wtorek, 9 sierpnia 2016

Eteritus, czyli Conan wrzuca pierścień.


Po raz kolejny musze powiedzieć z pewnością w głosie – trwa wspaniały rok dla metalu, szczególnie krajowego. Jeszcze mi w uszach brzmi wyśmienity „We had it coming” Dormant Ordeal czy „All of them witches” The Dead Goats a już w odtwarzaczu hasa kolejny przebojowy materiał. Znowu death metal, znowu lekko po szwedzku i znowu w starym stylu. Najważniejsze – znowu bardzo dobrze!




Eteritus pochodzi z Torunia. Wcześniej ich nie znałem, choć na koncie mają już EPkę wydaną w 2014 roku. Nie będę się więc odnosił do „Tales of death”, bo po prostu nigdy jej nie słyszałem. Dla mnie Eteritus to tabula rasa. I dobrze. Bo „Following the ancient path” zapisuje tę kartę pięknymi zgłoskami. To kolejna płyta, na której najważniejszy jest kop, energia i hołd starym mistrzom. Moc czuć tu wszędzie, szczególnie podkreślają ją świetne partie gitar – dobra robota przy realizacji. Słychać tu Dismember, ale nie tylko – gdzieś w tle jakbym słyszał trochę Gorefestu. Przede wszystkim jednak słyszę Eteritus i to najważniejsze. Fajne melodie gitar – proste ale treściwe, przywodzą mi na myśl patenty Dissection. Ciekawe solówki, niestety, troszkę schowane. Właśnie, kilka rzeczy podczas realizacji materiału można było zrobić lepiej – oprócz tych solówek, jeszcze perkusja – jest po prostu za cicha, za płaska i zbyt mało żywa. Wielkie gratulacje jednak za wykręcenie tak cudownie szwedzko wymiatających gitar. Wokal – fajnie, jest na przodzie, mógłby jednak być troszkę bardziej zróżnicowany. Ilu z Was złapało się na podobieństwie do Petera z Vader? Ja momentami dałbym sobie rękę uciąć, że to on. Generalnie – bardzo dobra robota, podkreślę raz jeszcze – za gitary, ich pracę i brzmienie – wielkie słowa uznania. Udało się tej płycie być zarazem wyrazistą i czystą oraz dziką i lekko szaloną. 

Płyta wydana schludnie, aczkolwiek, gdyby to ode mnie zależało, zmieniłbym kolorystykę wkładki i pomyślał nad ciekawszymi grafikami, szczególnie że dziś to już norma. Pomijam okładkę, bo ta mi się podoba – prosto i jednoznacznie oddaje tytuł, choć zarazem jest dla mnie skrzyżowaniem wejścia do Góry Przeznaczenia (Tolkien się kłania) z klimatem Conana Barbarzyńcy - i pytanie (nieśmiertelna fraza redaktora Szpakowskiego) - czy Arnold wrzuci pierścień? ;) Swoją drogą wyobraźcie sobie tę scenę – Arnold jako Conan walczy sam ze sobą i wspierany przez Sama podąża by wrzucić pierścień do otchłani. I wszystko to okraszone komentarzem nieśmiertelnego Dariusza Szpakowskiego 

Dobra, schodzimy na ziemię. I polecamy ten materiał ciociom, wujkom, sąsiadom i kolegom. Bo warto. 

Subiektywna ocena redaktora malkontenta: 7,5/10. 


Płyta wydana przez Godz ov War Productions. Numer katalogowy GOWP XXXI.





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz