poniedziałek, 14 listopada 2016

Krzyk pośród turni i jezior.

Wędrujący Wiatr. Wędrujący po Warmii i górach. W dużym uproszczeniu, stamtąd pochodzą panowie odpowiedzialni za ten zespół. Są to też rejony bliskie memu sercu. Góry schodziłem wzdłuż i wszerz dzięki moim rodzicom, zapalonym turystom. Warmia jest mi bliska poprzez miasto Olsztyn i ludzi, których tam poznałem. Dość powiedzieć, że jest to jedno z moich ulubionych miejsc a góry zawsze będą memu sercu bliskie.


Wędrujący Wiatr gra black metal. Niektórzy określają go jako atmosferyczny. Ale co to znaczy? Przecież black metal zawsze był i będzie atmosferyczny, tylko poszczególne zespoły wytwarzają inną atmosferę. Ale nie do końca o muzykę tu chodzi. Ona jest tylko nośnikiem treści, a te w przypadku Wędrującego Wiatru są głębokie. Bardzo cieszy mnie fakt, że ktoś postanowił pisać i tworzyć o naszej kulturze. Tak, wiem, robi to choćby Stworz, którego muzyk jest też przecież połową Wędrującego Wiatru. Może więc ten tekst powinien być o obu zespołach? Nie, bo Stworz robi to zupełnie inaczej. Jest bardziej dosłowny, dosadny i oczywisty. Wędrujący Wiatr to przeniesienie na grunt muzyki słowiańskich tradycji w sposób dotąd nie spotykany. Nie ma tu wielu „folkowych” momentów, jest za to bardzo dużo najzwyklejszej black metalowej jazdy. Ale jak już mówiłem, to tylko muzyka. To, co jest bogactwem tego zespołu to teksty. Warto je poczytać, bo nie są to typowe liryki. To małe dzieła poezji i prozy. I nie ma znaczenia czy panowie piszą o górach czy jeziorach. W każdym z przypadków robią to doskonale i czuć, że kochają te miejsca. Szczerość w muzyce jest ważna a tutaj aż bije po oczach. Jest to wspaniała odpowiedź na te wszystkie fascynacje wikingami i świetna pozycja dla tych wszystkich małolatów biegających z Młotami Thora na szyi. Może wreszcie zrozumiecie, że mamy swoją kulturę? Wędrujący Wiatr to muzyczny przewodnik po rodzimych krajobrazach ale także po rodzimej kulturze. Spojrzyjcie we wkładkę nowej płyty – te wszystkie niesamowite grafiki, wzory ludowe! Ten zespół to fenomen, to chęć pokazania, że black metal jest w stanie sławić piękno i wskazywać tradycyjne kulturowe wzorce. 


"Tam, gdzie miesiąc opłakuje świt" oraz
"O turniach, jeziorach i nocnych szlakach"


Piszę ten tekst bo niedawno ukazał się drugi album zespołu. Długo trzeba było czekać, ale było warto. Nie dostajemy rewolucji, raczej jedynie ewolucję. I bardzo dobrze. Wiatr stał się dojrzalszy, ciekawszy muzycznie jednak dokładnie tak samo hipnotyzujący i klimatyczny. Jakość nagrania jest bardzo podobna do poprzedniego albumu, ale to nie ma żadnego wpływu na odbiór. Choć może i ma, bo nie wyobrażam sobie tej płyty ze sterylnym brzmieniem. Ludzie kochający black metal wiedzą, że ta muzyka to nie sterylna produkcja i naprawdę, ten piwniczny bród tylko wzmacnia przekaz. To coś, co trudno określić, trudno nazwać, najprościej powiedzieć, że to klimat. Ale w przypadku tego zespołu to coś więcej. 

Jeśli będzie trzeba, na kolejną płytę cierpliwie poczekam kolejne trzy lata. Wiem, że będzie warto. Muzycznie takich tworów pewnie w międzyczasie pojawi się co najmniej kilka ale klimatu i całokształtu pewnie nikomu nie uda się oddać. 

Ocena: 8/10


Wędrujący Wiatr - „O turniach, jeziorach i nocnych szlakach”. Wydanie Werewolf Promotion, 2016 rok, numer katalogowy WP-CD56.






"O turniach..." na Discogs:

2 komentarze:

  1. Muzyka w połączeniu ze znakomitym tekstem to prawdziwa uczta dla duszy ,niesamowity przekaz piekna naszego kraju.

    OdpowiedzUsuń
  2. Warto czekać na kolejne wydania ,bo będę szczery-niewiarygodnie realistyczny przekaz tresci w sposób niewiarygodnie realistyczny.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń