czwartek, 11 sierpnia 2016

"Popiół", czyli diament.

Gdy wczoraj wyciągałem ze skrzynki kopertę z irlandzkim znaczkiem, ręka lekko mi się zatrzęsła. Wiedziałem, jaka płyta jest w środku. Przepraszam, jaka PŁYTA. Nie mam pojęcia, czemu tak długo na nią czekałem, czemu tak późno zdecydowałem się ją zamówić. Pewnie znajdę setki wymówek, ale żadna tak naprawdę nie wytrzyma ani sekundy przyparta do muru. Miałem przecież kasetę, zjechaną i przesłuchaną setki razy. Znałem ją na pamięć. No i zawsze było coś ważniejszego do kupienia, coś czego nie posiadałem na żadnym nośniku. Poczeka, nie ucieknie – mówiłem sobie. Idiota. Naiwniak. Wreszcie jednak nie wytrzymałem...

W marcu pisałem Wam o moim leśnym i pogańskim okresie życia (tutaj). Wtedy, jako przykład muzyczny, najlepiej oddający tamte czasy przedstawiłem genialny „Wicher” Sacrilegium. I to była prawda. Ale była też druga płyta, też polskiego zespołu i też wydana w 1996 roku. To wrocławski Thy Worshiper i ich „Popiół (Introibo ad altare Dei)”. 


„Skryliśmy się w mroku
Odeszliśmy do cienia
Posępne są nasze myśli
Ale nasza jest Matka Ziemia” 


Ile razy, przemierzając lasy okalające moje rodzinne Tychy, wyśpiewałem ten tekst, nie zliczę. I nie tylko ja, bo wszyscy wtedy znaliśmy tę płytę na pamięć. Trafiała do nas, w całej swej rozciągłości i we wszystkich wymiarach. Była towarzyszem i w jakimś stopniu drogowskazem. 


„Prastary północny kraj
Z ziemią skalaną krzyżami
Gdzie wolność Twa, gdzie duma
Ile sen Twój już trwa?

(…)

Gdy hymny sędziwych Bogów
Rozbrzmieją wśród gór
Wróci wolność, wróci siła
Co złamie rdzeń krzyża”



I choć nie wszystko jest tu perfekcyjne, można się przyczepić do wokali czy niektórych rozwiązań aranżacyjnych, to klimat jest potężny. A dla mnie metal to zawsze był klimat. Uczucia. I ta płyta, w połączeniu z naszą ówczesną silną wiarą w powrót dawnych praw i porządków, sprawdzała się znakomicie. Ktoś powie, że teksty momentami są naiwne, że to poezja amatora, że są banalne i oczywiste biorąc pod uwagę styl muzyczny wykonywany przez zespół i poglądy jego członków. Pewnie momentami są. Co z tego? Dla nas, wtedy bardzo młodych wariatów i buntowników, były jak mantra. Ja poza tym zawsze lubiłem taki styl pisania – bezpośredni, bez nachalnej poetyki, metafor i niepotrzebnych wywijasów językowych. Gdzieś na pewno potem, gdy założyliśmy Wicher, to się objawiało w moich tekstach – i Thy Worshiper bezapelacyjnie miał na to wpływ. Muzycznie też – fascynowało nas, że mają tak dużo akustycznych wstawek. Nikt w Polsce tak wtedy nie grał. Nasz kompozytor i gitarzysta był wielkim zwolennikiem takich aranżacji i akustycznych partii w Wichrze mieliśmy sporo. 

Wczoraj, po co najmniej kilku latach, odpaliłem „Popiół” na domowym sprzęcie. Tak, miałem kasetę, ale jakoś po prostu ciężko słuchać kasety gdy wokół tyle płyt. I co chwilę jakaś nowa. Odpaliłem i wszystko wróciło. Znów miałem 17 lat, długie włosy i spędzałem godziny w lesie. Znowu siedziałem nad mym ulubionym stawem z długopisem i kartką w ręku. To był magiczny moment i sam sobie dziękuję, że wreszcie do niego doszło. Byłem idiotą, zwlekając tyle czasu. Są rzeczy, na które warto czekać ale lepiej zrobić je dużo wcześniej. Najlepsze, że ona nadal do mnie trafia. Dla mnie przetrwała próbę czasu jaką i jej i sobie zafundowałem. Jestem szczęśliwy.


„I chociaż umierałem już setki razy
Tysiące twarzy zniknęło we mgle
To widzę krew moich braci
Przelaną w imię miłości i prawdy

Śmiech mój nie jest już szczery
Dusza ma stała się czarna
Czeka na śmierć tego boga
Co żywi się krwią moich braci”


Posiadam kasetę i CD. Kaseta Wydana przez Morbid Noizz, 1996 rok, numer katalogowy 160. CD w digipacku wydane przez sam zespół w 2013 roku. Poniżej zdjęcia obu.










"Popiół" na Discogs:

2 komentarze:

  1. ło kurde. Zajebista płyta. Szacun za zdobycie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Samo zdobycie technicznie było proste, trudniej było się zdobyć na samo zdobycie ;)

    OdpowiedzUsuń