sobota, 28 maja 2016

Sacrum umarło, czyli zejście w ciemności.


"Zszedłem w Ciemność.

Otuliła mnie swym gęstym, lepkim dotykiem. Fizycznie czułem ją każdym moim nerwem, każdym włoskiem na ciele. Chłonąłem ją każdym zmysłem, trwożnie idąc w przód. Labirynt Ciemnej drogi powoli mnie gubił, ale wiedziałem, że On tu gdzieś jest. Czułem Jego obecność. Od wieków. Prastary jak ten padół marności i głupoty. Obserwował mnie, oblepionego całunem mroku. Mój umysł przenikało Zło. Nienazwane, odwieczne Zło. To był ból, tysiąc razy silniejszy, chciał rozsadzić moją ludzką czaszkę. Musiałem go znaleźć, musiałem poznać Prastarą Tajemnicę.

poniedziałek, 23 maja 2016

"The Ultimate Incantation", czyli Gary Cooper death metalu.


1989 rok. Pierwsze wolne wybory w Polsce po 1939 roku. Komuna oficjalnie chyli się ku upadkowi, za chwilę runie Mur Berliński, Solidarność tryumfuje a dawne demoludy otwierają się na Europę Zachodnią i Świat. Różne są teraz oceny tamtych zdarzeń, ich przyczyn, głównych bohaterów i sterników historii z tamtego okresu. Jedno jest pewne – tamte procesy zmieniły oblicze Europy, Świata ale także samej Polski. Pojawiła się gospodarka wolnorynkowa, prywatne inicjatywy zaczęły kwitnąć i napędzać ekonomię, zaczęliśmy poznawać dobra z całego Świata.

czwartek, 19 maja 2016

Wyprawa do krainy Odyna, czyli muzyczny hołd dla przeszłości.


Wyobraźcie sobie cichą i spokojną krainę. Właśnie ustąpiła zima i Bałtyk znów zaprasza na swe wody. Wszystko wokół zaczyna się zielenić, ptaki śpiewają wesoło, lasy pełne zwierza szumią cicho gdy zrywa się chłodniejszy północny wiatr. Niewielka osada na brzegu zatoki wypełniona krzątającymi się ludźmi. Kobiety szykujące prowiant, mężczyźni oporządzający swoje długie łodzie. Tylko dzieci beztroskie wesoło ganiają po otoczeniu. Ostatnie remonty i przygotowania. Czas wyruszyć w nieznane, czas zadbać o rodziny i o chwałę. Odyn będzie dumny raz jeszcze! Następnego dnia, wśród porannych mgieł i wstającego słońca, napędzane wiosłami wychodzą z zatoki. Tarcze na burtach lśnią w promieniach słonecznych, smocze łby na dziobach dumnie wyznaczają kierunek podboju a rozpostarte kolorowe żagle pchają ich ku przeznaczeniu. Bogactwo i chwała czekają, na niektórych Walkirie i Walhalla, ale taki jest los wojownika.

wtorek, 17 maja 2016

Szwedzcy bracia, czyli romantycznie o czarnym władcy.


Jest taki kraj, w którym znajduje się najwięcej restauracji McDonald's w Europie. W tym kraju znaleziono najstarszą prezerwatywę (z 1640 roku), ciężko kupić tam alkohol, można za to delektować się (???) kiszonym śledziem. Wiecie o którym państwie mowa? Jeśli nie, to dodam, że wszystko musi tam być poprawne politycznie, co prowadzi do absurdów – otyłość traktowana jest jak wykroczenie. Jest to też piękny kraj. Nie byłem, ale dzięki internetowi swoje widziałem. Muzycznie kraj zawsze był bogaty, ciekawy szczególnie dla nas, metalowców. No i Volvo to całkiem fajne auta a pewna firma meblarska pozwala mi wygodnie przechowywać płyty. Szwecja, bo o niej oczywiście mowa, zrodziła masę talentów. Dała nam wspaniały death metal (dla mnie osobiście najważniejsze szwedzkie osiągnięcie muzyczne) ale także kilka innych ciekawych gatunków. 

sobota, 14 maja 2016

Ragehammer, czyli cios w ryj. Celny.


Piątek, godziny w pracy dłużą się niemiłosiernie. Wyczekiwanie końca aż gęstnieje w powietrzu. Wreszcie wychodzę i rozpoczyna się weekend. Szczęśliwy, jednak lekko zawiedziony, bo paczka na którą niecierpliwie czekałem raczej już tego dnia nie dojdzie. Zakupy spożywcze złożone w dużej mierze z zawartości sklepowej lodówki i do domu. Ostatnia nadzieja – skrzynka na listy. Drżącą ręką otwieram i jest! Jest awizo! W tył zwrot i biegusiem na pocztę. Na szczęście tylko dwie osoby w kolejce. Pani z uśmiechem wydaje paczkę, która przyszła ze Świecia. Biegusiem do domu. Szybkie zdarcie folii i do odtwarzacza. Play!

czwartek, 12 maja 2016

Trifixion, czyli problemy z garderobą.


Koszulka. Czarna, z okładką płyty i logo jednego z ukochanych zespołów. Setki wzorów bo setki płyt do wyboru. Jakość raz lepsza, raz gorsza ale to nie miało znaczenia. Znaczenie miało dumne wyróżnianie się wśród szarego tłumu. Stanowcze zaakcentowanie wyższości nad zwykłymi śmiertelnikami. W końcu bycie metalem to nobilitacja i wzniesienie się na wyższy poziom świadomości. Dobra, rozpędziłem się trochę ale przyznacie, że coś w tym jest? Wiązały się z noszeniem owych koszulek także bardziej przyziemne aspekty – łatwo było poznać swego, zarazem jednak można było dostać po gębie lub rzeczoną koszulkę stracić (gdy np. nie znało się składu zespołu z koszulki – pamiętacie te czasy?). Tak czy siak nosiło się. Pamiętam, że prałem je sam ręcznie by dłużej wytrzymywały nadruki, co w pewnym stopniu rekompensowało rodzicom wydaną na nie małą fortunę. 

wtorek, 10 maja 2016

Okładka, czyli czemu warto podróżować w czasie.


Od momentu w którym pierwszy raz wziąłem do ręki oryginalną kasetę (o tym tutaj), uważam, że płyta to nie tylko muzyka. To cały pakiet. Okładka, wkładka (książeczka w przypadku CD), zdjęcia, teksty, zapach papieru, informacje o nagraniu materiału, nawet podziękowania członków zespołu (tak, też czytam). To wszystko nie raz stanowi spójną całość a zawsze jest uzupełniającym się dziełem sztuki. Rytuał wejścia do domu z nową płytą, odpakowanie, czytanie, wąchanie i słuchanie – to jeden z najlepszych momentów muzycznego maniaka. Stąd moja awersja do muzyki słuchanej z Internetu – obdziera to ją w moich oczach z kilku ważnych czynników i zabiera kawałek „płytowej duszy”.

czwartek, 5 maja 2016

Tyska legenda, czyli Isolated.


W jednym ze starszych tekstów, pisałem o tym, że dużą rolę w poznawaniu świata metalu odegrali starsi koledzy. To były burzliwe czasy i czasami między metalowcami dochodziło do awantur, krojenia i tym podobnych akcji. Ja jednak tego z Tychów nie pamiętam. U nas było trochę inaczej. Znajomości nawiązywały się szybko, nawet pomimo różnic wiekowych i trzymaliśmy się razem. Tychy to co najwyżej średniej wielkości miasto (jak na polskie warunki) jednak metali było sporo. Mniej widocznych, bardziej widocznych, zapewne jednak aktywnych. W latach 90-tych kapele powstawały jak grzyby po deszczu, nawet jeśli jeden człowiek grał w kilku (sam tego doświadczyłem). Jak dla mnie świadczy to tylko i wyłącznie o płodności metalowych umysłów.