środa, 7 grudnia 2016

1914, czyli błoto, okopy, maski gazowe i metal.


Wczoraj byłem na wojnie. W brudnym hełmie i wytartym, starym płaszczu siedziałem w zatęchłym okopie, nie myśląc o niczym. Dookoła tylko beznadzieja i nawet ten podły papieros co chwilę gasł. Byłem pod Verdun, gdzie toczyliśmy najbardziej krwawe boje w historii mego kraju o dwa kilometry kwadratowe. Wypad, odwrót, wypad, odwrót i tak w kółko, miesiącami, latami. Ta ziemia już nigdy nie będzie czyjaś, jej już tak naprawdę nie ma, więc po co o nią walczyć? Kuliłem się w okopie licząc, że moja maska gazowa ocali przed śmiercionośnymi oparami, które nadleciały z niemieckiej strony. Ci, którzy nie zdążyli jej założyć, lub po prostu nie mieli, konali obok w konwulsjach. Byłem Australijczykiem rzuconym na drugi koniec Świata, by zdobywał nieznane mu ziemie, o których nigdy nie słyszał. Półwysep Gallipoli stał się moim grobem. Byłem jednym z tych, którzy w wigilię 1914 roku, odłożyli na chwilę broń i wznieśli się na wyżyny człowieczeństwa w tym nieludzkim otoczeniu. Skonałem w Karpatach, będąc żołnierzem Austro-Węgier w walce z Rosjanami. Broniłem swej rodzinnej ziemi, choć w obcym mundurze. Jutro znowu wskoczę do okopu, chwycę wysłużony karabin i będę się modlił o kolejny dzień. Choć może lepiej o szybką śmierć?

I Wojna Światowa nie jest tak „popularna” jak Druga, ale nie zmienia to faktu, że była niesamowicie krwawa i okrutna. Nie do końca nadaje się na bohaterskie piosenki w guście Sabaton, za to doskonale nadaje się do muzyki mrocznej, brutalnej i dzikiej. Potężnej ale z dozą smutku i zamyślenia. Taka właśnie jest twórczość ukraińskiego 1914. Jakiś czas temu dostałem z Moskwy, od wydawcy, ich płytę. Pięknie wydany digipack zawiera dwie płyty CD, na których znajdziemy całą dotychczasową twórczość zespołu ze Lwowa. Pierwszy krążek to wydana w 2015 roku płyta „Eschatology of War”. Drugi to EPka z 2016 roku - „Fur Kaiser, Volk und Vaterland!” oraz nagrania demo z 2014. Tekstowo, graficznie i duchowo – wszystko kręci się tutaj wokół I Wojny. Zdjęcia, grafiki, nic tu od tego kanonu nie odstaje. Liryki przenoszą nas w miejsca wspomniane przeze mnie w poprzednim akapicie. Muzycznie jest ciężko, szybko i brutalnie. Nie brakuje jednak ciekawych zwolnień i generalnie numerów walcowatych, kojarzących się z atakami pierwszych czołgów na pozycje niemieckie. Sam zespół określa swoją muzykę jako blackened death/doom metal. I ma dużo racji. Czasami można tu jeszcze wyłowić elementy thrashowe ale zdecydowanie dominuje posępność i ciężar death metalu utkanego elementami doom. Bardzo pozytywne wrażenie sprawia wokalista, dysponujący ciekawym, mocnym głosem o dość szerokiej skali ryku. Brzmienie jest selektywne, ostre i wyraziste. A wszystko uzupełniają wstawki z epoki oraz ciekawe aranżacje „wojenne”.


1914 w okopie czyli na scenie


Szczerze i z pełną odpowiedzialnością polecam to wydawnictwo. Bardzo dobrze się tego słucha, bardzo fajnie się to ogląda. Przy okazji można odświeżyć trochę wiedzy na temat I Wojny Światowej. 

Ocena: 8/10 


Sygnał do ataku. Wyskakujemy z okopów, choć wcale nie mamy na to ochoty. Błoto, grząskie i utkane trupami, nie pomaga w natarciu. Wokół nas zaczynają wybuchać pociski, granaty. Nieprzyjacielski karabin maszynowy zbiera żniwo. Znowu tu jestem, znowu to samo piekło... Fur Kaiser!


1914 - „Eschatology of War” (2CD edition). Mazzar Records, 2016 rok. Numer katalogowy MZR CD 767.







"Eschatology of War" na Discogs:

2 komentarze: