piątek, 14 października 2016

Owls Woods Graves, czyli widziałem diabła w lesie.


Stary garaż na zapomnianym blokowisku. Marazm okolicy przebija przez wszystko, co tu się znajduje. Zza sfatygowanych blaszanych drzwi słychać dźwięki. Na pozór to kompletny chaos i kakofonia, ale wystarczy otworzyć drzwi i wejść... Odpadający tynk, na kilku fragmentach ścian i sufitu, jako wygłuszenie, opakowania po jajkach. Na środku zwisa jedna smutna żarówka i kołysząc się rzuca niepokojące cienie. Zdezelowana perkusja, z centralą oklejoną taśmą a obok, na szafce, niewielki wzmacniacz, z którego już nic więcej nie da się wykręcić. Puste butelki po winie i browarach, sporo niedopałków, masa kurzu. I oni. Młodzi, pełni zapału, choć bez wielkich umiejętności. Przyszli tu z różnych rodzin i z różnymi muzycznymi doświadczeniami. Nie wiedzą jeszcze co tak naprawdę chcą grać. Byle szybciej, byle mocniej, byle nienawistniej.

Byliście kiedyś w takim garażu? Spotkaliście takich zapaleńców? Ja byłem, ale było to wiele, wiele wiosen temu. Jednak wczoraj znowu się tam znalazłem. A wszystko za sprawą debiutanckiej EPki Owls Woods Graves. 





Oczywiście, ten materiał nie brzmi jak nagrany na żywca w garażu. Oczywiście, słychać, że krakowski duet nie trzyma instrumentów od wczoraj. To jednak nie zmienia faktu, że klimat tego wydawnictwa jest właśnie taki. Wystarczy spojrzeć na wkładkę, która wygląda jak zin z lat osiemdziesiątych lub kserowana okładka kasetowego demo z tamtego okresu. Coś pięknego. Fajnie się to wszystko komponuje ze sobą i stanowi spójną całość. Muzycznie? Najprościej powiedzieć, że chłopaki z garażu faktycznie wywodzą się z różnych muzycznych środowisk, bo jest tu i black i thrash i punk i oi! nawet (czyste partie wokalne w refrenie „Do you deny the evil?” to mistrzostwo!). Są wściekłe wokale i proste riffy. Brzmienie oględnie mówiąc podziemne, choć z gatunku tych mniej zabrudzonych piwnic. Teksty proste aczkolwiek nie prostackie, z bardzo fajnymi tytułami. W skrócie – 18 minut czystej młodzieńczej radości. I uwaga – to aż sześć autorskich kompozycji plus cover. Właściwie, to połowa covera, bo zamykający EPkę „One eyed old man” Bathory trwa nieco ponad 2 minuty a powinien powyżej czterech. Na otwarcie też mamy nie lada niespodziankę, bo oto słyszymy Zbigniewa Zapasiewicza czytającego fragment Sklepów Cynamonowych Bruno Schulza. I już całkowicie poza konkursem – nie wiem, czy się nie mylę, ale ta płyta została chyba nagrana ciszej, niż dzisiejszy standard – musiałem pogłośnić wieżę ustawioną na standardową głośność, by komfortowo słuchać. Jeśli było to zamierzone, to gratuluję – fajny ruch.





Podsumowując – wchodźcie do tego garażu, bo warto. A potem kupcie wino i idźcie w las obserwować sowy. Kto wie, może nawet zobaczycie diabła? Kupować i słuchać! I słać do nich listy by jak najszybciej wydali kolejny materiał. 

Ocena: 9/10 

Wydanie Malignant Voices, 2016 rok, numer katalogowy MV19.







"Owls Woods Graves" na Discogs:

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz