środa, 30 listopada 2016

Sauron w obronie dawnej wiary.


Sauron, mroczny władca jałowego Mordoru, o którym jakiś czas temu zrobiło się cicho, wychynął z lasu. Jeśli myśleliście, że słuch po nim zaginął, bo jakiś mały owłosiony jegomość wrzucił pierścień do ognistej szczeliny, to byliście w błędzie. Pan ciemności postanowił zmienić otoczenie i zamienił wypalone pustkowia na zielone lasy a mroczne twierdze pnące się ku niebu na drewniane grody. I tak sobie w tym lesie posiedział w tajemnicy aż wreszcie uznał, że czas wyjść i pokazać Światu swoje oblicze – niby znane, ale jednak odświeżone.





Dla wywodzących się z Radomia weteranów krajowej sceny skończył się okres zawirowań i wiatrów wiejących w twarz. W tym roku Sauron działa naprawdę prężnie i właśnie uraczył nas nowym (częściowo) materiałem. Pierwsze co przykuwa uwagę to okładka. Dzieło Roberta A. von Rittera to wariacja na temat plakatu propagandowego Bolesława Surałło z 1939 roku przedstawiającego polskiego żołnierza broniącego nazistom dostępu do Polski. Tu mamy pogańskiego wojownika, który broni swej ziemi przed chrześcijaństwem. Bardzo to ładne i estetyczne a i sam zamysł jak najbardziej słuszny. Płyta to digipack i po rozłożeniu paneli pozostajemy w klimacie okładki. Bardzo przyjemna kolorystyka, świetnie komponujące się czerwone akcenty, fajne zdjęcie zespołu. Znajdziemy też teksty, napisane po polsku i osadzone w klimatach rodzimowierczych i przedchrześcijańskich. Jeden jest autorstwa Antoniego Wacyka, poety przedwojennego ruchu Zadruga. Muzycznie nie odbiegamy od tekstów i sprawia to przyjemne wrażenie kompozycyjnej spójności. Zresztą wszystko tu wydaje się do siebie pasować, co jest tym bardziej ciekawe, że z sześciu utworów tylko dwa to premierowe kompozycje. Trzy pochodzą z przeszłości zespołu, ostatni to cover Bathory. Od pierwszych sekund materiał przyjemnie galopuje, powodując mimowolne tupanie nogi. Otwiera go premierowa kompozycja „Pergrubia 997 (chwała obrońcom prawiary)” mówiąca ni mniej ni więcej tylko o marnym końcu żywota świętego Wojciecha. Aranże i riffy są tu proste i oszczędne, na pierwszym planie przez całe trzydzieści trzy minuty (no, może poza coverem Bathory) trwania tego wydawnictwa są, stylizowane na tradycyjne, melodie. Można powiedzieć, że to motor napędowy i przewodnik po płycie. Kolejne trzy utwory to kompozycje z różnych okresów historii Saurona, odświeżone i odpowiednio zaaranżowane, nie odniesiecie więc wrażenia, że tu nie pasują. Komponują się świetnie i z otwierająca „Pergrubią” i piątym „Goreją Wici”, który jest moim faworytem. To niesamowicie prosty kompozycyjnie numer ale ma w sobie moc black metalowego hitu, w pozytywnym sensie. Sauron nie wymyśla prochu i nie sili się na eksperymenty. Gra prosty black metal jaki pewnie słyszeliście wiele razy, szczególnie, że dużo tu ech dawnego Enslaved i w szczególności Satyricon. Ale słucha się tego bardzo przyjemnie. Momentami panowie raczą nas też lekko rock'n'rollowymi wstawkami i słychać, że czują się w tym klimacie dobrze – może w przyszłości warto temat rozwinąć? Cover Bathory, „Enter the eternal fire”, zagrany bardzo poprawnie, bez fajerwerków, pod resztę materiału. Nie wyłamuje się z całości co w moim odczuciu działa na plus, bo jak już pisałem – spójność jest siłą tego materiału. 

Sauron to weterani sceny i fajnie widzieć, że nie złożyli jeszcze broni, że wciąż jest w nich ta chęć grania, ten entuzjazm i wola. Zespół sprawia wrażenie odrodzonego, pozostaje tylko czekać na pełnowymiarowe premierowe wydawnictwo. 

Ocena: 7,5/10


Sauron - „Wara!”. Witching Hour Productions, 2016 rok, numer katalogowy Evil088CD.







"Wara!" na Discogs:

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz