wtorek, 7 czerwca 2016

Szwecja w Wielkopolsce, czyli czy Tompa wie gdzie jest Poznań?


Poznański In Twilight's Embrace poznałem 22 maja 2015 roku w Proximie. Pamiętam ten wieczór doskonale, bo grali wtedy przed At The Gates (o Szwedach tutaj). Otwierali ten magiczny wieczór i szczerze mówiąc potem już tylko Szwedzi ich przeskoczyli. Stoisko z merchem zaopatrzyło mnie w dwa ich albumy, wtedy więcej wydawnictw nie posiadali. Pierwsza płyta szczerze mówiąc istnieje chyba tylko po to, bo: primo – zawsze któraś musi być pierwsza, secundo – wspaniale pasuje do ścieżki rozwoju zespołu, ewolucji ich muzyki. Tyle w zasadzie o pierwszym albumie wystarczy a to oznacza, że przechodzimy do drugiego. „Slaves to Martyrdom”, bo taki tytuł nosi to dzieło, jest materiałem przejściowym. Wyraźnie Poznaniacy skręcają tu w stronę death metalu na szwedzką modłę, gdzieniegdzie jednak nadal pobrzmiewają echa poprzedniej płyty. Jest to jednak album świetny, który po koncercie w Proximie długo gościł w moim odtwarzaczu. To dzięki niemu tak bardzo wyczekiwałem na kolejną płytę, bo patrząc na skok pomiędzy jedynką a dwójką, można się było spodziewać wspaniałej trójki. Poza tym, już na dwójce słychać dużą fascynację At The Gates a mnie w to graj. Panowie jej nie ukrywają, jest ona zresztą fascynacją pozytywną – nikt tu z nikogo nie zrzyna, nikogo nie naśladuje, co najwyżej czerpie pozytywne wzorce i aranżując je po swojemu przemyca ukradkiem, bez nachalności.


Czekanie na trzeci album zajęło mi kilka miesięcy - „The Grim Muse” ukazał się jesienią 2015 roku. Kilka miesięcy to niewiele, ale powiem Wam, że na ten album warto byłoby czekać i kilkanaście. In Twilight's Embrace wreszcie znaleźli swojego Św. Graala. Dotarli do sedna sprawy i podejrzewam, że nawet szwedzkie łosie kiwają z aprobatą głowami. Rżężące gitary, brudnawe brzmienie, opętańcze wokale i wszechobecna mizantropia, krzycząca nawet melodiami gitar. Nie wiem, czy w Goteborgu wiedzą gdzie leży Poznań, ale jestem pewien, że powinni. Możliwe, że wie Tompa, wokalista At The Gates, bo na tym albumie gościnnie użyczył swego głosu. Dla mnie ten album kończy pewien artystyczny etap w twórczości In Twilight's Embrace, bo trudno dopatrzyć się tu czegoś, co można poprawić. Teraz chłopaki powinni zacząć grać black metal, pewnie byłby tak dobry, że norweskie fiordy niosłyby go echem. W tym roku jednak ukazało się kolejne wydawnictwo Poznaniaków. Jest to EP-ka, bądź jak kto woli MCD o tytule „Trembling”. Ten materiał wyszedł już jakiś czas temu, ale do mnie dotarł przedwczoraj (niestety ominął mnie niedawny koncert w stolicy na którym można było nabyć Trembling przed premierą). To tylko trzy utwory, ale dla mnie ITE jest zespołem takiego kalibru, że nawet 14 minut na srebrnym krążku jest powodem, by napisać tekst na bloga. Co najlepsze, jeden z utworów to cover. Dostajemy więc tylko dwie nowe autorskie kompozycje. Prawda jest jednak taka, że w moich oczach, właśnie ten cover był powodem wydania "Trembling". Wokół niego wszystko się tu kręci. To utwór nagrany przez Armię, której fanem nigdy nie byłem i już pewnie nie zostanę, jednak na potrzeby tekstu posłuchałem „Opowieści zimowej” w oryginale. Efekt jest taki, iż gdybym nie wiedział, że to cover, pomyślałbym, że to kolejny numer In Twilight's Embrace – świetna interpretacja i wykonanie we własnym stylu a to przecież cenimy w coverach najbardziej. Dwa pozostałe utwory to kontynuacja twórczości z „The Grim Muse”. Lekka zmiana brzmienia, może trochę czystsze wokale. Pierwszy utwór, „Laughing stock, a burning stake” mocno przywodzi na myśl „With Fear I Kiss the Burning Darkness” At The Gates, w sensie jak najbardziej pozytywnym. Trzy utwory, 14 minut świetnego szwedzkiego grania.






I powstaje pytanie zasadnicze – co dalej? W moim odczuciu In Twilight's Embrace zrobili już wszystko co można było zrobić, by pokazać Szwedom jak grać po szwedzku. Nie wiem czy w tej stylistyce można jeszcze bardziej zamieszać i stworzyć coś oryginalnego, świeżego i równie postępowego. Z drugiej strony, może po prostu jestem zbyt małej wiary? Może mam za słabą wyobraźnię i mój rozumek zostanie po raz kolejny ośmieszony? Oby, bo klona „The Grim Muse” słuchać bym nie chciał. Podejrzewam, że sami muzycy też nie i w tym upatruję nadziei, że czwarty album będzie kolejnym potężnym skokiem i zaskoczeniem. Trzymam kciuki!

Poniżej zdjęcia „The Grim Muse” i „Trembling”. Oba pięknie wydane przez białostocką Arachnophobia Records. Zamieszczam obie, bo są wg mnie całością, dopełniają się wzajemnie i nie powinny istnieć bez siebie.

The Grim Muse. Arachnophobia Records, 2015, numer katalogowy ARA018.







"The Grim Muse" na Discogs:


Trembling. Arachnophobia Records, 2016, numer katalogowy ARA026.








"Trembling" na Discogs:

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz