poniedziałek, 10 października 2016

Tyhjyys, czyli pustka rodem z Finlandii.


Słuchając „Tyhjyys” mam ochotę na spacer jesiennym lasem. Długi, samotny spacer gdzie jedynym towarzyszem będzie aura, choćby i kapryśna, deszczowa i chłodna ale w jakimś aspekcie piękna. Poczuć delikatne krople deszczu na przemian z ostatnimi promieniami słońca, lekki podmuch wiatru delikatnie unoszący rdzawe liście. Wilgoć na butach i daleki krzyk ptaka. I pustka, ludzka pustka. I podążać tak ścieżką znaną i przyjazną, jak melodie, wytyczające szlak tej płyty. To one prowadzą nas przez te 43 minuty spokojnego, atmosferycznego black metalu. To one sprawiają, że las w którym spacerujemy nie jest wcale bardzo mroczny. To one dają powody do zadumy i całego szeregu uczuć, które pojawiają się podczas jesiennych wieczorów wypełnionych muzyką Kalmankantaja. Black metal ma różne oblicza i nie zawsze musi to być agresja. Tyhjyys to płyta spokojna, jednostajna, momentami monotonna, jednak dzięki wysunięciu na pierwszy plan prostych ale ciekawych melodii, nie nudzi. Rzekłbym wręcz, że prze do przodu nie gorzej niż niejedna nawalanka, tylko dużo dostojniej. Ma po prostu inny motor napędowy, który zwie się klimat. Jemu wszystko tu jest podporządkowane – także brak jakichkolwiek fajerwerków. Grając wolno i raczej smutno, można pokusić się o jakieś wodotryski, jednak Kalmankantaja tego nie robi. I dobrze, bo w końcu po co malować grób na różowo? Nie zmieni to jego funkcji, jedynie może ośmieszyć. Wszystko tu jest zagrane jak należy, podręcznikowo i wedle prawideł sztuki. Nic nowego ta płyta do gatunku nie wniesie, może jednak wnieść piękną atmosferę w niejeden jesienny bądź zimowy wieczór. Taki, kiedy po całym dniu masz ochotę poleżeć i po prostu się wyłączyć. Sączący się z głośników Tyhjyys doskonale w tym pomoże. Środowisko naturalne tej płyty to właśnie takie momenty. Oraz jesienny, bądź zimowy las i samotna wędrówka. 

Tyhjyys to po fińsku pustka. I nawet jeśli gdzieś ta płyta wewnętrznie może się odwoływać do obszarów smutku, pustki, samotności, to paradoksalnie słuchanie jej daje sporo radości.


Zimowy spacer z pochodniami

Płyta miała premierę w kwietniu tego roku, do mnie dotarła kilka miesięcy później. Męczę ją już od jakiegoś czasu jednak dopiero po kilku przesłuchaniach doceniłem jej prawdziwą moc. Może pomogła w tym aura panująca za oknem? A może po prostu pomimo pozornej prostoty, nie jest tak łatwa w odbiorze i potrzeba chwili, by ją przetrawić. Wiem jedno – Finowie z Kalmankantaja i ich twórczość to dla mnie jedno z odkryć tego roku. Tyhjyys potwierdza, że panowie pomimo niesamowitej płodności twórczej, nie powtarzają się, nie grają na siłę byleby tylko coś nagrać. Są po prostu w wysokiej formie. To bardzo dobry album i już czekam na kolejne wydawnictwa. 

Ocena: 8/10


Wydanie Wolfspell Records, 2016 rok, numer katalogowy Spell 028.





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz