środa, 12 października 2016

Lathspell, czyli black metalowa uczta.


Finlandia. Piękny kraj. Miałem to szczęście go odwiedzić i bardzo chętnie zrobiłbym to ponownie. Jeziora, lasy, lasy, jeziora. Wczesne ciemności powodują co prawda sporo depresji w narodzie, zwiększone spożycie alkoholu i sporą liczbę samobójstw ale zarazem obdarzają ten kraj płodnymi black metalowymi umysłami. Pisałem już wcześniej o Kalmankantaja (tu i tu), która jest dla mnie sporym tegorocznym odkryciem. Lider tegoż zespołu gra jeszcze w kilku innych hordach, jedną z nich jest świetny Lathspell. O ile Kalmankantaja to atmosfera, klimat, granie wolne i monotonne, tak Lathspell to czysta black metalowa wojna. Zespół ma już na koncie kilka wydawnictw, w tym roku ukazało się najnowsze pełnowymiarowe dzieło o pięknym tytule „Torn Cold Void”. Oznacza to mniej więcej tyle, że w tytule znowu mamy Pustkę – ostatnia płyta Kalmankantaja to też Pustka (po fińsku Tyhjyys). Możemy więc z czystym sumieniem ogłosić, że 2016 to rok pustki! Przynajmniej w Finlandii. Jak dla mnie, jeśli pustka dla tych panów oznacza taką dobrą muzykę - mogą każdy kolejny album nazywać pustką lub jakkolwiek będą chcieli ją odmienić. Taka pustka to skarb!




Lathspell na ostatnim albumie nie kombinuje. Zaczyna płytę wyrazistym akustycznym fragmentem a potem po prostu jedzie do przodu. Ale jak! Szybko, wściekle ale zarazem podniośle. Te ich cholerne melodie! Zrobili to na Tyhjyys, zrobili na Torn Cold Void. Tu oczywiście mają one inny podkład, brzmi to jednak równie dobrze. To jest tak proste, tak oczywiste a jednak nie dla każdego, bo mało kto tak gra. A nawet jeśli, to efekty nie są tak dobre. Zarazem jednak nie ma tu nic odkrywczego ani nowoczesnego. To jak najbardziej stara szkoła. Po raz kolejny powtórzę – nie trzeba odkrywać Ameryki, by nagrać wspaniały album. Lathspell ma w sobie tyle mroku, zimna, złości, gniewu, podniosłości i black metalowego jadu, że mógłby tym obdzielić kilka innych płyt. A wszystko osiągnięte bardzo prostymi środkami. Cztery długie utwory, 40 minut bezkompromisowego black metalu z charakterystycznym fińskim sznytem. Brawo, panowie, brawo. Siedźcie w swoich pięknych lasach i nagrywajcie więcej takich albumów. Kiedyś była Norwegia, teraz jest Finlandia. Oby tylko Finowie nie skończyli tak jak mieszkańcy fiordów. 

Jedyny, niewielki minus, to wydanie płyty. Digipack jest dość podatny na wszelkiego rodzaju zarysowania i wydaje się być nietrwały. Polecam przechowywanie w folii. Dobór kolorystyki sprawia, że teksty są nieczytelne. Szkoda, bo lepsze wydanie dopełniałoby bardzo wysoki poziom płyty. 

Ocena: 9/10. 

Wydanie Patologian Laboratorio/Wolfspell Records, 2016 rok. Numer katalogowy PL2016-3/Spell030 





2 komentarze:

  1. "Jeziora, lasy, lasy, jeziora. (...) zwiększone spożycie alkoholu (...)." - odwiedź Warmię.

    OdpowiedzUsuń
  2. jak już na fejsie pisałem - odwiedzam, bo moja kobieta tam mieszka :)

    OdpowiedzUsuń