wtorek, 5 kwietnia 2016

Krew Ogień Śmierć, czyli kwiecień plecień.


Mam problem z tą książką a ja nie lubię mieć problemów z książkami, bo po prostu, najzwyczajniej w Świecie, zaliczam się do tej nielicznej części społeczeństwa, która lubi czytać. Teoretycznie problemów nie powinno być żadnych. Primo – to książka o metalu. Secundo – o szwedzkim metalu. Wreszcie tertio – sam tytuł i okładka zachęcają do przeczytania już z daleka. Krew Ogień Śmierć czyli Blood Fire Death – tytuł jednej z kultowych płyt Bathory. Podtytuł – historia szwedzkiego metalu i na dokładkę zdjęcie wymalowanego faceta jednoznacznie oznajmiające – ta książka jest brutalna! Niestety, nie do końca.





Podtytuł jest mocno zwodniczy i mylący. Ta książka nie opisuje historii metalu w Szwecji. To raczej zbiór reportaży dotyczących najważniejszych wydarzeń i zjawisk na szwedzkiej scenie zamkniętych w poszczególnych rozdziałach (autorzy we wstępie wspominają o tym). Moim skromnym zdaniem przyjęcie takiego sposobu narracji i opowiadania historii metalu książce na dobre nie wyszło.

Pisząc te słowa słucham Entombed – Left Hand Path. O nich akurat jest dość sporo (poświęcono im cały rozdział) i oczywiście nie ma w tym nic nadzwyczajnego. Poświęcając im jednak cały rozdział, czemu nie zrobić tego samego w przypadku At The Gates czy Unleashed? A może Tiamat czy In Flames? Albo Marduk czy choćby niekwestionowana legenda hard rocka czyli Europe? Nie wiem jakie były kryteria doboru, ale kiedy widzę, że Bathory ma swój rozdział (na szczęście!), który liczy sobie 20 stron, a taki zespół kretynów z zaburzeniami psychicznymi czyli Shining zostaje przedstawiony na 40 stronach to coś tu jest nie tak. Wiem, że Szwedzi swoje zboczenia mają i stąd pojawiły się na przykład bardzo słabe i kompletnie niepotrzebne rozdziały o skrajnej prawicy i kobietach w metalu. Nudne, ale rozumiem, czasy takie, że pewnych rzeczy poprawność polityczna wymaga. Oczywiście nie wszystkie historie są złe. Bardzo ciekawy jest rozdział opowiadający historię Pellego Ohlina czyli słynnego wokalisty Mayhem o pseudonimie Dead. Ten rozdział nawet mnie, człowieka długo siedzącego w temacie, potrafił kilka razy zaskoczyć. Dobry jest rozdział o Dissection (ostatni wywiad Jona), ciekawy o metalu i jego związkach z mediami. Stanowczo po macoszemu potraktowano wizytówkę kraju Wikingów – czyli death metal – 22 strony (doliczając rozdział o Entombed to 36). Kpina. Parę fajnych rzeczy dowiemy się z rozdziału poświęconego Bathory, jednak jak na taką legendę, to za mało. 

Podsumowując – Krew Ogień Śmierć to po prostu książka bardzo nierówna. Generalnie tak się złożyło, że pierwsza połowa jest dobra, druga dużo słabsza. Jest jak album, który na początku bardzo się Wam podoba ale w pewnym momencie słuchacie już tylko by dosłuchać. Jest jeszcze jeden problem i tu muszę wrzucić ogromny głaz do ogródka wydawcy – tłumaczenie i korekta kompletnie momentami leży. Jest sporo błędów, literówek, problemów z interpunkcją. Nie przeszkadzają w generalnym odbiorze, ale co większych purystów będą irytowały. Drugi głaz dla wydawcy – cena. Stanowczo za wysoka. Pomimo tego wszystkiego oczywiście zachęcam do przeczytania, bo po pierwsze czytać należy, po drugie, kilka rzeczy na pewno Was zaciekawi. 


Krew Ogień Śmierć - historia szwedzkiego metalu. Autorzy: Ika Johannesson i Jon Jefferson Klingberg. Wydawnictwo Kagra. Wydanie pierwsze, październik 2015.

4 komentarze:

  1. dokładnie takie opinie czytam o tej książce: z dupy wybór zespołów, z dupy rozłożenie wagi tematów.

    OdpowiedzUsuń
  2. Fajny, obszerny wpis wyczerpujący temat (tak mi się wydaje). Ciężko oceniać mi wartość merytoryczną. Nie znam tej ksiązki.

    OdpowiedzUsuń