piątek, 17 czerwca 2016

Kosmiczne klucze, czyli moc klawiszy.

„To jest moje władztwo. Tu, na północy ludzkości. Wśród tych cichych wzgórz, zapomnianych jezior i mglistych, szarych lasów, roztaczam swoje panowanie. Tu wszystko jest napiętnowane mną a ja jestem częścią wszystkiego. Unoszę się nad zmarzniętą ziemią, płynę wraz z północnym wiatrem i wdzieram się do starych domostw. Jestem siłą kreacji i duchem zniszczenia. Wszystkie istoty są mi posłuszne, tak jak ja jestem posłuszny Jemu. Nigdy, słysząc Jego głos, nie miałem wątpliwości. Nie czułem strachu, tak jak nie czują ci, w których żyję. Wiecznie będę trwał w tej krainie, nad nią i pod jej korzeniami, bo wiecznie będzie trwał On. Jestem Jego czarnym namiestnikiem, posłańcem, oddechem i wzrokiem. Czasami, płynąc nad jeziorami północy widzę swe mgliste odbicie w krystalicznie czystej tafli. Czasami słyszę echo swego głosu błąkające się pomiędzy stromymi zboczami fiordów. Czasami, błądząc wśród niekończących się lasów czuję swój zapach, przenikający korę i igliwie, mech i liście. Ale to nie mój głos i nie mój zapach. To nie siebie widzę w lustrze wody. Ja, choć potężny i nieskończony, jestem tylko ułamkiem mocy Jego. I choć ta kraina jest moim władztwem, mną się żywi, ze mnie się zrodziła i we mnie umrze, nie jest moja. Należy do Niego. Jam tylko Czarnym Czarnoksiężnikiem, jakich On ma wielu.”

Tekst, który właśnie przeczytaliście to moje spojrzenie na warstwę liryczną „I am the black wizards” od drugiej strony. Z pozycji sługi, czarnoksiężnika. „In the Nightside Eclipse” posiada wspaniałe teksty a ten jest jednym z najlepszych. Trudno było się oprzeć pokusie zmierzenia się z twórczością Mortiisa. Mam nadzieję, że wybaczycie. Emperor i ich debiut to przykład na to, że teksty zespołu black metalowego nie muszą zawierać w co drugim wersie słowa „Szatan”. Mogą być wizją, snem, czymś co możemy tylko stworzyć w wyobraźni, przelać na papier i zgasić w sobie jak świecę. Zarazem jednak, pomimo swego eterycznego charakteru mogą stać twardo na ziemi, mówić o nienazwanym władcy i być bardzo niepokojącymi. Dosłowności nie zawsze dają zamierzony efekt. „In the Nightside Eclipse” to w większości liryki Ihsahna i Samotha, ale dwie stworzył jeszcze Mortiis. O ile muzyka tego pana (mam na myśli jego karierę solową) to dla mnie kosmos tak odległy, że nawet wyobraźnia nie pomaga, to teksty są wspaniałe. Oczywiście, siła tej płyty to nie tylko wartość liryczna. Muzyka jest potężna i podniosła ale potrafi też być dzika. Pierwszy raz tak wspaniale i na taką skalę zostały użyte klawisze, budujące tak naprawdę fundamenty utworów. Bez nich, nie byłoby tego mrocznego zamku. Jakiś czas potem granie z klawiszami stało się bardzo popularne i wiele zespołów określało się mianem symfonicznego black metalu. Jeśli ktokolwiek na takie miano zasłużył, to tylko Emperor i tylko na tym albumie. Konkurencja wygląda przy nich jak marne weselne zespoły disco polo, które właśnie odkryły, że na „parapecie” można grać. Wraz z tą płytą, norweski black metal, ba – gatunek jako całość, zyskał nowy wymiar, nową głębię i nowych herosów. Działo się to wszystko w czasach, gdy po norweskiej ziemi chodziło wielu czarnoksiężników, ale nie było żadnego Cesarza. Ta płyta to zmieniła. 

Emperor - In the Nightside Eclipse. Wydanie z 1998 roku. Jest to wznowienie, z dwoma bonusowymi utworami. Oba to covery - "A fine day to die" Bathory i "Gypsy" Mercyful Fate. Oba wykonane po mistrzowsku. Candlelight Records, numer katalogowy Candle030CD. 






2 komentarze:

  1. Świetna płyta. Choć dla mnie najlepszą była kolejna.

    OdpowiedzUsuń
  2. kolejna bardzo dobra, tylko odbiór psuje kiepska produkcja...

    OdpowiedzUsuń