piątek, 9 grudnia 2016

Porzućcie wszelką nadzieję...


Nie jest to płyta pierwszego kontaktu. Gdy po czterdziestu minutach wybrzmiał ostatni dźwięk i nastała cisza, zastanawiałem się czy posłuchać czegoś innego (kilka nowości czeka) czy może obejrzeć magazyn informacyjny. Szczerze mówiąc to byłem gotów nawet na dwa pod rząd (w telewizji prywatnej i publicznej) byle tylko nie wracać do tej płyty. Ostatecznie jednak coś mnie podkusiło i raz jeszcze nacisnąłem play. 

Jest to płyta drugiego, trzeciego i czwartego kontaktu. Właśnie masakruje mnie czwarty raz pod rząd i muszę z masochistyczną satysfakcją wyznać, że mi dobrze. Raczej nie wspaniale, raczej z pewnymi obiekcjami, ale dobrze. Nie jestem tylko przekonany, czy to słowo tutaj odpowiednie. Koło tej płyty nie stało nic z dobrem związanego. To czyste zło. 





„Porzućcie wszelką nadzieję, wy, którzy tu wchodzicie”. Tak powinien brzmieć tytuł tej płyty, ewentualnie komunikat tej treści powinien pojawić się przed pierwszym utworem. Bo nadziei tu nie ma. Ani dobra, ani światła, ani żadnej oznaki, że może być lepiej. Nie ma tu piękna, jest tylko chłód, gniew i nienazwane zło. Agresja i obojętność, pogarda i nienawiść. Kompletne odczłowieczenie i nieziemska ciemność. I nie ma żadnej nadziei, więc porzućcie jej resztki. Już nie wyjdziecie. 

Dopiero ostatni, dziewiąty utwór nie zaczyna się blastami. Wcześniejsze osiem przelatuje jak kanonada pod Kurskiem. Nie ma tu żadnego pięknego dźwięku, żadnych artystycznych wizji i ozdobników. Nie ma melodii i dbałości o ładne wykończenie. To jest proszę państwa muzyczna rzeź. To jest dźwiękowy terror. To po prostu, najzwyczajniej, jest black metal. W czystej, pierwotnej formie, taki jaki miał i powinien być. 

Jest to płyta piątego, szóstego i siódmego kontaktu. Z każdym kolejnym przesłuchaniem odkrywamy nowe pokłady ohydy i kręgi piekła. Im głębiej, tym ciemniej. Im dalej, tym potężniej i zimniej. I choć jej tytułem nie jest cytat z Dantego, to posiada ona równie trafną nazwę. „Condemnation” czyli „Potępienie”. W istocie, potępieni ci, którzy się w nią zagłębią. Bo przepadną, bo wciągnie ich całą swoją odrażającą fizycznością i omota zepsutym duchem. Mnie wciągnęła, choć po pierwszym przesłuchaniu miałem jeszcze szansę uciec... 

Ocena: 9/10


Antaeus - „Condemnation”. Norma Evangelium Diaboli, 2016 rok. Numer katalogowy NED042. 







"Condemnation" na Discogs:

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz