środa, 22 czerwca 2016

Księżyca zew, czyli osiem hymnów.

„To coś jest we mnie. W każdej komórce, w każdym mięśniu, każdym calu mojego nietrwałego, ludzkiego ciała. Bronię się, od dawna. Toczę walkę sam ze sobą, w sobie. Nie wiem czy z zewnątrz to widać, ale w środku jakby bataliony rozszalałe nacierały na siebie. To jest tak mocne, tak pierwotne! Dzikie i groźne, choć pozornie przyjemne. Dla idiotów władających piórem, bywa to romantyczne i warte zniszczenia stert papieru. Romantyczne! Przecież to ból. Ból walki, istnienia, ból tysiąca ran rozdzieranych przez kły i pazury bestii. Człowiek tego długo znieść nie jest w stanie. I ja wiem, że się poddam, że ciemna strona weźmie górę. Wewnętrzna bitwa wciąż trwa ale sztandary zwycięzcy coraz wyraźniejsze. Jednak jeszcze nie tej nocy. Nie tej pełni. Jutro wstanę i będę chodził na dwóch nogach, dumny, ludzki. Gdy jednak widzę jego światło, w bezchmurne noce, chcę krzyczeć. Skamleć. Drzeć się. Wyć! To coś jest niedaleko. Czuję to. Co noc silniejsze, a gdy oko kosmosu płonie mocno, silne jak ja sam, jak mój instynkt. Z tych ludzkich siedzib wyraźnie czuję zew. On nadejdzie. Jeszcze walczy, jeszcze się broni. Ale już niedługo, dołączy tu do nas, szarych strażników lasu. On wie, że czekamy. Nasze tropy poprowadzą go głęboko w puszczę, do miejsc, w których człowiecza noga nie stała nigdy wcześniej. Ale on też już nie będzie człowiekiem i jego ślad nie będzie już taki sam.”


Ulver – zespół instytucja, powołany do życia przez Garma (Kristoffer Rygg) na początku lat dziewięćdziesiątych w Oslo. Jego nazwa, w języku norweskim, oznacza „wilki”. Właśnie tym zwierzętom, oraz naturze wilka w człowieku poświęcony jest trzeci album o tytule „Nattens Madrigal – Aate Hymne til Ulven i Manden” (ang. The Madrigal of Night – Eight Hymnes to the Wolf in Man) czyli Madrygał Nocy – Osiem Hymnów do Wilka w Człowieku. To ostatni album z tzw. Trylogii Black Metalowej, którą Ulver pokazał jaki ma potencjał. Debiut – piękny, klimatyczny, klasyczny black metal z dużą ilością elementów akustycznych. Drugi album - „Kveldssanger” - w całości akustyczny, z czystymi wokalami. No i trójka, pokaz siły i brutalności. „Nattens Madrigal...” to potężna dawka brudu i agresji, album będący tak bardzo black metalowy jak tylko można. Nie ma tu żadnych taryf ulgowych, żadnych upiększeń. Jest noc, mrok, piwnica i wielki groźny wilk. Jest krzyk, przesterowane gitary, perkusja siekąca jak karabin maszynowy. Wszystko to podane w tak brudnym brzmieniu jakby nagrywane było w zatęchłym grobie z piętnastego wieku. Jest to zresztą temat plotek, bo jedna z nich głosi, że muzycy pieniądze, które dostali na studio, wydali na garnitury i inne dobra a materiał nagrali jak najtaniej i stąd kiepskie brzmienie. Garm wszystkiemu zaprzecza i twierdzi, że zabieg był celowy i osiągnięty w dobrym studio. Kompletnie jednak mnie to nie obchodzi, bo efekt końcowy jest powalający. Esencja black metalu i płyta wzorzec gatunku. Powinni ją trzymać w Sevres pod Paryżem a kopię powinna posiadać każda szkolna biblioteka. W tekstach, napisanych po norwesku przez Garma a przetłumaczonych na staroduński (we wkładce jest też tłumaczenie na staroangielski) została poruszona historia człowieka, który powoli staje się wilkołakiem. Każdy utwór porusza inny etap, bądź aspekt przemiany. Do tego świetne zdjęcia członków zespołu i mamy genialną całość. Album spełniony i dopracowany w każdym szczególe. Czterdzieści trzy minuty czystej przyjemności. Przepraszam, czystego zła. 


Teksty i zdjęcia muzyków:




Wydanie z 2003 roku. Avantgarde Music, numer katalogowy AV070.





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz