poniedziałek, 21 listopada 2016

Imperium w kryzysie.


Po dwóch dniach oczekiwania na półce odpaliłem wreszcie „The Empire”, najnowszy album Vader. Kiedyś taka sytuacja nie miałaby prawa zaistnieć – wydawnictwo momentalnie wylądowałoby w odtwarzaczu. Choć nie, raczej w magnetofonie, bo czasy gdy wielbiłem zespół z Olsztyna bezgranicznie, dawno temu minęły. Demówki uwielbiam, pierwsze trzy albumy kocham. Potem długo, długo nic mnie nie ruszyło aż wreszcie w 2011 roku ukazał się „Welcome to the morbid reich”. Bardzo dobry album i pomyślałem wtedy, że Vader wraca na dobre tory. Jednak kolejny materiał nie powalił, był raczej z gruntu tych trochę powyżej średniej. Na „The Empire” nie czekałem z wypiekami, szczególnie, że w sierpniu pojawiła się EPka zapowiadająca płytę - „Iron Times”. Cztery utwory w tym jeden cover. Niestety, nieudany, co dziwne w wydaniu Vader. Dwa premierowe numery nie zapowiadały niczego wielkiego ani porywającego, choć „Prayer to the god of war” to całkiem fajny kawałek. „Iron Times” nie zaostrzył apetytu na pełnowymiarowy album, raczej ostudził oczekiwania. 


Vader - Iron Times


Jest niedzielny wieczór a ja mam za sobą pięć przesłuchań najnowszego dziecka Petera. I szczerze mówiąc trudno coś stanowczego i wyraźnego napisać. Ale taki właśnie jest ten album. Przeciętny. Ponad ten poziom wybija się wspomniany „Prayer to the god of war” i najlepszy moim zdaniem „Iron reign”. Reszta przelatuje bez większych emocji a początek numeru „Genocidus” to wręcz kopia samych siebie sprzed lat. Peter nadal pcha zespół w kierunku piekielnej estetyki lat osiemdziesiątych, co oczywiście widoczne jest nie tylko w ubiorze muzyków. Dostajemy masę thrashowych riffów (kilka naprawdę dobrych), sporo heavy metalowych solówek, które dzięki Pająkowi są naprawdę fajne. Strach pomyśleć jak brzmiałby Vader bez tego faceta. Z nim w składzie co prawda coraz bardziej oddala się od death metalu, ale jego gitara wnosi sporo ożywienia. Momentami głowa sama się kiwa a nóżka tupie, jednak stanowczo za rzadko. Brzmienie oczywiście jest bardzo dobre, selektywne i w moim odczuciu naprawdę mocne. To jednak nie ratuje płyty jako całości, która jest po prostu solidnym średniakiem. Kolejne przesłuchania kończą się nie wnosząc nic nowego do odbioru. Solidność to stanowczo za mało jak na taki zespół, choć oczywiście wielkiej ujmy nie przynosi. Jedynie żal i lekki zawód. Lekki, bo cudów się nie spodziewałem.

Ocena: 6/10


Vader - The Empire. Wydanie Witching Hour Productions, 2016 rok, numer katalogowy Evil091CDD.







"The Empire" na Discogs:

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz