poniedziałek, 16 stycznia 2017

Dostojna czerń, czyli ponadczasowa miłość.


„Majestat czerni. Głębia. I spokój, cisza. Samotny płynę nad ziemią, spowitą zimą. Niespiesznie, bo donikąd się nie spieszę. Cicho, bo hałas nie jest mi potrzebny. Spokojnie, bo nie ma tu miejsca na dzikość. Jest tylko powolne medytowanie w kierunku nieskończoności. Czarna Sztuka mnie prowadzi do ogrodu nocy, w którym doczekam świtu. Wraz z nim nadejdzie szaleństwo, ale do tego jeszcze czas. Mróz trzaska pode mną, śnieg jak dywan, mi nie potrzebny. Nie dotknę go stopą, nie poczuję na ciele. Będę tak płynął, falował, unosił się. Bez wiatru, bo pcha mnie siła mej woli. Bez żalu, bo już dawno pozbyłem się wspomnień. Wiem gdzie zmierzam, bo cała moja egzystencja prowadziła mnie do tego miejsca. Zima, ach zima! Już jej nie poczuję na skroniach, nie zaboli mnie w nozdrzach i nie zakłuje w sercu. Nie dla mnie już ona, bowiem do ogrodu nocy przybyłem, czekając na ostatnie szaleństwo bluźnierczej egzystencji.”

Sobota. Przedpołudnie. Właśnie skończył się Lathspell, staję więc przed półką z płytami i kombinuję. Wtedy mój wzrok pada na TEN album. Jak ja go kocham! Już po sobocie. Przepadłem. 





Pierwszy raz usłyszałem go jakieś dwadzieścia dwa lata temu. Nie pamiętam, czy było to zimą, ale dzięki wspaniałemu utworowi o tym tytule, myślę o „Ancient Catatonia” zawsze gdy spadnie śnieg. I często do niego wracam. To jest jeden z tych albumów, który powinien być przedstawiany młodym adeptom metalu jako część inicjacji. To jest wykładnia grania mrocznego, wolnego bądź w średnich tempach połączonego z techniką i klimatem. To jest po prostu podręcznik (dark doom black death) metalu. Celowo tak to ująłem, bo to jeden wielki kocioł, ze wspaniale zmiksowaną zawartością i wspaniałymi przyprawami. Te melodie! Ta perkusja! Ten cholerny majestat, dostojność! Tu nie ma złego dźwięku, nawet na sekundę nie można się nudzić. Dzieło wyborne, ponadczasowe i jedno z tych, które na zawsze będą ze mną. Zdecydowanie jeden z najlepszych polskich materiałów lat dziewięćdziesiątych. Co tam, zaryzykuję twierdzenie (choć ryzyko niewielkie), że to jeden z najlepszych polskich albumów metalowych w historii tej muzyki. Jeśli ktoś się nie zgadza, wie gdzie mnie szukać ;)

„Ancient Catatonia” w 1994 roku wyszła na kasecie i CD. Ja posiadałem ten pierwszy nośnik, CD mi umknęło. Na szczęście po latach (w 2013 roku) Old Temple wznowił ten materiał na srebrnym krążku. I to wydanie posiadam. Do teraz pamiętam radość jaka mi towarzyszyła gdy otrzymałem przesyłkę. 

Pandemonium - "The Ancient Catatonia". Old Temple, 2013 rok, numer katalogowy OLD.61.2013






"The Ancient Catatonia" na Discogs:

2 komentarze: