czwartek, 12 maja 2016

Trifixion, czyli problemy z garderobą.


Koszulka. Czarna, z okładką płyty i logo jednego z ukochanych zespołów. Setki wzorów bo setki płyt do wyboru. Jakość raz lepsza, raz gorsza ale to nie miało znaczenia. Znaczenie miało dumne wyróżnianie się wśród szarego tłumu. Stanowcze zaakcentowanie wyższości nad zwykłymi śmiertelnikami. W końcu bycie metalem to nobilitacja i wzniesienie się na wyższy poziom świadomości. Dobra, rozpędziłem się trochę ale przyznacie, że coś w tym jest? Wiązały się z noszeniem owych koszulek także bardziej przyziemne aspekty – łatwo było poznać swego, zarazem jednak można było dostać po gębie lub rzeczoną koszulkę stracić (gdy np. nie znało się składu zespołu z koszulki – pamiętacie te czasy?). Tak czy siak nosiło się. Pamiętam, że prałem je sam ręcznie by dłużej wytrzymywały nadruki, co w pewnym stopniu rekompensowało rodzicom wydaną na nie małą fortunę. 





Koszulki metalowe mogły jednak dostarczyć także innego rodzaju problemów. Wszyscy wiemy, że niektóre okładki do grzecznych nie należą. Metal za rączkę z chrześcijaństwem nie chodzi a nasz kraj jakiego jest wyznania, każdy wie. Potrafiło to zrodzić pewne kłopoty. Takich obrazoburczych koszulek trochę w życiu miałem, jednak tylko jeden zespół przysporzył mi na tyle sporych problemów, że pamiętam je do dzisiaj. Mowa o Deicide. Ci panowie nigdy pewnie ministrantami nie byli co łatwo zauważyć patrząc na ich okładki bądź na samego Glena Bentona i wypalony na jego czole odwrócony krzyż. To były lata 1993-1995. Pisałem już wcześniej, że wtedy im mocniejsze i bardziej bluźniercze granie, tym lepiej. Była to prosta droga do odkrycia twórczości panów z Florydy. Płyty „Deicide”, „Legion” i „Once upon the cross” były jak miód dla spragnionego profanacji wszystkiego co święte gówniarza. Te dwie ostatnie miały też ciekawe okładki, które spowodowały moje kłopoty. „Legion” - na okładce Trifixion, symbol złożony z trzech odwróconych krzyży i stylizowanego pentagramu, stworzony przez wspomnianego już kaznodzieję Glena B. Co mnie podkusiło by w takiej koszulce jechać do dziadków? Musicie wiedzieć, że byli oni ludźmi o bardzo konserwatywnych poglądach w kwestiach wyznaniowych i światopoglądowych. Przez wiele lat mojego życia byłem ich pupilem i ulubionym wnuczkiem. Kiedy jednak zacząłem zapuszczać włosy i ubierać się na czarno, sprawy zaczęły się zmieniać. Ta wizyta mogła przelać kielich goryczy, bo po niej nastąpiło stanowcze oziębienie stosunków a mama odbyła z dziadkiem trudną rozmowę telefoniczną. „Once upon the cross” sprawił, że najadłem się wstydu – niby nic, ale dla młodego metala to wiele. O Krzyśku, który sprzedawał na naszym targowisku kasety, płyty i koszulki już pisałem (tutaj). To właśnie on był świadkiem mego wstydu ale na szczęście nie dał mi tego odczuć. Wracając ze szkoły, wcześniej tego samego dnia, nabyłem wspaniałą bluzę „Once upon the cross”. Pamiętacie okładkę? Zwłoki Chrystusa pod prześcieradłem. To było z przodu bluzy. Gorzej było z tyłu, bo tam już nie było prześcieradła a na talerzu obok zwłok leżały wnętrzności zbawiciela. Dla mojej mamy to było za wiele, więc po południu wróciłem na targ z tatą i bluzę wymieniliśmy na inną, grzeczniejszą. Krzysiek przyjął to ze zrozumieniem, ale ja płonąłem ze wstydu. 

Dziś obie historie wspominam z uśmiechem. Kiedy przypomniałem memu ojcu o tej drace, stwierdził, że nawet tego nie pamięta. W końcu jest dużo starszy, więc nic dziwnego ;) Co do dziadków – tak naprawdę to byli wspaniali ludzie, których bardzo szanuję, po prostu mieli swoje mocne przekonania podkręcane przez fałszywych proroków z Torunia. 

Do tej pory noszę metalowe koszulki. Nie mam ich wiele, kryteria wyboru się zmieniły ale nadal jest gdzieś ta chęć wyróżnienia się ;) Z tego miejsca pozdrowienia dla chłopaków z J.D. Overdrive, bo mam aż dwie ich koszulki! :)

Deicide - Legion. Wydanie Metal Mind Productions, 2002 rok, numer katalogowy Mass CD 0023.





Bonusowo rozłożona wkładka z Trifixion


"Legion" na Discogs:

4 komentarze:

  1. Dlaczego mój komentarz zniknął?

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie mam bladego pojęcia. Też byłem zdziwiony, że nic nie ma bo mówiłeś, że komentowałeś.

    OdpowiedzUsuń
  3. No nic, to jeszcze raz :)

    Pamiętam swoje przeboje ze starym jak zobaczył moją pierwszą "brutalną" koszulkę, czyli Master of Puppets. Od tamtej pory kazda moja koszulka była cmentarzem.

    OdpowiedzUsuń
  4. Faktycznie brutalność Masterki jest powalająca ;) Once upon wymięka ;) ale znam tę sprawę i wiem o co chodzi.

    OdpowiedzUsuń