czwartek, 5 maja 2016

Tyska legenda, czyli Isolated.


W jednym ze starszych tekstów, pisałem o tym, że dużą rolę w poznawaniu świata metalu odegrali starsi koledzy. To były burzliwe czasy i czasami między metalowcami dochodziło do awantur, krojenia i tym podobnych akcji. Ja jednak tego z Tychów nie pamiętam. U nas było trochę inaczej. Znajomości nawiązywały się szybko, nawet pomimo różnic wiekowych i trzymaliśmy się razem. Tychy to co najwyżej średniej wielkości miasto (jak na polskie warunki) jednak metali było sporo. Mniej widocznych, bardziej widocznych, zapewne jednak aktywnych. W latach 90-tych kapele powstawały jak grzyby po deszczu, nawet jeśli jeden człowiek grał w kilku (sam tego doświadczyłem). Jak dla mnie świadczy to tylko i wyłącznie o płodności metalowych umysłów.




  

Jednym z najlepszych, o ile nie najlepszym zespołem, który w Tychach powstał, był bez wątpienia Isolated. Czyli starsi koledzy. Dzięki temu bywałem na ich próbach i poznałem sporo nowych kapel. Te próby były swego rodzaju misteriami dla gówniarza, który dopiero wchodził w świat brutalnej muzyki. Dookoła pełno starszych, już mocno długowłosych kolegów, na koszulkach nieznane okładki, uczucie dumy, że jestem akurat w tym momencie w tym konkretnym garażu. To wszystko powodowało, że czekało się na te momenty z wypiekami. Nie zwracałem uwagi na ścisk, hałas, zaduch i kłęby dymu papierosowego. Nie było łatwo o miejsca do grania, co oznaczało, że w tamtym czasie zwiedziliśmy wiele garaży – nie tylko z Isolated, chodziło się i na próby innych kapel. Pamiętam jak kiedyś jednemu zespołowi brakowało statywu do mikrofonu. Okazało się, że lampa stojąca w moim domu świetnie się do tej roli nadaje :) Te wszystkie godziny spędzone na próbach dały dużo radości ale spowodowały też, że sam zapragnąłem grać. Pewnego dnia i to się spełniło, ale o tym kiedy indziej.





Isolated. Soczysty, klasyczny, potężny death metal. Bez upiększaczy i owijania w bawełnę. Mocny cios w mordę. Albo będziesz stał, albo padniesz. Bez kalkulacji, metafor i ściem. Stara szkoła wzorowana na klasykach gatunku – Morbid Angel, Immolation, Vital Remains czy Cannibal Corpse. Dla mnie osobiście to zawsze był najlepszy rodzaj death metalu. Potężny, pierwotny ładunek energii i kontrolowany chaos. Isolated nie chcieli odkrywać Ameryki bo i po co? Użyli tego co odkryte, doprawili swoim piekielnym sznytem i tego się trzymali przez całą swoją skomplikowaną historię. Właśnie. Historia. Isolated to zespół, który w pewnym momencie był bardzo blisko szczytów death metalu w Polsce (koncerty z Vader, Hate, Sceptic), na co w pełni zasługiwał. Niestety, ciągłe problemy personalne powodowały zawieszenia działalności, brak ciągłej pracy nad warsztatem i muzyką. Wiele problemów ten zespół doświadczył, co spowodowało , że od 1994 roku wydał tylko dwa dema, EP i dwa pełne albumy (drugi to świeża sprawa, wciąż czeka na wydanie na CD – zespół będzie to robił własnym sumptem). Wszystkie te materiały są szalenie trudne do zdobycia, ale warto. Ważne, że panowie się nie poddali. Kto wie, może ich czas nadejdzie?


Garść linków:

Facebook:

Ostatni album na You Tube:

Posiadam EP Demonss Conclave. CD wydany przez zespół.







Niestety, na Discogs Isolated nie ma. 

3 komentarze:

  1. Fajne to były czasy. Pozdro dla chłopaków jeśli to czytają.

    OdpowiedzUsuń
  2. https://isolated1.bandcamp.com/ ten link jest do Isolated, ale z Chile ;)

    OdpowiedzUsuń