piątek, 9 września 2016

Szalety w podziemiu, czyli drugi dom.


Podróże na koncerty są fajne, ale nie oszukujmy się – im bliżej, tym wygodniej. W dwóch poprzednich tekstach koncertowych (tu i tu) pisałem o naszych wyjazdach do Katowic. Miały one swój urok, ale oczywiście każdy marzył skrycie, by kiedyś, pewnego dnia, te wszystkie koncerty zawitały do naszych Tychów. Jasne, sporadycznie coś tam godnego uwagi się pojawiało, im głębiej w lata dziewięćdziesiąte, tym klubów było więcej a co za tym idzie – koncertów. Często jednak była to totalna partyzantka. Organizacyjnie, promocyjnie i brzmieniowo. Kiedy już imprez kulturalnych w Tychach było naprawdę dużo, jedynie niewielki ich procent był w stanie mnie zainteresować. Dominował hip-hop, blues czy jakieś mainstreamowe popy. Konkludując – szału nie było.

Tychy podzielone są na osiedla oznaczone literami alfabetu. Osiedle „L”, na którym się wychowałem, sąsiaduje z osiedlem „K”, gdzie była moja podstawówka. Był tam też pawilon handlowy a w jego podziemiach szalety publiczne. Pewnego dnia te szalety zostały wyremontowane i przerobione na knajpę. Zaczęliśmy tam bywać regularnie. Wiele dni później, dwóch moich przyjaciół kupiło tę knajpę i zaczęła się droga ku koncertowemu eldorado. Od początku swego istnienia lokal nosił nazwę „Underground”. 

I stał się naszym drugim domem. 

Bawiliśmy się tam, piliśmy, remontowaliśmy go i robiliśmy wiele innych rzeczy, o których tu pisał nie będę. Michał, jeden z właścicieli a zarazem mój odwieczny przyjaciel, był fanatykiem metalu, jak ja. Chciał, by w jego lokalu takie koncerty się odbywały i dopiął swego. Gdy udało się dotrzeć do zapomnianej, ogromnej sali graniczącej z lokalem, było to jak „Sezamie otwórz się!”. Wylewanie sceny, remont, wyposażenie i jazda. Sala mieszcząca 500 osób (bywało więcej), profesjonalny sprzęt, fajne zaplecze, dwa bary, kilka sal ze stołami, bilard… „Underground” wyrósł na wspaniałe miejsce. Zaczęły tam przyjeżdżać naprawdę duże nazwy. A nasze marzenia zaczęły się spełniać. KAT, Turbo, Vader, Acid Drinkers, Illusion, Christ Agony… Nie sposób tu wymienić wszystkich zespołów. Dziesiątki koncertów mniejszych i większych, masa poznanych kapel i świetnych przeżyć.


Bilety, które dotrwały do dziś

Tu dochodzę do sedna dzisiejszego tekstu – chodzenie na koncerty pozwala poznać wiele wspaniałych zespołów. No chyba, że ktoś chodzi tylko na te, które zna. Ja do Undera miałem kilkaset metrów a gdy koncert kosztuje 10 zł i gra na nim 5 kapel to jak tu nie pójść? Bywało, że żadna z nazw widniejąca na plakacie nie mówiła mi kompletnie nic – ale szedłem. Bo kocham muzykę na żywo, bo warto poznać nowe zespoły w ogniu koncertowych zmagań, bo można poznać ciekawych ludzi i czasami przeżyć szalone wieczory. Bo można wreszcie, kupić płyty tychże nowo poznanych zespołów i wymienić się kontaktami. Na jednym z takich koncertów poznałem 0xist – fiński zespół, o którym wcześniej nie słyszałem. Jego lider, Jani, to równy gość i bardzo Polskę polubił. Na koncercie bardzo mi się spodobała ich muzyka, więc szybciutko zakupiłem CD - prosto z rąk Janiego. Innym razem, podczas wizyty innego fińskiego zespołu – Coprolith (swoją drogą tez ich tam wtedy poznałem i też wróciłem z płytą), zostałem przez ich gitarzystę obdarowany płytą norweskiego Fortid, tylko dlatego, iż wyraziłem pochlebną opinię o norweskim black metalu ;) Okazało się, że Fortid to był jego zespół, a Coprolith wspierał tylko na koncertach. Takich historii było oczywiście dużo, dużo więcej...

Trzy teksty koncertowe na przestrzeni tygodnia. Idzie jesień i zima, koncerty klubowe nadchodzą. Tymi tekstami chciałem Was do nich zachęcić i przekonać, że warto ruszyć się z domu. Dzisiejszy wpis to także mój prywatny hołd dla lat spędzonych w Undergroundzie, które zawsze będę wspominał z sentymentem. 

-------

0xist ma na koncie EPkę i dwa albumy. Nil to pełnowymiarowy debiut. Płyta zawierająca muzykę wolną, ciężką i mroczną. Znajdziemy tu jednak piękne melodie i bardzo dużo tajemniczego klimatu. Album ma wszystko co potrzebne, by można go było określić jako wyśmienity przykład dark metalu. Co ciekawe – świetnie sprawdza się na koncertach. 


0xist - „Nil”. Wydanie Cold Void Emanations (Void16)/Ostra Records (OSR014), 2012 rok. 





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz