poniedziałek, 23 maja 2016

"The Ultimate Incantation", czyli Gary Cooper death metalu.


1989 rok. Pierwsze wolne wybory w Polsce po 1939 roku. Komuna oficjalnie chyli się ku upadkowi, za chwilę runie Mur Berliński, Solidarność tryumfuje a dawne demoludy otwierają się na Europę Zachodnią i Świat. Różne są teraz oceny tamtych zdarzeń, ich przyczyn, głównych bohaterów i sterników historii z tamtego okresu. Jedno jest pewne – tamte procesy zmieniły oblicze Europy, Świata ale także samej Polski. Pojawiła się gospodarka wolnorynkowa, prywatne inicjatywy zaczęły kwitnąć i napędzać ekonomię, zaczęliśmy poznawać dobra z całego Świata.


Vader, pierwsza trasa w USA

1992 rok. Polski zespół Vader wydaje swój debiut płytowy w angielskiej Earache Records – gigancie jeśli chodzi o death metal. Dla muzycznego polskiego podwórka (celowo nie dzielę tu muzyki na konkretne gatunki) to wielki krok. Rodzime zespoły widzą, że można. Były oczywiście znane w podziemiu, kontakty z zachodem istniały i były już wcześniej kapele, które flirtowały z tamtejszym rynkiem muzycznym. Nikt jednak w metalu nie osiągnął tak spektakularnego sukcesu. A zachowując odpowiednią skalę, nikt w całej polskiej muzyce tego nie dokonał. Bo czy ktoś miał kontrakt z Sony albo Universal? A takim Sony w metalu był wtedy Earache. Kontrakt z angielską wytwórnią, sesja nagraniowa w kultowym sztokholmskim Sunlight Studio, teledysk w MTV! Ludzie, szaleństwo! Nawet jeśli sesja nagraniowa to był kompletny niewypał i trzeba ją było powtarzać, nawet jeśli klip nie był szczytem ówczesnych możliwości i nawet jeśli potem były już tylko kłopoty z samym Earache, to i tak traktować to wszystko należy jako wielki sukces. Pamiętam jak mnie zatkało, gdy którejś nocy oglądałem Headbangers Ball na MTV (tutaj więcej o samym programie) a tam teledysk Vader! Wspaniałe uczucie – wśród tylu genialnych zespołów z USA, Europy Zachodniej – teledysk chłopaków z Olsztyna. Serce rosło! Teraz oczywiście, różne są oceny samej płyty - z perspektywy czasu jedni popadają w zbyt duży entuzjazm, inni próbują deprecjonować jej znaczenie. Jedno jest pewne – był to dla polskiej muzyki i polskiego metalu krok ogromny. Muzycznie? Kiedy słyszę, że był to przełom nawet w światowym death metalu, to uśmiecham się delikatnie bo wiem, że czasami ludzi ponoszą emocje. Dla mnie jasnym jest, że nie był to nawet przełom w polskim death metalu. Pamiętajmy, że na Świecie było już co najmniej kilka albumów wybitnych, wydanych przez ówczesnych liderów gatunku. W Polsce sam Vader przełom uczynił wcześniej wydając demo „Necrolust” a potem „Morbid Reich”. Był też już Imperator z „The Time Before Time” (o nim tutaj) i Armagedon ze swoim demo “Dead Condemnation”, by wymienić tylko tych najbardziej znanych. Nikt mnie więc nie przekona, że „Ultimate Incantation” był muzycznym przełomem. Nie był, choć oczywiście to wspaniała płyta. Gęsty, pierwotny, dziki death metal, którego nie powstydziłby się żaden zespół z Florydy. Jedna z najlepszych płyt w dyskografii Vader (dla mnie numer 2) a zarazem jedna z najlepszych polskich płyt death metalowych. Jej znaczenie to jednak nie muzyka. Ta płyta jest symbolem. Takim samym jak Gary Cooper na plakatach Solidarności w 1989 roku. Pokazała Światu, że my tu też potrafimy. Pokazała polskim kapelom, że można. Otworzyła drogę do przemian i wytyczyła pewien szlak na przyszłość. A samego Vadera zaprowadziła na szczyty światowego death metalu. 


Posiadam wydanie Earache Records. Numer katalogowy MOSH59CD.







Brak komentarzy:

Prześlij komentarz