czwartek, 7 lipca 2016

Iron Maiden, czyli recenzje stworzone z komentarzy (część druga).

Na kilka tygodni przed polskim koncertem Iron Maiden, rozpocząłem na fejsbukowym fanpejdżu bloga, podróż przez twórczość Anglików. W komentarzach wyrażaliście zdanie o poszczególnych płytach. Dziś część druga podsumowania. Tutaj znajdziecie pierwszą. Kursywą moje krótkie opinie.



Fear of the Dark (1992)

Album dobry aczkolwiek nierówny. Kilka genialnych kompozycji, kilka przeciętnych wypełniaczy. W mojej klasyfikacji druga piątka.
"Moja Ścisła czołówka. Świetnie numery, no i druga najlepsza okładka Ironow. Po prostu klasyk ;-)"
"Pamiętam premierę klipu do "Be Quick or be Dead" (w Headbangers Ball) - koparę miałem na podłodze. Po ukazaniu płyty dość długo się nią jarałem, teraz prawie w ogóle do niej nie wracam..."
"Album w zasadzie równy... może bez gniotów, ale z dużą ilością numerów przeciętnych"
"Znakomity materiał - pamiętam premierę klipu do Be Quick w MTV, leżałem zmasakrowany na podłodze. Uwielbiam do dziś ten album, moje 2 miejsce w ich dyskografii."
"Ten album to dla mnie legenda i mój "pierwszy raz" z Iron Maiden. I tak zrodziła się wielka miłość do ich muzyki i sympatia do zespołu. Przy "Affraid to shoot strangers" płaczę do dziś. Reszta utworów to klasyczny czysty heavy metal i genialne brzmienie..."

The X Factor (1995)


Pozwolicie, że dyplomatycznie przemilczę :)
"A ja lubię i chuj"
"Raz przesłuchałem, potem drugi raz i do zapomnienia. Płyta warta bardzo mało."
"Genialny album, ale niesamowicie niedoceniany. Moja pierwsza piątka Maidenów"
"10 x lepsza niż np no prayer czy virtual...mroczny maiden. Ja osobiście bardzo lubię i cenię"
"Jak mnie to cieszy że nie tylko ja doceniam płyty IM z Blaze'm na wokalu :). "Man on the edge" - imo urywa 4 litry. Miałam okazje słyszeć Blaze'a na żywo i utwierdzilo mnie to w sympatii do tego etapu twórczości IM. Inny timbre, skala, barwa głosu wokalisty, ale to nadal Ironi!"
"Wreszcie !! Od momentu kiedy poznałem ten album pokochałem go całkowicie :) Zawsze sądziłem, że większość opinii negatywnych pochodzi od ludzi, którzy nawet tego nie słyszeli. Po prostu - nie ma Dickinsona, tylko słabszy wokalnie Blaze to musi być gówno. Dziś już wiem, że przynajmniej częściowo - dobrze sądziłem. Ostatnio jednego znajomego przyłapałem na tym :) Puściłem mu kawałek i był zachwycony. Miał dziwną minę, kiedy mu powiedziałem, że to ten album, którego tak nienawidzi :) Podsumowując: Iron Maiden to wspaniały zespół, z całą masą wspaniałych płyt, ale ten uważam za najlepszy :) Fantastyczne kompozycje, genialne sola gitarowe i ten mroczny klimat!! A wokal?? wiadomo - to nie Bruce, ale co z tego ?? Blaze pasuje do tych kompozycji idealnie !!"
"Nuda, sign of the cross i tyle..."
"Zajebista, mroczna płyta. Oczywiście ciężko się przekonać, ale warto."
"Jeden z lepszych albumów Maiden."

 Virtual XI (1998)

W przeciwieństwie do poprzedniej ta płyta mi się podoba. Fajne wesołe numery i nawet Blaze mi tu nie przeszkadza. No i ten wspaniały Clansman! Trzecia piątka w mojej klasyfikacji.
"Jedna z dwoch najgorszych plyt Maiden, beznadziejne wokale kompletnie nie pasujace do bardzo slabej muzyki. Plyta do zaorania i zakopania. Dno."
"Świetna płyta. Mimo braku Bruce'a. Oczywiscie zeby ją docenic trzeba nie kierowac się uprzedzeniami, mieć sluch, wrażliwość muzyczną i ogarniać warstwę liryczną. Moja ścisla 5. Majestatyczny "Clansman", genialny "Don't look to the eyes of a stranger", beztroski w brzmieniu "The angel and the gambler", przebojowy "Futureal", czy "Lightning strikes Twice" w ktorym Blaze pokazuje mozliwosci wokalne. Tylko jedna kompozycja znacznie odbiega od charakteru płyty("Como estais..." autorstwa Blaze'a"). Uwielbiam sluchać na dluzszych trasach!"
"Kolejny genialny album!! Jak dla mnie jedynym minusem płyty są za długo powtarzane refreny w niektórych kawałkach. Najbardziej drażni to w "The angel and the gambler". Tak jak w przypadku poprzedniczki negatywne opinie w większości przypadków biorą się tylko i wyłącznie z uprzedzeń, bo nie ma Dickinsona, no i najważniejsze - "jak koledzy mówią, że to gówno to ja się nie będę ośmieszał". Nie mam pojęcia jak można mówić że to słaba muzyka. Na bank 99% kręcących nosem piała by z zachwytu gdyby śpiewał tu Bruce. Niestety nie ma go, tak więc "muzyka gówniana"... :) :) :) Moim faworytem jest zdecydowanie "Clansman", sola w tym utworze to mistrzostwo galaktyki, jeśli fan Maiden mówi mi, że to gówno mam wątpliwości, czy na pewno jest ich fanem..."
"Świetna płyta bez dwóch zdań ;) razem z "The X Factor" w mojej Maidenowej pierwszej piąteczce"
"Dobry album, zajebisty Clansman, Lightning czy Futureal. Tylko ten Come estatis amigo... Jak dla mnie najgorsze co Dziewice nagraly..."

 Brave New World (2000)

Wielki powrót Dickinsona. Wspaniałe, rozbudowane kompozycje bez słabych momentów. Moja pierwsza piątka.
"Ta płyta była skazana na sukces zanim wyszła z wiadomych powodów. I faktycznie (zwłaszcza w porównaniu z poprzednimi dwoma koszmarkami) dostaliśmy album ciekawy, z wieloma dobrymi kompozycjami. Jakby powrót Dickinsona dodał animuszu słabnącym zdolnościom kompozytorskim Harrisa. Wydawało się, że po Brave... Maiden wróci do formy z lat 80... Niestety, zmiana na lepsze była krótkotrwałą. Niemniej jednak - Brave New World to dobra płyta, która wytrzymała próbę czasu."
"Nieczęsto mi się to zdarza, ale napiszę: zgadzam się w 100% :)"
"Świetny album, jak dla mnie czołówka Ironów."

Dance of Death (2003)

Bardzo lubiany przeze mnie album. Świetne kompozycje i zachowana równowaga pomiędzy przebojowością i progresją. Po powrocie Dickinsona drugi album zaraz po BNW. Klasyfikacja ogólna - druga piątka.
"Szybkie sprowadzenie mnie na ziemię do dobrym BNW. W skrócie - nuda, nuda, nuda. Niby wszystko jest tak jak powinno, ale odegrane na "typowej majdenowej sztancy". Płyta oczywiście do posłuchania, żeby mieć pogląd na nią - i do zapomnienia."
"W czasie premiery mocno mnie zawiódł :/ Dziś bardziej doceniam ten album. Niestety są tu już pierwsze, poważne oznaki słabnięcia głosu Dickinsona, miejscami mocno mi to przeszkadza :/"
"Ta płyta powinna zostać nagrana podczas koncertu, ponieważ numery z niej o wiele lepiej prezentują się podczas wykonania live (jest tu nawet kilka perełek). Ale ogólnie to wieje nudą..."
"Dobra epka by z tego była. Za dużo wypełniaczy"
"Bardzo fajny album. Uwielbiam. A michałkiem tego albumu jest " Paschendale " i jego rewelacyjne wykonanie z trasy 2003 gdy Bruce latał przebrany za żołnierza. Do tego tytułowy, Rainmaker, No More Lies, Journeyman.. Uwielbiam :)"

A Matter of Life and Death (2006)

A Matter of Life and Death. Fajne szybkie dwa pierwsze numery. Potem momentami nudnawo i sporo dłużyzn. Dobry Longest day i For the greater good...Trzecia piątka dla mnie.
"Przyzwoita płyta, ale gdyby się nie ukazała muzyczny świat nic by nie ucierpiał"
"Podoba mi się brzmienie tej płyty, podobają mi się partie Nicka, sama muzyka też mi się podoba. Po poprzedniej wpadce całkiem przyjemny i do słuchania album."
"Po pierwszym odsłuchu byłem załamany, po czasie jednak album bardzo zyskał w moich oczach :) Niestety jest to zdecydowanie najsłabsza wokalnie płyta Dickinsona. Momentami nie jestem w stanie słuchać bez skrętu kiszek :/"

The Final Frontier (2010)

The Final Frontier. Najsłabsza po powrocie Dickinsona. Co nie znaczy, że nie ma tu dobrych kompozycji. Są, choćby The Alchemist czy Man who would be king. No i mój ulubiony Coming home! Trzecia piątka.
"Najgorsza plyta Maiden z Dickinsonem i jedna z dwoch najgorszych ogolnie. Harris mysli, ze progres to 10 min kawalki z powtarzanymi do znudzenia motywami, zmulonymi riffami - ogolnie potworna nuda. Myli sie i to bardzo."
"Płyta z JEDNYM dobrym (no dobra, swietnym) utworem, mówię o "Coming Home". O reszcie płyty przez szacunek dla zespołu nie napiszę nic :)"
"Płyta równie kiepska, jak okładka, chyba najgorsza w dorobku Iron Maiden. Jakbym chciał choć na siłę czegoś poszukać - i tak nic nie ratuje tego gniota..."
"Dla mnie najgorsza płyta Maiden, baaardzo mocno odstająca od pozostałych. Właściwie tylko utwór kończący album jest słuchalny, reszto to po prostu koszmar !!"

The Book of Souls (2015)

Długie oczekiwanie zakończone lekkim rozczarowaniem. Choć kilka zacnych utworów tu jest. Speed of light, Death or glory czy Empire of the clouds. Trzecia piątka.
"Znów lekka fala wznosząca, nie najgorszy album - gdyby wypieprzyć kilka dłużyzn, a przede wszystkim ostatniego na płycie kloca to byłaby całkiem słuchalna płyta."
"Bardzo miłe zaskoczenie, rzekłbym nawet że powiew świeżości. Płyta w zasadzie bez słabych momentów, ostatni utwór na płycie oczywiście genialny :P Odważę się napisać ze to najlepsza płyta Maiden od czasów siódmego syna"
"Oniemiałam kiedy uslyszałam "Empire...". To jest kompozycja dla koneserow muzyki, nie dla niedojrzalych amatorow łomotu. Instrumentalno-liryczny majstersztyk. Co prawda tonacja utworu przerasta aktualne mozliwosci wokalne Bruca. I to slychac. "Speed..", "the red..", "death..." czy "man of.." ktory jest tragiczną historią pewnej smiertelnej choroby. Krytykowanie ktorejkolwiek z plyt tych artystow to po prostu niedojrzalosc i nieporozumienie ( nota bene czekam na tworczosc krytykow! Chetnie ocenię!). Nie zrozumienie ze są rozne etapy w ich tworczosci. Kazda plytą cos wnoszą do muzyki. Mają cos do powiedzenia. Ale trzeba rozumiec ich teksty. Niektorych to widocznie przerasta. Maideni to z pewnoscią nie jest target dla sfrustrowanych antagonistow piękna i tresci. Lubie ogien. Uwielbiam. W roznych okolicznosciach. W muzyce tez. Ale Maideni nie nalezą do jednego z wielu zespolow ktorzy grają przecietne utwory muzyczne dla przecietnych ludzi. Tyle mam do napisania na zakonczenie tego cyklu. I z niecierpliwoscią czekam na niedzielę"
"Bardzo miła niespodzianka. Może ciut za długa, ale jednak świetna płyta :)"

Dobrnęliśmy do końca. Miejmy nadzieję, że Maiden uraczy nas jeszcze jakąś płytą. Dziękuję wszystkim, którzy wyrazili swoje opinie. Niedługo pewnie relacja z koncertu. Up the Irons!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz