środa, 31 sierpnia 2016

Idzie zima, czyli koncertowy sezon przed nami.


Mikkey Dee i jego solo na perkusji wśród genialnych świateł, Roman Kostrzewski tańczący w klapkach do „Wyroczni”, Bruce Dickinson walczący na scenie z Eddiem, Lemmy wypowiadający kultowe „We are Motorhead”, Angus w mundurku ze swoim Gibsonem, Fernando z Moonspell próbujący mówić po polsku...

sobota, 27 sierpnia 2016

Klasyka, która wita w piekle.

„Byłem tam, w czeluściach. Na krańcu wszystkiego, nad krawędzią otchłani. Myślałem, że to koniec. Ale to był dopiero początek. Podróż poza czas i poza miejsce, do najczarniejszych zakamarków ludzkiej wyobraźni, która sobie tego wyobrazić nie jest w stanie. Tańczyłem z własnym duchem nad szczytami podziemnych jaskiń i widziałem, rzeczy, których nikt nigdy nie chciał zobaczyć, gdyż nie byłby w stanie ich nazwać. Dzika podróż w czeluść zapomnienia, gdzie tylko diabła śmiech i demona wzrok. Piłem z nimi i ucztowałem, rozpusty najdalsze krańce poznałem, ciągle spadając w mrok. Mijałem wieki i lata, cywilizacje i religie. Dla mnie były mgnieniem oka, kawałkiem pyłu mijającego mnie w locie. Mógłbym rozetrzeć je w dłoniach, tak zabawnie bezbronne dla mnie były. I ciągle słyszałem diabła głos, i dzwonienie łańcuchów. Przyzywał, wołał i śmiał się. Nie mogłem mu się oprzeć. Moja jaźń już nie była moją, zalał ją szyderczy śmiech opętanego niewolnika, gotowego na śmierć. Choć przecież nie byłem już żywy. I nagle, gdy myślałem, że ta podróż nigdy się nie skończy, wszystko zgasło. Nastała absolutna cisza. Nie było żadnego ruchu. I w tej strasznej sekundzie, gdy bałem się jak nigdy dotąd, usłyszałem spokojny głos: Witaj w piekle.”  

czwartek, 11 sierpnia 2016

"Popiół", czyli diament.

Gdy wczoraj wyciągałem ze skrzynki kopertę z irlandzkim znaczkiem, ręka lekko mi się zatrzęsła. Wiedziałem, jaka płyta jest w środku. Przepraszam, jaka PŁYTA. Nie mam pojęcia, czemu tak długo na nią czekałem, czemu tak późno zdecydowałem się ją zamówić. Pewnie znajdę setki wymówek, ale żadna tak naprawdę nie wytrzyma ani sekundy przyparta do muru. Miałem przecież kasetę, zjechaną i przesłuchaną setki razy. Znałem ją na pamięć. No i zawsze było coś ważniejszego do kupienia, coś czego nie posiadałem na żadnym nośniku. Poczeka, nie ucieknie – mówiłem sobie. Idiota. Naiwniak. Wreszcie jednak nie wytrzymałem...

wtorek, 9 sierpnia 2016

Eteritus, czyli Conan wrzuca pierścień.


Po raz kolejny musze powiedzieć z pewnością w głosie – trwa wspaniały rok dla metalu, szczególnie krajowego. Jeszcze mi w uszach brzmi wyśmienity „We had it coming” Dormant Ordeal czy „All of them witches” The Dead Goats a już w odtwarzaczu hasa kolejny przebojowy materiał. Znowu death metal, znowu lekko po szwedzku i znowu w starym stylu. Najważniejsze – znowu bardzo dobrze!

sobota, 6 sierpnia 2016

Lipawa, czyli teksty są ważne.


Teksty. Jak często zwracacie na nie uwagę? Dla mnie to bardzo istotna sprawa i zawsze je czytam, od deski do deski. Ilu z Was zwróciło uwagę na utwór Liepaja? Czy sprawdziliście co oznacza nazwa? Otóż, moi drodzy jest to miasto na Łotwie. Biorąc pod uwagę muzykę jaką gra In Twilight's Embrace, lepszy pewnie byłby utwór o Goteborgu lub Sztokholmie. Ale jest o Lipawie. Podejrzewam, że autor będąc tam miał silne doznania duchowo-estetyczne. Wiem, brzmi dziwnie. Prawdę powiedziawszy sam nie wiem jak to określić, nie jestem aż tak wyedukowany. Ale wiem, że sam tak często mam. Jadę gdzieś i czuję coś w rodzaju fajnej podniosłości, że tam jestem. Albo przygnębienia. Ale nie są to zwykłe odczucia, jakich setki mamy każdego dnia. To coś wyjątkowego. Coś co sprawia, że aż chcesz napisać tekst do utworu. O Lipawie. Wiecie, to trochę dziwne jest, bo cóż takiego jest w Lipawie? Równie dobrze, mógłby to być tekst o Grudziądzu. Ale o to właśnie chodzi – nie istotne gdzie i co to za dziura na mapie – jak Cię dopadnie to piszesz nawet o Jeleśni.

czwartek, 4 sierpnia 2016

Szwedzka woda zdrowia doda, czyli The Dead Goats i czarownice.

W siedemnastym wieku było z nami krucho. Zalali nas Szwedzi i w pewnym momencie wyglądało to naprawdę źle. Z lekcji historii, tudzież prozy Sienkiewicza, wiemy jednak, że ten zalew najpierw powstrzymaliśmy a potem przegoniliśmy. Pewnie niektórym wydawało się, że osuszyliśmy dobrze tę naszą Polskę, że żadna kropla skandynawskiej mineralnej ewentualnie słonej morskiej z zatoki Hano, u nas nie została. Guzik prawda. Może nie była widoczna, może ukryła swój zapach, może gdzieś tam w cieniu sobie spokojnie egzystowała, lub pochowana po piwnicach utrzymywała swą tajemną egzystencję. Pieron wie. Dotrwała jednak do naszych czasów i od pewnego czasu coraz śmielej pokazuje swe oblicze. W kilku naszych miastach, piwnice wręcz musiały być nią zalane po dziś dzień. Lublin, Poznań i Białystok ucierpiały najmocniej. W stolicy Podlasia spowodowała nawet śmierć kilku kóz. 

I powinniśmy być jej za to wdzięczni. 

wtorek, 2 sierpnia 2016

Lwy atakują, czyli Dormant Ordeal.


2016 to jak dotąd świetny muzycznie rok. Szczególnie jeśli chodzi o nasze krajowe podwórko. Jakiś czas temu zachwycałem się black metalowym duetem (Dagorath, Odour of Death), teraz przyszedł czas na death metal. Od kilku dni słucham w kółko i na okrągło dwóch płyt. Pomimo, że obie to death metal, różni je bardzo wiele. „All of them witches” The Dead Goats i „We had it coming” Dormant Ordeal. Szczęścia chodzą parami. Ale nie trzymają się za rączki, bo różnic tu więcej niż podobieństw.