środa, 1 czerwca 2016

Czarne zastępy dusz, czyli miłość aż po grób.


Dwadzieścia osiem tekstów na blogu i dopiero teraz pojawi się tu bardzo ważny dla mnie zespół. Właściwie, bez owijania w bawełnę, jeden z najważniejszych. Ponieważ nieuleczalnie kocham muzykę i jest dla mnie jak powietrze, często popadam w zbyt duży entuzjazm mówiąc, bądź pisząc o niej. Uderzam w podniosłe tony jak Dzwon Zygmunta, komponuję monumentalny koncert skrzypcowy Czajkowskiego, ale po prostu czasami inaczej nie potrafię. Widzicie? Znowu to zrobiłem. Ale prawda jest taka, że ten zespół w pełni na to zasługuje. Prawdziwa legenda naszej sceny, drogowskaz, wyznacznik, nauczyciel młodych i wierny towarzysz starych. Panie i panowie: KAT.


Mówią, że najlepiej zaczynać od początku, ale w tym przypadku nie jestem tego do końca pewien. Szczerze sprawę ujmując, to chciałbym tu napisać tyle, że mam kompletny mętlik w głowie. Ciężko uporządkować tyle przeżyć, emocji, świetnych chwil, zajebistych płyt, niesamowitych koncertów i utworów-hymnów...Każdy z nas ma zespoły, do których twórczości wraca co najmniej co pewien czas i trwa to latami. Co pewien czas - zebrany do kupy - daje setki, bądź tysiące przesłuchań, wzruszeń, uniesień...Znamy na pamięć, ale co z tego? Ile razy mieliście ciarki przy Łzie dla cieniów minionych? Ja mam za każdym razem. A wykrzyczenie końcówki tekstu na koncercie to stan bliski orgazmu. Ile razy wariowaliście przy Diabelskim domu czy Mag-sex? Nieistotne czy w domu, czy w Spodku czy jakimś klubie. Za każdym razem gdy widzę Romana wychodzącego na scenę, wiem, że za chwilę zwariuję. A widziałem już wiele razy. Koncerty KAT to materiał na inną opowieść i obiecuję Wam, że ona się tu znajdzie. 





Ostatnio wiele było kontrowersji po ukazaniu się ponownie nagranego albumu „666”. Ta nowa wersja to klęska, ale wiecie co? Ona dla mnie nie istnieje. Zapomniałem, że coś takiego powstało, powiedziałem sobie – panowie wiedzą, że emerytura się zbliża, trzeba zarabiać. Trudno. Kiedyś, jako młody zapalczywiec obraziłbym się na nich i pewnie wziął rozwód. Na starość jednak człowiek łagodnieje. Inaczej patrzy na życie i więcej rozumie. Zapomniałem, bo mam przecież w domu „Oddech...”, „Metal&Hell”, „Bastard”... Albumy legendy, albumy instytucje, wielkie posągi metalu znad Wisły a konkretnie z czarnego Śląska. Niedawno znowu zrobiło się głośno, bo w tym roku doczekamy się reedycji tych klasycznych dzieł. Bardzo mnie to cieszy. Z kilku powodów. Po pierwsze, albumy KAT nie są w tej chwili łatwo dostępne a warto, by trafiły pod strzechy młodszych adeptów metalu. Po drugie, poprzednie wznowienia poziomem wydania szału nie robiły, więc liczę na poprawę jakości i ze względów kolekcjonerskich na pewno je kupię. Po trzecie, będzie to okazja by powrócić do tych klasyków i skreślić kilka słów na blogu. 

Wszystko to oznacza, że pomęczę Was w tym roku KAT-em i wieloma aspektami tej długiej miłości. Wznowienia albumów, koncerty, ikoniczne utwory a nawet picie wódki z Romanem i Irkiem. Blog ma jednak swoją specyfikę, więc i w tym wpisie jakieś CD pojawić się musi. Wybierałem, zastanawiałem się, którą wybrać z ich bogatej dyskografii. I nagle mnie olśniło! Dawno temu niezawodna (nie przestanę ich zachwalać) Pagan Records wydała składankę – Czarne Zastępy w Hołdzie...KAT. Wydawnictwo w bardzo niegdyś modnym stylu „tribute to...”. Wielkie zachodnie kapele miały ich wiele, KAT jedną. I dobrze, bo po pierwsze skala nie ta, po drugie jak na tego typu wydawnictwo, ten składak trzyma poziom. Piętnaście utworów legendy w wykonaniu bardziej i mniej znanych przedstawicieli rodzimej sceny. Są wykonania lepsze i gorsze, ale wszystkie szczere i oddane. Prawdziwe. No i ten, który mnie osobiście powala najbardziej – Ostatni Tabor w wykonaniu Behemoth – prawdziwe cudo! (epokowa chwila, bo pewnie więcej nie przeczytacie, że chwalę ich za cokolwiek). Warto z tym składakiem się zapoznać także dla śmiechu Sirkisa w Nocach Szatana czy potężnego wykonania Bram Żądz przez Luciferion. No i kończący wydawnictwo Głos z Ciemności. W końcu, kto nigdy go nie wykrzyczał do księżyca, ten nie zrozumie...

Kiedyś posiadałem kasetę, teraz mam wydanie CD. Jest to wznowienie, digipack. Pagan Records, 2007 rok, numer katalogowy Moon CD - dg 008.







Czarne Zastępy na Discogs:

3 komentarze:

  1. KAT!

    jak "W hołdzie.." (hah ta śląska dwuznaczność :D ) to nie można nie wspomnieć że ta płyta by nie powstała gdyby nie niezawodny Jaro.Slav.

    OdpowiedzUsuń
  2. Dzięki Michał :) Tomek, hahaha, faktycznie, ale pomyśl - w takiej hołdzie byłoby mroczno ;) Oczywiście, wielkie słowa uznania dla Jarosława.

    OdpowiedzUsuń