czwartek, 6 października 2016

"Black Metal Ewolucja Kultu", czyli niewykorzystany potencjał.


Dayal to doskonały autor o wręcz nerdowskim (w najbardziej pozytywnym sensie tego słowa) zapale oraz wyczuleniu na wszelkie szczegóły i niuanse. Lektura tego, co udało mu się tutaj zebrać, począwszy od naszej rozmowy o początkach mojego zespołu, była autentycznie poruszająca. Jeśli pozostałe rozdziały napisano z tą samą dbałością (a podejrzewam, że tak), mamy tu do czynienia z najrzetelniej opracowaną encyklopedią black metalu.” – Kristoffer Rygg (Garm), Ulver


No właśnie, encyklopedią. Niestety. Black metal to emocje, nie kronikarskie cyferki. Ta książka nie płynie swobodnie jak zajmująca opowieść. Nie porywa jak norweska fala z początku lat dziewięćdziesiątych. Nie wciąga niczym zatęchłe podziemia Helvete, legendarnego sklepu w Oslo. Nie. Ona z wyrachowaniem kronikarza i dokładnością księgowego przedstawia nam historie poszczególnych zespołów, które na black metal wpływ miały większy bądź mniejszy. Częściowo rozumiem to podejście, jednak szkoda, że trudno tu dojrzeć tę jedną nić łączącą ich wszystkich. Teoretycznie podróżujemy chronologicznie, od Venom do "post black metalu", ale brakuje wspólnego mianownika zaznaczonego odpowiednio mocno. W zasadzie każdy rozdział mógłby funkcjonować osobno. Coś jak "Krew Ogień Śmierć", która książką jest przeciętną (o niej tutaj). Może jestem po prostu naiwnym romantykiem i wciąż siedzę w latach dziewięćdziesiątych ale dla mnie black metal to coś więcej niż garść suchych faktów i wydanych płyt. To coś więcej niż tylko krzykliwe wokale i przesterowane gitary o brzmieniu szlifierki. To coś więcej niż tylko krew na koncertach i makijaże na twarzach. I w całej swej naiwności wierzyłem, że ktoś wreszcie zwróci na to uwagę, zaakcentuje. Niestety, nie jest to Dayal Patterson. Cóż, musiałem się z tym pogodzić i przejść nad tym do porządku dziennego. A potem przeczytać, albo raczej – przebrnąć.


Jest cegłówka!


Rozdziałów mamy 50 (484 strony). Większość traktuje o konkretnym zespole. Dobór zespołów do pierwszych partii książki jest oczywisty i nie ma tu większego pola do dyskusji – Venom, Bathory, Celtic Frost, Hellhammer… Jednak im dalej w las, tym więcej znaków zapytania. Dwa największe – gdzie swoje rozdziały mają Immortal i Satyricon? Serio ich tam nie ma? No nie ma. Szukałem długo, rozdwoiłem prawie kartki ale nic. W książce poświęconej black metalowi, która jest naprawdę grubą cegłówką, znalazło się miejsce dla jakichś komicznych tworów typu Lifelover a nie ma miejsca dla twórców „Dark Medieval Times” czy „Pure Holocaust”? Jasne, te albumy są tu wspominane, ale nikt nie pochylił się na dłużej nad oboma legendami sceny. Nie pojmuję. Oczywiście, gdybyśmy chcieli wrzucić tu wszystkie hordy, książka miałaby 2000 stron. Ale pomijanie takich nazw, to jak pominięcie kazania na mszy. 

Słucham tej muzyki 25 lat, więc niewiele jest mnie w stanie zaskoczyć. Tak też było podczas lektury. Wielu nowych rzeczy się nie dowiedziałem, a jeśli, to były to jakieś mało istotne szczegóły. Oczywiście, dla kogoś kto słucha BM dużo krócej, będzie to pozycja wręcz niezastąpiona. Warto znać korzenie swojej muzyki. Dayal może i gawędziarzem nie jest ale kronikarzem całkiem niezłym – wartość encyklopedyczna tej książki jest spora i dlatego warto ją mieć. Przy całej, niewątpliwie ogromnej pracy włożonej przez autora i potencjale tematu, mogła to być wielka książka. Szkoda. 

Na koniec ogromny pozytyw – przekład. Świetna, profesjonalna robota, co w literaturze muzycznej normą nie jest. Wiadomo, schrzaniony przekład potrafi zabić najlepszą książkę, bardzo dobry może pomóc tej gorszej. I tu pomaga, bo gdyby był gorszy to nie wiem, czy nie poddałbym się w połowie. Mało literówek, błędów, naprawdę – pod tym względem, na tle tego co czytałem do tej pory – wzór. 


"Black Metal Ewolucja Kultu", Wydawnictwo Kagra, 2016 rok. Autor: Dayal Patterson.








Brak komentarzy:

Prześlij komentarz