środa, 6 lipca 2016

Iron Maiden, czyli recenzje stworzone z komentarzy (część pierwsza).

Na kilka tygodni przed polskim koncertem Iron Maiden, rozpocząłem na fejsbukowym fanpejdżu bloga, podróż przez twórczość Anglików. W komentarzach wyrażaliście swoje zdanie o poszczególnych płytach. Nadszedł czas zebrania wszystkiego do kupy. Dziś część pierwsza. Kursywą moje krótkie opinie. 



Iron Maiden (1980)

Dziś jedynka, którą bardzo cenię, pomimo braku Dickinsona. A może właśnie dlatego. Paul daje tej płycie punkowy i rock'n'rollowy smak :)
"Bardzo fajny album :)"
"Dla mnie ich pierwsze dwa są na podium ich całej dyskografii :-)" 


Killers (1981)

Jedna ze słabszych płyt w mojej prywatnej klasyfikacji. No i słychać na niej dobitnie, że ten zespół był już za duży dla Di'Anno.
"Najlepsza płyta Iron Maiden."
"Świetna płyta nie gorsza od poprzedniczki :-)"
"Ciekawa sprawa z tą różnicą gustów - dla mnie zdecydowany top. Ale pewnie nie bez znaczenia jest, ze to mój pierwszy 'świadomy' album, po którego odsłuchaniu wiedziałem, ze będę metalowcem :)"
"Dla mnie zdecydowanie jedna z najlepszych płyt IM, wszystko jest na niej perfekcyjne :)Lubię ją nawet bardziej od kolejnej i to nie jest żart ;) "

The Number of the Beast (1982)

Płyta przełomowa, wiadomo debiut Dickinsona. Ale też wspaniałe kompozycje takie jak Hallowed..., 22 Acacia... czy hiciory Run i Number. Dla mnie pierwsza piątka ich twórczości.
"Cóż- wyraźnie ustępuje Killers, Maiden stracił swój pazur"
"Dla mnie nawet pierwsza trójka, obok PoM i Powerslave"
"Dla mnie najlepsza :) nr 1"
"Dla mnie zdecydowanie jeden ze słabszych albumów IM z lat 80-tych, oczywiście są tu genialne kompozycje, ale jako całość mnie nie porywa :/ Kolejne dwa albumy nagrane z Dickinsonem są o niebo lepsze." 

Piece of Mind (1983)

Tu pewnie mocno się narażę, ale dla mnie to Maidenowa druga piątka. Wiem jak kochany i oceniany jest ten album ale do mnie nigdy nie mógł w pełni trafić. Wyróżniam To Tame a Land i Troopera. A Eddie w mundurze brytyjskiego kawalerzysty to mistrzostwo!
"Płyta lepsza od poprzedniczki praktycznie w każdym calu. Jak dla mnie 3 miejsce w dyskografii IM."
"Jedna ze słabszych. gdyby nie trooper, jeden z najlepszych kawałków IM to prawie że pomijalna"
"Przy otwieraczu zawsze mam ciary."
"Kapitalna strona A i strona B z masą wypełniaczy. Lepsza od poprzedniczki, ale słabsza od dwóch kolejnych"
"Ilekroć jej słuchałem, czy dawniej na kasecie czy teraz to było "no dobra..., dobra, o the trooper , no to jeszcze parę razy puścimy troopera, a potem nudy i często zasypiałem. przy pierwszej czy somewhere nie zdarzyło mi się zasnąć"
"Zdecydowanie nr 1 . nie wiem czemu...pewnie z sentymentu, bo to pierwsze co usłyszałem maidenów,jeszcze na "oryginalnej"kasecie, jakie swego czasu sprzedawano w hurtowni ;)" 

Powerslave (1984)

Teoretycznie zbiór nie do końca pasujących do siebie utworów. W praktyce wspaniały album na którym nie ma ani jednego słabego numeru. No i ten epicki Rime of the Ancient Mariner! Bardzo mocne szóste miejsce.
"Płyta z kapitalnym początkiem i rewelacyjnym końcem, w środku bywa różnie ;) ale to i tak jedna z moich ulubionych płyt Iron Maiden"
"U mnie ma 3 miejsce na podium"  
"Mój nr jeden jeśli chodzi o lata 80-te, kapitalny krążek"  
"Jak byłem dzieciakiem to przyuważyłem tą płytę w nieistniejącym już olsztyńskim empiku, który mieścił się przy ratuszu. Do metalu było mi jeszcze wtedy daleko ale okładka mnie mocno zaintrygowała i wryła się w pamięć. Dziś jest w moim Maidenowym Top 3 ;)" 

Somewhere in Time (1986)

Dla mnie najlepsza płyta IM. Nie ma tu ani sekundy nudy. Do tego najlepsza okładka, świetne teksty. Jednym słowem perfekcja.
"Tutaj się zgadzamy"  
"Dokładnie! muzyka, okładka, teksty. ciekawe czy bedzie ktoś kto będzie miał o niej zdanie jak ja o piece of mind"
"Płyta na której jest najmniej wypełniaczy z wszystkich albumów Maiden. Bezdyskusyjnie nr 1 w ich dyskografii."
"Made my life... 

Najlepsza płyta świata. "Wasted years" jest moim prywatnym hymnem. Nie umniejszając reszcie utworów jak "Deja vu" czy "The lonliness of a long distance runner"...."

"Pierwszy Maiden jaki usłyszałem (zaraz po premierze, wtedy jeszcze nawet nie słuchałem metalu, więc mi się nie spodobał, ale sentyment pozostał), i ta okładka w którą mogę się wpatrywać godzinami... kocham bezgranicznie"
"A dla mnie ta płyta jest bardzo nierówna. Ma kilka wprost fantastycznych kawałków, ale niestety jako całość mnie nie przekonuje. Najbardziej irytowało mnie zawsze zbyt duże nagromadzenie wysokich zaśpiewów Dickinsona na tym albumie, tak już mam, że tego nie lubię :)" 

Seventh Son of a Seventh Son (1988)

Seventh Son of a Seventh Son. Wspaniały koncept album. Bez słabego utworu. Drugie miejsce choć są dni, gdy wrzucam go na pierwsze ;)
"Nie przekonuje mnie ta płyta - pomiiając fakt, że na niej jest najbardziej beznadziejny kawałek IM z Brucem, to jeszcze fatalne brzmienie i plastikowe klawiszki casio dopełniają całości. A szkoda, bo same kompozycje nie są złe."
"Kapitalna płyta, ale... Can I play with Madness do zaorania.

Utwór tytułowy miażdży"
"Dla mnie chyba najsłabsze co nagrali ... klawisze, brzmienie...jakoś tak plastikowo..."
"Zgadzam się w całości z Przyszłość przeszłości!!! Genialna płyta, oscylująca w pierwszej trójce IMO. Ja rozumiem, że można mieć zły dzień, wstać lewą nogą, nie wyspać się, zapomnieć tabletki na dobry nastrój, ale krytykowanie tej płyty to dla mnie bluźnierstwo. Urywające cztery litery The Clairvoyant, The Evil that Man do, Can I Play with Madness mówią same za siebie."
"Bardzo dobry album. Kompozycyjnie perfekcyjny !! Na pewno płyta zyskałaby gdyby brzmienie było mocniejsze. Jak dla mnie jest zdecydowanie za lekko :/ Przyznam, że trochę meczy mnie też miejscami (tak jak na poprzedniczce) wokal Dickinsona, na szczęście na następnym krążku zaczął śpiewać bardziej zadziornie, z chrypką, co mi bardziej odpowiada :)"

No Prayer for the Dying (1990)

I mam problem. Fajna wesoła płyta ze skocznymi numerami typu Hooks in you czy Holy smoke ale po przesłuchaniu nic w pamięć nie zapada. Wyróżniam Bring your daughter....podsumowując u mnie trzecia piątka.
"Pierwsza płyta IM, które słuchałem już jako świadomy fan metalu (nagrana w całości z radio - tuż po premierze). I lubię ja - Bridge You Daughter..., monumentalny Mother Russia i cudowny tytułowy. Dobra płyta."
"Zdecydowanie pierwsza trójka w moim notowaniu :)Po prostu kocham ten album :) Świetne kompozycje, dużo świeżości w solówkach (za sprawą nowego gitarowego), no i wokal Dickinsona, który zaczął fajnie chrypieć :) Większość fanów narzeka na brzmienie a dla mnie jest ono wprost idealne do tych kompozycji :)"
"Dobra, rzetelna płyta. Bez fajerwerków ale parę numerów jest extra, choćby otwierający Tailgunner, Hholy smoke czy Bring your daughter"
"Pamiętam premierę i... ogromne rozczarowanie towarzyszące pierwszym odsłuchom. Długo nie mogłem się do tej płyty przekonać, i chyba nigdy jej nie pokocham (chociaż jeszcze rok temu marzyłem żeby Maiden osiągnął znów przynajmniej taki poziom)"
"Mówiąc krótko: najsłabsza z tych najlepszych" 

Ciąg dalszy nastąpi. Up the Irons!


2 komentarze: