środa, 21 grudnia 2016

W poszukiwaniu galaktyk i doskonałego death metalu.


Roboty, planety i statki międzygwiezdne. N-maszyny, dyktatorzy i genetyczne eksperymenty. Neutrony, maszyny i gwiazdy. Człowiek, władza i strach. Posiadanie i centralne sterowanie. Konflikty i dyktatorzy. Nimfy, komputery i pranie mózgu. Cyberpułapki, stwórcy i Neony. Planety, Ziemia i nekrosfera. Astronauci, Nebule, androidy i ElektroDragon. Architekci Wszechświata i Lem. 

Stanisław Lem i death metal. Mission impossible? Nie, to „Mission One”.


Astronauci


„Mission One” to tytuł debiutanckiej płyty projektu Planet Hell. Panowie, którym przewodzi Przemysław Latacz, serwują nam kawał technicznego, ciekawego i bardzo dobrze zagranego death metalu. Czterdzieści pięć minut, na które składa się dziesięć utworów (w tym cover Rush) to uczta dla ucha oczekującego tak jadu, jak i melodii, tak agresji jak i progresji. Techniczne umiejętności i możliwości muzyków pozwalają na dużo i słychać to w każdym utworze, w każdej minucie. Zwróćcie choćby uwagę na solówki, których spora część mogłaby wylądować na klasycznych albumach heavy metalowych. Posłuchajcie bezlitosnej perkusji, łupiącej jak najlepsze karabiny maszynowe, ale gdy trzeba akcentującej każdy zakręt muzyczny jak wprawna baletnica. Riffy nie są banalnie oczywiste a momentami przechodzą w rasowy thrash metalowy wyścig. Sporo tu przestrzeni, choć atmosfera potrafi zagęścić się w mgnieniu oka. Wszystko jest selektywne, wyraźne i dobitne, nic jednak nie jest gładkie i wypolerowane. To naprawdę jadowity death metal z piekielnym zacięciem, choć nie znajdziecie tu ani jednego pentagramu czy odwróconego krzyża. Planet Hell oddaje hołd twórczości Stanisława Lema, wybitnego pisarza science-fiction. Wszystko jest tu podporządkowane temu pomysłowi. Teksty to interpretacje twórczości Lema, grafiki w książeczce są autorstwa Daniela Mroza, człowieka, który ilustrował opowiadania mistrza. Pseudonimy, stroje muzyków – wszystko w klimacie. Koncept album będący dziełem zamkniętym, skończonym i dopełnionym. Przepiękne wydanie - digipack formatu A5, książeczka zawierająca teksty w języku polskim i angielskim (wokale w tym drugim). Naprawdę, zostało to wszystko przemyślane i świetnie zrealizowane. Kiedy dołożymy bardzo wysoką wartość muzyczną, otrzymamy płytę absolutnie musową dla każdego komu twórczość Death, Nocturnus czy Pestilence nie jest obojętna. Albo dla każdego, kto po prostu lubi dobry death metal.





Planety, Wszechświat i Człowiek. Kosmos, Gwiazdy i strach przed nieznanym. Odkrywanie, podróż i walka o jutro. Lepsze jutro i jak najlepszy death metal. Sadowimy się wygodnie w futurystycznych fotelach, zapinamy pasy i odpalamy silniki. Pierwsza misja rozpoczęta. Oby nie ostatnia!

Ocena: 8/10


Planet Hell - „Mission One”. Thrashing Madness/Mad Lion Records, 2016 rok. 







"Mission One" na Discogs jeszcze nie dotarła. 

3 komentarze:

  1. Jak na rzadkie ostatnio moje kontakty z ciężkim brzmieniem potwierdzam autora recenzji. Muza jest świetna, dobrze skomponowana, zagrana i nagrana. Muzyki słuchałem na ich kanale na yt, więc o wydaniu płyty nie mogę nic powiedzieć.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja też niestety znam tylko z YT, ale na pewno kupię tę płytę, bo jestem niezmiernie miło zaskoczony.

    OdpowiedzUsuń