niedziela, 18 września 2016

Entropia, czyli lepiej późno niż wcale.


Są takie sprawy, w których skłaniam się ku konserwatyzmowi. Jedną z nich jest metal. Wkurzają mnie ci wszyscy hipsterscy chłopcy z ładnymi fryzurami, którzy nagle postanowili być źli. Staram się omijać szerokim łukiem te wszystkie „post black metalowe” kapele i czasami całkiem nieźle mi to wychodzi. Czasami jednak się zapomnę i coś tam mi się do ucha rzuci. Wczoraj rzuciła mi się Entropia. I to dość skutecznie. 

Ich tegoroczną płytę „Ufonaut” miałem już od jakiegoś czasu. Leżała sobie i kusiła mnie swoją nietuzinkową okładką. Odrzucałem te zaloty, bo zawsze było coś ważniejszego dla mojego odtwarzacza. Wczoraj, dochodząc do siebie po bardzo udanym wieczorze z udziałem Ragehammer, Embrional i Destroyer 666, postanowiłem dać jej szansę. Prawdopodobnie stało się to dzięki topniejącemu stosowi nieprzesłuchanych płyt, poza tym i tak pomyślałem sobie - „dobra, poleci raz, góra dwa, odbębnię i na półkę”. Ponieważ nie chcę ściemniać i zasadniczo jestem szczerym facetem, powiem Wam szczerze – płyta siedzi w odtwarzaczu do dziś. I nie sądzę by prędko wyszła. Hipsterscy chłopcy z ładnymi fryzurami postanowili być źli i – o zgrozo! - udało im się. 

„Ufonaut” to świetna płyta! Nie pytajcie mnie jednak, co grają, bo nie wiem. Najzwyczajniej w Świecie nie wiem i nie mam zamiaru tego ukrywać. Oczywiście, dużo tu elementów black metalu, czasami słychać pierwiastki death czy thrash. Generalnie jednak jest to zdrowo pokręcona płyta ze wspaniałymi aranżami i kompozycyjnymi zakrętasami godnymi progresywnych kapel. Zespół określa własną muzykę jako „psychedelic”, cokolwiek ma to znaczyć. Nie do końca się zgadzam, ale jak już ustaliliśmy, nie za bardzo się znam na tych wszystkich „postowych” graniach. Nie słuchajcie więc moich opinii, posłuchajcie „Ufonaut”. 

Bardzo bolą mnie dwa fakty. Primo – płyta ukazała się w lutym, a ja słyszę ja dopiero teraz. Tak, tak, jestem ignorantem kretynem. Wiem, już widzę te wszystkie memy z facepalmem. Secundo – boli mnie fakt, że „Ufonaut” wyszedł w 2016 roku. Miałem już prawie gotowe zestawienie rankingowe tegorocznych krajowych wydawnictw, a tu taka niespodzianka. Muszę poprzestawiać niektóre lokaty. Co mnie cieszy? Cieszy mnie jak cholera to, że ta płyta powstała. Bo jest naprawdę bardzo dobra. Pewnie nie będzie to mój album roku, ale muszę oddać Krzyśkowi z Arachnophobia Records co jego – po raz kolejny wydał bardzo ciekawą muzykę. 

Pisząc to wszystko, słucham oczywiście Entropii i coraz bardziej mam ochotę wykreślić zdanie, że nie będzie to mój album roku. Nie będę się jednak podniecał na zapas – posłucham jeszcze jakieś czterdzieści razy i wtedy Wam powiem. 

I na koniec – jako esteta stwierdzam, że płyta jest bardzo ładnie wydana. A dla mnie to ważne. 


Ocena ignoranta kretyna, która i tak za chwilę może się zmienić (ale tylko na lepsze): 9/10. 


Wydanie Arachnophobia Records, 2016, numer katalogowy ARA022.







"Ufonaut" na Discogs:

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz