niedziela, 11 września 2016

"Musta Lampi", czyli marazm upalnej niedzieli.


Niedziela. Upał. Bezruch. Gdyby nie pracujący wiatrak, powietrze można by ciąć. Stoi. Leżymy z lubą bez ruchu a w odtwarzaczu właśnie startuje płyta „Musta Lampi” fińskiego zespołu Kalmankantaja. Przepraszam, startuje to odrzutowiec, tu mamy do czynienia raczej z powolnym rozruchem, z lokomotywą, której ktoś dorzuca za mało węgla. Wszystko jest opóźnione i rozwlekłe. Leniwe. Leżymy i gapimy się w sufit a z głośników płyną dźwięki klawiszy. Długo, bardzo długo. Kiedy już myślisz, że może czas coś zmienić, oni grają nadal to samo. Klawisze. Pojawiają się nowe dźwięki i wszystko zaczyna nabierać głębi. Wreszcie jest gitara i perkusja. Gitara akustyczna, więc nadal jest spokojnie. Leżymy a ja myślę o tej kropli potu spływającej mi od trzech minut po ramieniu. Wszystko jest takie wolne, mozolne, ślamazarne. Tylko wiatrak pracuje na pełnych obrotach. Kropla spada na prześcieradło, z głośników wreszcie słychać przesterowaną gitarę zapowiadającą black metal. 


Fiński las (zdjęcie z fb zespołu)

Zimny, melancholijny black metal zainspirowany fińską przyrodą – tak w każdym razie możemy przeczytać we wkładce. I coś w tym jest, bo niewiele się tu zmienia. Tak jak w Finlandii – lasy, jeziora, lasy i jeziora. Ale jakie piękne! Nie jest to monotonia, którą można się znudzić. Wydaje ci się, że poznałeś wszystko na jednym spacerze, ale przy okazji kolejnego, odkrywasz coś nowego. I tak za każdym razem. Taka jest ta płyta i w zasadzie cała twórczość Kalmankantaja. Średnie tempa, potępieńcze wokale i wspaniale przesterowane gitary a to wszystko okraszone prostymi melodiami. Nikt nie stara się tu być na siłę brutalny a tym bardziej oryginalny czy nowatorski. Stare, dobre, sprawdzone patenty podane na swój, melancholiczny i lekko depresyjny sposób. W tę upalną niedzielę „Musta Lampi” mnie urzekła i wpadłem po uszy. Będę do niej wracał, choć nie jest to muzyka na każdą okazję. Mając jednak w domu kilka płyt Kalmankantaja już niecierpliwie czekam na jesienne i zimowe wieczory. Albo kolejne upalne niedziele.


Kalmankantaja 2016 (zdjęcie z fb zespołu)


Kalmankantaja to ciekawy zespół. Istnieje od 2011 roku a na koncie ma już dziewięć pełnowymiarowych albumów, masę epek i splitów. Na odsłuch czeka na mnie jeszcze tegoroczny album „Tyhjyys” - kto wie, może będzie to kandydat do czołowych miejsc? Z twórczością Finów możecie się zapoznać za małe pieniądze dzięki wznowieniom ich materiałów przez rodzimą Wolfspell Records. Wydali też wspomniany już „Tyhjyys”. Polecam.

Kalmankantaja - „Musta Lampi”. Wolfspell Records numer katalogowy Spell037. Materiał wyszedł w 2014 roku, wznowienie w 2016.




  

"Musta Lampi" na Discogs:

2 komentarze: