poniedziałek, 13 czerwca 2016

Future of the Past, czyli Przyszłość Przeszłości.


Kiedy kilka miesięcy temu podjąłem decyzję o rozpoczęciu kariery pisarskiej, długo myślałem nad nazwą bloga. Wiedziałem jaki będzie jego profil i jaka specyfika. Wiedziałem, co chcę przekazać i o czym pisać. Problem miałem z nazwą. Ze mną to już tak jest, że pisanie idzie mi gładko, jednak tytułowanie już nie bardzo. Do tej pory nie mogę wydusić z siebie „proszę księdza”. Myślałem więc i myślałem, aż nagle zdałem sobie sprawę, że ktoś już wymyślił idealną nazwę dla treści, które się tu znajdą. Dwadzieścia lat temu ukazał się album olsztyńskiego zespołu, w całości zapełniony coverami. Nie wiem kto wymyślił nazwę, może też skorzystał z czyjegoś pomysłu, wiem jednak, że bardzo mi pomógł. Album nosi nazwę „Future of the Past”, czyli właśnie „Przyszłość przeszłości”. Vader, bo o nim mowa, składa tam hołd swoim inspiracjom muzycznym. Dla mnie perfekcja, bo ja tym blogiem robię dokładnie to samo – składam hołd moim bogom z czasów młodości. Chcę ocalić ich dzieła od zapomnienia i przybliżyć je młodszym rocznikom. Wiem, wiem, brzmi to trochę naiwnie, bo przecież te płyty wciąż są obecne w świadomości nowych pokoleń metalowców, ale jako bezgraniczny miłośnik starszych dźwięków, zrobię wszystko by ten stan rzeczy nie uległ zmianie. A jeśli ktoś młodszy pozna dzięki niemu jakąś klasyczną płytę, o której wcześnie nie słyszał, to tym lepiej. 


Vader, skład z czasów Future of the Past

Vader, a konkretnie Peter, też pewnie miał podobną motywację, by nagrać taki a nie inny album. Nie będę się tu oczywiście porównywał do płyty, bo z moim pisaniem za cienki jestem w gaciach i gdzie mi tam do Vader'owego grania. Nie zmienia to faktu, że cel, pomimo różnych metod, jest ten sam. „Future of the Past” ukazał się w 1996 roku i zawierał covery tuzów takich jak Sodom, Terrorizer, Kreator czy Celtic Frost. Vader covery zawsze potrafił nagrywać świetne, nie inaczej jest tutaj. Album robi robotę i jestem pewien, że dzięki niemu co najmniej kilka osób poznało jakiś zespół o którym wcześniej nie słyszeli. Wiele lat musiało upłynąć, byśmy doczekali się kontynuacji idei z „Future of the Past”. Swoją drogą, tak na marginesie, fajnie byłoby gdyby Peter zebrał wszystkie covery do kupy i postanowił to wydać. Ale wracając do tematu – w zeszłym roku zespół wypuścił drugą część „Przyszłości Przeszłości” – z podtytułem „Hell in the East”. Tym razem na zawartość składają się utwory kultowych kapel z lat osiemdziesiątych zza żelaznej kurtyny – głównie z Polski, ale jest tu także czeski Krabathor. Jak tłumaczył sam Peter – tą płytą chciał przypomnieć, że takie zespoły istniały. I dobrze, bo były to zespoły bardzo dobre, które niejednokrotnie zasługiwały swoją twórczością na sukces, jaki odniósł sam Vader. Nie udało im się, z najróżniejszych powodów, ale fajnie, że ktoś pamięta i chce przypomnieć innym. Znajdziemy tu Slashing Death, Exorcist, Imperator, Scarecrow, Ghost, Slaughter czy Thanatos. Bardzo ciekawe zespoły o różnej stylistyce, podane tu a'la Vader, jednak nie na jedno kopyto. Na to Peter i jego załoga są za dobrzy. Poziom do którego Vader przyzwyczaił jeśli chodzi o covery, jak najbardziej utrzymany. Nie ma tu jakichś wielkich zmian względem oryginałów, bo przecież chodziło o to, by przybliżyć jak najwierniej twórczość dawnych legend. Jest jednak ten charakterystyczny sznyt Vader'a. No i wspaniałe brzmienie. Gdyby tak brzmiał cały „The Time Before Time” Imperatora (o nim tutaj) jak na „Hell in the East” brzmi „Necronomicon”, to nie słuchałbym niczego innego. Pokazuje to też jaka zmiana dokonała się w warunkach pracy muzyków, nawet tych ekstremalnych. Wisienką na torcie jest tu dla mnie Krabathor i jego numer „Totalni Destrukce”. Gościnnie zaśpiewał w nim ich wokalista, bo jak rozumiem Peter nie podjął się czeskich wokali. I fajnie, bo brzmi to przekonująco i jak zawsze niesamowicie zabawnie. Death metal po czesku jest lepszy niż wszystkie kabarety razem wzięte. Muzycznie natomiast Krabathor zawsze trzymał poziom i polecam zapoznać się z tym zespołem. Świetnie wypadł Markiz De Sade i ich „Sen Schizofrenika” - ten refren aż chce się śpiewać! Na koniec dorzucony został klasyczny już cover w dorobku Vader – „Wyrocznia” autorstwa KAT. Generalnie, do drugiej części „Future of the Past” można mieć tylko jedno zastrzeżenie – jest za krótka. Co najmniej kilka ciekawych kapel można by dorzucić. Każdy nośnik ma jednak swoje ograniczenia. Tak czy siak, wielkie uznanie i brawa za inicjatywę dla samego zespołu a także dla Witching Hour Productions. Wydanie drugiej części wzbogaciła reedycja pierwszej i obie płyty zostały wydane w pięknie wyglądającym komplecie. Wkładki zawierają teksty a druga część także krótkie notki biograficzne i zdjęcia wszystkich zespołów. Po prostu miodzio mili państwo. Teraz trochę mnie poniesie, ale może Peter przemyślałby wydanie w takiej formie antologii polskiego metalu? ;)


Vader, skład z drugiej części Future of the Past

Wydanie Witching Hour, 2015 rok. Numer katalogowy - odpowiednio Evil 077 CD i Evil 078 CD. 

Płyty w komplecie prezentują się doskonale, szczególnie fajny patent jest na boku, gdzie ładnie układa się logo:





Future of the Past:






Future of the Past na Discogs:


Future of the Past II - Hell in the East:






Hell in the East na Discogs:

4 komentarze:

  1. Nie pamiętam nazwy, ale miałem kastę jakiegoś czeskiego power metalowego bandu. Muza była świetna, ale z tym wokalem to brzmiało jak parodia metalu :)

    OdpowiedzUsuń
  2. no tak, nie ma co ukrywać - każdy gatunek metalu musi w tym języku brzmieć komicznie :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Z tego co pamiętam, to na jedynce Future nie ma coveru Napalm Death :-)

    OdpowiedzUsuń
  4. oczywiście masz rację, ten Fear of Napalm Terrorizera mnie tak zmylił ;) dzięki za czujność ;)

    OdpowiedzUsuń