poniedziałek, 26 grudnia 2016

Haka death metalu, czyli Ulcerate.


Mam przyjaciela, który postanowił sobie, że kiedyś zamieszka w Nowej Zelandii. Dawniej było to tylko odległe marzenie, teraz ma już nawet dalekosiężny plan mający pomóc w jego realizacji. To piękny kraj – wiem, choć nie byłem. Wystarczyło oglądać Władcę Pierścieni by się przekonać. Do tego dobrze grają tam w rugby a to przecież wspaniały sport. Przed meczem można obejrzeć niesamowitą hakę. Teoretycznie same plusy, więc się przyjacielowi nie dziwię. Jeśli kiedykolwiek dopnie swego, poproszę go by w moim imieniu przybił piątkę z panami z Ulcerate. Należy im się. 

Nowa Zelandia nie kojarzy się mocno z metalem. Ba, ani trochę się tak nie kojarzy. A jednak, jest tam kilka dobrych zespołów. Najlepszym wg mnie jest Ulcerate, przedstawiciele death metalu. Jakiś czas temu wydali piąty studyjny album - „Shrines of Paralysis”. I jest to cios.





Ulcerate nigdy nie podążał łatwymi, utartymi szlakami. Szukał, kombinował i przecierał drogę. Robiąc to wszystko, pozostawał wierny wyznacznikom gatunku i starym wzorcom. I oczywiście mocno kopał tyłek. Nie inaczej jest tym razem. Nowozelandczycy kombinują, łamią schematy a nade wszystko poszczególne utwory, całe kompozycje, wydawałoby się spójne, zmieniają w chaos. Jednak jest to chaos kontrolowany. Nie tracą przy tym mocy a ciężaru wręcz im przybywa. Nie jest to death metal oczywisty, nie jest prosty i na pewno nie jest łatwy w odbiorze. Nie wybrałbym tej płyty na wieczór z kolegami przy piwie, nie wyobrażam sobie przy niej wielkiego pogo. To dla mnie taki bardziej death metal kontemplacyjny, o ile można takie określenie w ogóle ukuć. Może dziwnie brzmi, jednak tak to właśnie odbieram. Jest tu oczywiście dużo szybkości, ale są to tylko fragmenty wrzucone w otchłań bez dna, ciemną, gęstą i pulsującą. „Shrines of Paralysis” zwalnia, kręci, miesza i zmusza do myślenia, chwilami wręcz do zadumy. Klimat tej płyty jest gęsty jak zastygający cement, w wolno kręcącej się betoniarce, którą operator od czasu do czasu przyspiesza, by efekt mieszania był lepszy. Kiedy już jednak wszystko stanie się jedną, potężną, ciężką materią, niszczy wszystko. Wbija się z impetem, toczy i miażdży, by za chwilę znowu wrócić do pierwotnego procesu tworzenia. Dziwny to album, trudny i wymagający co najmniej kilku przesłuchań ale warto założyć słuchawki i wskoczyć do tej betoniarki, właśnie po to by jak najmocniej dotknąć, poczuć, odczuć i posmakować każdego dźwięku. Bo tutaj każdy dźwięk ma znaczenie. 

Nowa Zelandia. Piękne krajobrazy, rugby, haka i bardzo dobry death metal. Hmmm, coś w tym jest, może też się skuszę? ;)

Ocena: 8/10


Ulcerate - „Shrines of Paralysis”. Relapse Records, 2016 rok, numer katalogowy RR7355.






"Shrines of Paralysis" na Discogs: 

1 komentarz: