czwartek, 4 sierpnia 2016

Szwedzka woda zdrowia doda, czyli The Dead Goats i czarownice.

W siedemnastym wieku było z nami krucho. Zalali nas Szwedzi i w pewnym momencie wyglądało to naprawdę źle. Z lekcji historii, tudzież prozy Sienkiewicza, wiemy jednak, że ten zalew najpierw powstrzymaliśmy a potem przegoniliśmy. Pewnie niektórym wydawało się, że osuszyliśmy dobrze tę naszą Polskę, że żadna kropla skandynawskiej mineralnej ewentualnie słonej morskiej z zatoki Hano, u nas nie została. Guzik prawda. Może nie była widoczna, może ukryła swój zapach, może gdzieś tam w cieniu sobie spokojnie egzystowała, lub pochowana po piwnicach utrzymywała swą tajemną egzystencję. Pieron wie. Dotrwała jednak do naszych czasów i od pewnego czasu coraz śmielej pokazuje swe oblicze. W kilku naszych miastach, piwnice wręcz musiały być nią zalane po dziś dzień. Lublin, Poznań i Białystok ucierpiały najmocniej. W stolicy Podlasia spowodowała nawet śmierć kilku kóz. 

I powinniśmy być jej za to wdzięczni. 


Całkiem żywe Martwe Kozy na cmentarzu

Panowie z The Dead Goats opili się jej najwięcej, co zaowocowało najbardziej energetyczną odmianą szwedzkiego grania spośród tych, którzy tą ścieżką podążają. To właśnie ścieżka kozła, czyli Path of the Goat (ich pierwszy album), podbiła moje serce (a propos – jak ktoś ma ją na CD i chce się pozbyć, to ja mam pieniądze – możemy się zgrać!). Potem był koncert w Proximie, w towarzystwie At The Gates i In Twilight’s Embrace – tam już zakochałem się po uszy. No i wreszcie mamy drugi długograj – „All of them witches”. Kozły i czarownice w szwedzkim sosie o posmaku Dismember i lekkiej nutce Unleashed (bardziej Across the open sea niż Shadows in the deep). Wszystko zaserwowane z punkową dzikością i szaleństwem, momentami połamaną jak u wczesnego At The Gates. Podsumowując – tak proszę pana, będzie smakowało. Życzy pan sobie deser? Oczywiście, jeszcze raz to samo! Powtarzam ten posiłek od kilku dni i podoba mi się tu wszystko, choć nie jest to nic odkrywczego, nic nowatorskiego. Gitary tną mnie raz po raz, dostaję tężca od tych brudnych riffów, tak cudownie szwedzko wykręconych jak dzioby drakkarów. Wokalista powinien dawać lekcje języka Pipi Langstrump w każdej szkole choć śpiewa po angielsku. Ciężar tej płyty, jej gęstość i intensywność jest taka, że gdyby zamknąć ją w pudełku mogliby sprzedawać ją w Ikei jako produkt „Sverige essens”. 

Całość dopełniają interesujące teksty, często lekko humorystyczne oraz bardzo schludna i ciekawa oprawa graficzna. To już jednak standard w przypadku The Dead Goats, kto posiada EPkę „Don’t go in the tomb”, ten wie. Szkoda, że to dopiero drugi album zespołu, który w tak długim czasie mógłby już pewnie wydać co najmniej jeden więcej. Ale nic to, cieszmy się nim i czekajmy na następny – jestem pewien, że będzie warto.

Ocena: 8/10


Wydanie Testimony Reocrds, 2016 rok, numer katalogowy TR 003CD.





"All of them witches" na Discogs:

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz