagrody grammy, zaczynali grać totalną popelinę czy w jakikolwiek inny sposób rozmieniali się na drobne, Carpathian Forest wciąż dumnie bronił tronu zła. „Black Shining Leather” usłyszałem po raz pierwszy w roku jego premiery, czyli w 1998. Norwegia już wtedy była w ogromnym kryzysie i nie obiecywałem sobie wiele po tej płycie. Stało się jednak inaczej, urzekła mnie od pierwszych dźwięków, a gdy usłyszałem Księżycowe Noce, byłem kupiony totalnie. Zakochałem się w tym utworze i kocham go do dziś. Nie znaczy to, że nie doceniam reszty albumu (jest tu też przecież wspaniały cover The Cure - "A Forest"!). Lubię go jako całość bardzo, ale szczerze przyznaję – "Lunar Nights" są tu absolutnym szczytem. Wspaniały utwór, świetny album, jedno ze świadectw norweskiej potęgi lat dziewięćdziesiątych. 




Posiadam wydanie "Snakeskin digipack" (imituje skórę węża). Avantgarde Records, 1998 rok, numer katalogowy AV031.






"Black Shining Leather" na Discogs:

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz