wtorek, 6 grudnia 2016

Powrót w wielkim stylu.


Lata dziewięćdziesiąte. Jesteś gówniarzem, który łyka każdą kasetę z pentagramem i odwróconym krzyżem. Wśród nich są trzy albumy Christ Agony. Trzy wspaniałe albumy. Takie, które powinny ten zespól wywindować na poziom światowy. Ale to się nie stało. Z jakiegoś powodu a pewnie nawet kilku Christ Agony Świata nie zawojował. 

2016. Christ Agony wydaje nowy album. Mamo. Tato. To nie są przelewki. To jest jazda. To jest wreszcie coś co nawiązuje do pierwszych trzech płyt. To jest album, który mówi jasno – powinienem być czwarty w kolejce, zaraz po „Moonlight”. Zaraz po największym dziele. Albo właśnie nie! Będąc zaraz po „Moonlight” byłby oczywisty, przewidywalny. Potrzebował czasu, potrzebował swojego okresu. I nadszedł. Z drugiej strony genialnie oddaje ducha pierwszych trzech płyt. Jest ich uzupełnieniem i kontynuacją. Czwartą wielką płytą. Bo nie ma wątpliwości że pierwsze trzy były wielkie.


Cezar


W żadnym wypadku nie twierdzę, że pomiędzy „Moonlight” a dniem dzisiejszym Cezar nie nagrał dobrego albumu, bo choćby „Condemnation” to bardzo dobra płyta. Ale to „Legacy” przynosi ze sobą starych nut czar. To tu w każdej minucie każdego utworu przelatuje nam przed oczami okładka „Daemoonseth” czy „Unholyunion”. To tu atmosfera i klimat każe nam powracać myślami do „Moonlight”. I niech nikt nie mówi, że to wtórne, bądź jest tylko powielaniem czy kopiowaniem. Nie, bo ta płyta jest bytem absolutnie suwerennym, stworzonym tak wspaniale, że jedynie duchem łączy się z tym co było. Pierwsze trzy płyty w podtytule miały Act I, Act II i Act III. „Legacy” to bez wątpienia Act IV. 

Cezar zawsze komponował specyficzne utwory, za każdym razem czuć na kilometr, że wyszło to spod jego ręki. Nie ważne, czy mowa o płytach wielkich czy słabych. To taki stempel firmowy. Nie inaczej jest na najnowszym dziele. Tym razem ten stempel odbity jest na kompozycjach dojrzałych, rozbudowanych i ciekawie zaaranżowanych. Duża też w tym zasługa Daraya, który zrobił świetną robotę z bębnami. Brzmienie jest wyraźne, klarowne ale jak najbardziej tchnie piwnicą i przeszłością Christ Agony. Tam gdzie ma być piekło i kociołek, tam jest piekło i kociołek a nawet wielki garniec smoły. 

Cezar po raz kolejny pokazał, że w tym fachu jest jednym z najlepszych. Nawet jeśli przytrafią się gorsze chwile, potrafi powrócić w pełnym blasku. Albo w wielkim płomieniu piekielnym. 

I wrócił.


Ocena: 9/10


Christ Agony - „Legacy”. Witching Hour Productions, 2016 rok. Numer katalogowy Evil090CD.







Brak komentarzy:

Prześlij komentarz