środa, 11 stycznia 2017

Trzy godziny w Mordorze, gdzie zaległy cienie.


Summoning. Austriacka legenda black metalu. Duet, który czerpanie z twórczości Tolkiena (dość powszechne w metalu) uczynił chlebem powszednim i wyniósł do rangi ideologicznej. Kilka płyt wspaniałych, kilka po prostu dobrych, nigdy jednak panowie nie nagrali czegoś, czego słuchałbym z przykrością. Nie będę nikogo oszukiwał, nie był to nigdy dla mnie zespół pierwszego wyboru i obudzony o drugiej w nocy nie wymieniałem go jednym tchem z Darkthrone czy Burzum. Nie zmienia to faktu, że lubiłem i lubię ich twórczość a kilka utworów wręcz uwielbiam. Są jednak na tym Świecie ludzie, którzy kochają ich dużo bardziej i to oni stworzyli to niesamowite wydawnictwo. 





Trzy płyty CD, prawie trzy godziny muzyki (CD1 – 51 min, CD2 – 61 min, CD3 – 55 min), dwadzieścia jeden utworów i dwudziestu jeden wykonawców. No, rozmach godny Saurona rzucającego armię na struchlały Gondor. Wydawnictw typu „tribute” mieliśmy w historii metalu mnóstwo. Największym problemem zawsze był poziom wykonania utworów idola. Wiadomo, dobry cover to coś więcej niż odegranie nutka w nutkę i pójście do domu. Tu trzeba dać coś od siebie. I na tym wydawnictwie, w jakimś stopniu się to udało. Są wykonania ciekawsze, są takie, które zostały tylko odegrane, jednak słucha się całości bardzo dobrze. Wśród dwudziestu jeden wykonawców nie znajdziemy tuzów sceny, tu można powiedzieć, grają orkowie z najgłębszych zakamarków Minas Morgul (z tych bardziej znanych – Kalmankantaja, Wyrd, Wędrujący Wiatr). Pomimo tego nikt nie zszedł poniżej poziomu dobrego. Słychać, że wszyscy potraktowali ten projekt poważnie. Do najciekawszych interpretacji zaliczyłbym „Grey Havens” w wykonaniu Mesarthim, Othalan i „The Passing of the Grey Company”, „Where Hope and Daylight Die” w wykonaniu Midnight Odyssey. Stanowczo ponad innych wzniósł się Wędrujący Wiatr, który po pierwsze – zagrał całkowicie w swoim stylu, po drugie – przerobił nawet tekst (wzięli na warsztat Like Some Snow-White Marble Eyes). Brawo. Mógłbym jeszcze co najmniej kilka zespołów wyróżnić, ale dość powiedzieć, że materiał wciąga jak Martwe Bagna na równinie Dagorlad. Ani jeden cover nie spowodował u mnie chęci przeskoczenia do kolejnego numeru a na takich wydawnictwach nie jest to często spotykane. 

Jeśli chodzi o przekrój twórczości Austriaków, znajdziemy tu utwory ze wszystkich albumów. Cieszy mnie, że nawet niedoceniany przez wielu (a przeze mnie bardzo lubiany) Lugburz ma tu swoich reprezentantów. Utwory ułożone są na płytach chronologicznie, co jest ciekawym zabiegiem pozwalającym poniekąd prześledzić rozwój zespołu. Z drugiej strony wymieszanie ich mogłoby dać ciekawy efekt. 

No i wisienka na torcie, lub jak kto woli Białe Drzewo w Minas Tirith. Wydanie. Wspaniała, świetna, genialna robota. Pierwsze co przykuwa wzrok, to czarna obwoluta ze srebrnymi napisami. Znajdziemy tu runy, bramę do Morii, logo Summoning i inskrypcję z Pierścienia. W środku trzy płyty. Każda z inną okładką oraz rewersem. Każda z obszerną książeczką, zawierającą cytaty z książek oraz notki od poszczególnych zespołów (wszyscy, oczywiście, kochają Summoning). Na końcu jest też kilka słów od Michała z Wolfspell Records. Ich lektura szybko pozwala nam zrozumieć, że facet spełnił marzenie swojego życia i jest to pewnie jego wydawniczy opus magnum. Gratulacje! 

Podsumowując. Gdzieś tam w Gondorze, na górskich szczytach zapłonęły ognie. Rohan już odpowiedział, bo Czarny Władca jest coraz bliżej. Nie zastanawiajcie się, pieszo czy konno, samemu lub z drużyną, ruszajcie. Warto. Będzie to największa bitwa naszych czasów!

Ocena: 10/10

„In Mordor Where The Shadows Are” - Homage to Summoning. Wolfspell Records, 2016 rok, numer katalogowy Spell 043. 










"In Mordor Where The Shadows Are" na Discogs:

3 komentarze:

  1. Wydanie zajebiste. A Summoning w ogóle jeszcze gra?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, że gra i wspomnicie moje słowa niebawem wyda nową płytę. Na ostatnią czekałem 7 lat więc mają jeszcze czas :)

      Usuń
  2. O ile wiem, zespół wciąż istnieje. Ostatnia płyta pochodzi z 2013 roku.

    OdpowiedzUsuń