poniedziałek, 12 grudnia 2016

Wieczorne medytacje na suchym oceanie.


„Wpłynąłem na suchego przestwór oceanu, 
Wóz nurza się w zieloność i jak łódka brodzi, 
Śród fali łąk szumiących, śród kwiatów powodzi, 
Omijam koralowe ostrowy burzanu. 
Już mrok zapada, nigdzie drogi ni kurhanu; 
Patrzę w niebo, gwiazd szukam, przewodniczek łodzi;
Tam z dala błyszczy obłok - tam jutrzenka wschodzi; 
To błyszczy Dniestr, to weszła lampa Akermanu.” *


Jestem całkowicie pewien, że Mickiewicz nie słuchał Urfaust, oraz prawie całkowicie pewien, że muzycy Urfaust nie czytali Mickiewicza. Nic jednak nie poradzę na to, że ten fragment Stepów Akermańskich niesamowicie silnie kojarzy mi się z najnowszym dziełem Holendrów. Od pierwszych dźwięków czułem się jakbym płynął, spokojnie, dostojnie dryfował, w jednostajnym tempie, delikatnie unosząc się nad ziemską skorupą. Może nie ma tu łąk ani kwiatów, ale są jednak niezmierzone, bezkresne przestrzenie, które przemierzać najlepiej wypatrując gwiazd. I to nie z poziomu piwnicy, bo pomimo swego "Burzumowego" zacięcia, Urfaustowi bliżej do gwieździstego nieba niż podziemnych czeluści piekielnych. Wraz z początkiem płyty zapadamy w trans, który trwa całe czterdzieści trzy minuty, podczas których najlepiej oddać się błogiemu leżeniu i kontemplowaniu. Każda inna czynność może całkowicie wyrwać nas z muzycznych ram tego dzieła i zepsuć odbiór. Bez pełnego wejścia w tę twórczość, bez zagłębienia się dającego szansę na znalezienie pierwiastka magii, nie damy rady. Bo nie jest to dzieło porywające, pełne hitowych riffów, zapierające dech i przyprawiające o gęsią skórkę. Tu, by się zachwycić, wymagane jest od słuchacza coś więcej niż tylko standardowe podejście „lubię metal, to posłucham”. Kiedy odkryjecie ten magiczny pierwiastek, ten metafizyczny element, macie szansę spędzić wiele ciekawych wieczorów. W innym wypadku „Empty Space Meditation” (coż za trafny tytuł!) przeleci przez Was niezauważona i pewnie już do niej nie wrócicie. A wracać do niej warto, szczególnie, gdy za oknem ciemno i zimno, szczególnie gdy chcecie się wyciszyć i po prostu posłuchać muzyki, która potrafi uruchomić masę obrazów w głowie. Urfaust na imprezie się nie sprawdzi, ale w samotnej chacie pośród lasu byłby idealny. Muzycznie nie znajdziemy tu nic przełomowego. Fundamenty pod takie granie już dawno położył Burzum, Urfaust od siebie dorzuca interesującą melodykę i klimat innych stanów świadomości w otoczeniu bezkresnej kosmicznej przestrzeni. I wspaniałe partie wokalne. 




Nigdy nie byłem wielbicielem Mickiewicza i pewnie już nie zostanę. Urfaust też do tej pory nie wywoływał u mnie palpitacji serca, jednak ta płyta odmienia losy Holendrów w moim życiu. Będę teraz uważnie śledził ich poczynania a pewnie i do starszych materiałów wrócę. Kto wie, może i w nich odkryję coś magicznego?

Ocena: 9/10


Urfaust - "Empty Space Meditation". Van Records, 2016 rok, numer katalogowy Van201.






"Empty Space Meditation" na Discogs:
https://www.discogs.com/Urfaust-Empty-Space-Meditation/master/1079711

* - Adam Mickiewicz - Stepy Akermańskie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz