wtorek, 17 maja 2016

Szwedzcy bracia, czyli romantycznie o czarnym władcy.


Jest taki kraj, w którym znajduje się najwięcej restauracji McDonald's w Europie. W tym kraju znaleziono najstarszą prezerwatywę (z 1640 roku), ciężko kupić tam alkohol, można za to delektować się (???) kiszonym śledziem. Wiecie o którym państwie mowa? Jeśli nie, to dodam, że wszystko musi tam być poprawne politycznie, co prowadzi do absurdów – otyłość traktowana jest jak wykroczenie. Jest to też piękny kraj. Nie byłem, ale dzięki internetowi swoje widziałem. Muzycznie kraj zawsze był bogaty, ciekawy szczególnie dla nas, metalowców. No i Volvo to całkiem fajne auta a pewna firma meblarska pozwala mi wygodnie przechowywać płyty. Szwecja, bo o niej oczywiście mowa, zrodziła masę talentów. Dała nam wspaniały death metal (dla mnie osobiście najważniejsze szwedzkie osiągnięcie muzyczne) ale także kilka innych ciekawych gatunków. 

1993 rok. Bardzo dobry dla Szwecji. Wyszło wtedy kilka wspaniałych albumów death metalowych - „With Fear I Kiss The Burning Darkness”, „Across The Open Sea” czy „Indecent And Obscene”. Ukazały się też dwie wspaniałe płyty black/death metalowe. Szczerze przyznam, że nigdy do końca nie przekonałem się do takich miksów – zagrajmy black ale trochę ciężej i będziemy gdzieś pośrodku. Ni to siarka rodem z piekieł, ni to wyziew z kanalizacji. Są jednak dwa zespoły ze Szwecji, które w tym stylu osiągnęły mistrzostwo. Jak na ironię, oba dokonały tego w tym samym roku na swoich debiutanckich albumach. Gdyby w piłkę grało się po czterech a Szwecja wystawiałaby kadrę black/death metalu, pierwszym składem byłby Dissection, ale bardzo silna ławka rezerwowych to Necrophobic. 


Dissection

Necrophobic


Obie płyty dzieli kilka miesięcy. W marcu, jako pierwszy, ukazał się debiut Dissection - „The Somberlain”. W sierpniu światło dzienne ujrzał „The Nocturnal Silence”. Stanowczo więcej te płyty łączy niż dzieli. Gdyby nie to, że zespoły pochodzą z mocno oddalonych od siebie miast, można by pomyśleć, że chłopaki mieli wspólne próby i na wskutek wygranego losowania, Dissection dostał lepszą część materiału skomponowanego podczas tychże prób. Dostał im się także kupon na lepszą realizację materiału, choć w tym przypadku większa szorstkość debiutu Necrophobic to żadna ujma. Jednak to te wszystkie wspaniałe gitarowe melodie łączą oba materiały najmocniej. Przed tymi albumami, wychwalanie rogatego kojarzyło się raczej z brzmieniem z piwnicy i jak największą brutalnością i brudem. Okazało się jednak, że czarny władca równie dobrze odnajduje się wśród pięknych, chwytliwych melodii wysuniętych przed resztę instrumentarium, choć wyrastających z fundamentów siarczystych riffów. „The Somberlain” to album pełen przebojów z dużą dawką brutalności. „The Nocturnal Silence” to album pełen brutalności z kilkoma przebojami. Obu jednak słucha się wyśmienicie.

W późniejszym okresie oba zespoły poszły już różnymi drogami. Necrophobic poziom klimatu i melodyjności Dissection osiągnęli na swoim drugim albumie - „Darkside”. Dissection natomiast stworzył dzieło brutalniejsze czyli „Storm Of The Light's Bane”. Można powiedzieć, że zamienili się miejscami co jednak w mojej opinii lepiej skończyło się dla Dissection. 

Wybiegam już jednak za daleko w przód. W 1993 roku poznaliśmy dwa wspaniałe albumy. Płyty, które mocno poszerzyły obszary brutalności i piekielnego przesłania i pokazały, że trochę romantyzmu nawet diabłu nie zaszkodzi. 


Necrophobic - „The Nocturnal Silence” - Hammerheart Records. Wznowienie z 2011 roku (bez bonusowych utworów), numer katalogowy HHR2010-03.









"Nocturnal Silence" na Discogs:


Dissection - „The Somberlain”. Black Horizon Music/The End Records. Wznowienie z 2006 roku, wydanie amerykańskie (podziękowania dla Kariny), numer katalogowy BHM002. Dwie płyty, na drugiej zbiór demówek i niepublikowanych wcześniej nagrań live i z prób.









"The Somberlain" na Discogs:

4 komentarze: