wtorek, 19 lipca 2016

Pięćdziesiąt.


Pięćdziesiąt. Brzmi poważnie. Pięćdziesiąt tekstów na blogu dla mnie brzmi bardzo poważnie, choć nie wszystkie teksty są poważne. Kiedy w moim skrzywionym umyśle zakiełkowała myśl o prowadzeniu bloga, nie myślałem nawet, że dotrę do tak poważnej liczby. W każdym razie nie z takim zapałem i samozaparciem. I nie w takim czasie. Nie sama liczba cieszy najbardziej, tylko to, że wciąż mi się chce i wciąż sprawia mi to radość. Odkąd zacząłem publikować te swoje wynaturzenia, zyskałem sławę i pieniądze, zapraszają mnie na salony a pod moim blokiem codziennie gromadzą się fani. A tak poważnie – faktycznie moje życie się zmieniło. Można powiedzieć, że zostało podporządkowane pewnemu rytmowi. Najpierw muszę wybrać płytę, o której chcę napisać. To najtrudniejszy etap. Jak wiecie, nie piszę stricte o muzyce, tylko raczej o uczuciach jakie wzbudza. Nie mogę więc tak po prostu wybrać pierwszej lepszej z półki, muszę mieć tę mityczną wenę. Potem trzeba to opisać, ale to już dużo prostsze – ze mną zawsze tak było, że jak już wiedziałem, co chcę napisać, to samo pisanie szło jak z bicza strzelił. No i etap ostatni – zamieszczenie tekstu. Korekta, zrobienie zdjęć itd. – ten etap zajmuje zawsze najwięcej czasu. I tak w zasadzie w kółko, bo jak tylko jeden post pojawi się na stronie, ja już myślę o następnym. Ale lubię to, żyję muzyką od lat więc dodatkowe chwile spędzone z nią w mojej głowie są przyjemne.

Blog rozpocząłem od wspomnień z czasów młodości. Teraz takich tekstów jest mniej, wybaczcie, ale ile można pamiętać? Swoje się od tej pory wypiło, wiele rzeczy się zatarło i przepadło w odmętach głowy. Mam oczywiście zamiar nadal wracać do płyt z przeszłości, ale nie będę unikał nowych wydawnictw, bo sporo z nich zasługuje na uwagę. Zawartość gatunkowa? Przyjrzyjmy się etykietom z tych 50 postów.

Pierwsze miejsce dla norweskiego black metalu. Zaskoczenia nie ma – panowie w ciągu kilku lat dostarczyli dużo materiału (nie tylko muzycznego) by o nich pisać. Za plecami wikingów polski black metal, polski death metal i amerykański thrash. To pokazuje jak mocna jest nasza rodzima scena i jak zawsze była dla mnie ważna. Amerykański thrash też zawsze bardzo lubiłem, mogę więc stwierdzić, że gdyby wziąć te moje 25 lat słuchania metalu i podzielić je wedle czasu spędzonego na słuchaniu danego gatunku, klasyfikacja byłaby właśnie taka. To pokazuje mi, że nie robię tu nic na siłę, nie podążam ze trendami. Nie miałem takiego zamiaru i nie będę tego robił. To mogę obiecać. 

Na koniec krótkie podsumowanie w liczbach. 50 tekstów. Cztery miesiące istnienia bloga. Ponad siedemnaście tysięcy wyświetleń. Prawie 200 zdjęć płyt. Niezliczona liczba chwil radości, plus kilka prawdziwej satysfakcji (kiedy doceniają Cię bohaterowie z czasów młodości – bezcenne!). 

Dziękuję wszystkim, którzy czytają, komentują, udzielają się na fanpejdżu. Jesteście w tym wszystkim najważniejsi, bez Was nie miałoby to sensu. Z okazji jubileuszu, specjalnie dla Was, konkurs na fejsbuku. Zajrzyjcie na fanpejdża. 


Z metalowym pozdrowieniem, 

Bartosz 

p.s. jako bonus, autor tekstu, imperator lasów i władca kija:


prawdopodobnie 1996 rok ;)

  

3 komentarze: