piątek, 29 kwietnia 2016

Hvis Lyset Tar Oss, czyli Theodor Kittelsen rysować potrafi.


Zima, albo późna jesień. Zapomniany, norweski fiord. Wiatr chłoszcze bezlitośnie twarz a chłód północnego powietrza przenika do głębi. Ciemne, stalowoszare niebo powoli toczy się nad szczytami pokrytymi śniegiem. Cisza. Tylko w oddali krzyk jakiegoś zagubionego ptaka. Nad brzegiem kilka chat. Zapuszczone, pokryte mchem dachy, pamiętające lepsze czasy. Gnijące i rozpadające się ściany ukazujące fragmenty opuszczonych dawno temu wnętrz...Cisza. Nawet niebo zastygło wisząc nad tą krainą jak zapowiedź grozy. Nagle ruch. Coś porusza się między chatami. Coś, czy ktoś? Jakiś dziwny stwór a może to po prostu starzec dożywający tu kresu swych dni? A jeśli nie? Jeśli to jakaś zjawa? Porusza się powoli, jakby bojaźliwie by po chwili pokazać w całej okazałości swą straszliwą twarz...


"Far landet runt"


Tak, to wszystko możemy zobaczyć na rewersie płyty „Hvis Lyset Tar Oss” autorstwa Burzum. Jest to obraz Theodora Kittelsena (norweski rysownik, 1857-1914) o tytule „Far landet runt”, co można tłumaczyć jako „cały kraj zagrożony”. Rysunek pochodzi z cyklu „Pesten”, czyli plaga. Można oczywiście znaleźć dokładny opis tego, co się na nim znajduje, ale polecam uruchomić wyobraźnię. 

Wraz z pierwszymi dźwiękami „Hvis Lyset Tar Oss” (Jeśli zabierze nas światło), widzimy dokładnie to samo. Zapomniany fiord, opuszczone chaty, zimno i szaro. Mizantropia i ból ziemi. Ból ludzkiego istnienia i odraza do życia. Muzyka jest jednostajna, brudna, momentami hipnotyzująca ale zarazem brutalna. Opętańcze krzyki Varga przywodzą na myśl ogromne cierpienie samotnej duszy uwięzionej w otchłani smutku pośród tych zmarzniętych wzgórz. Wołanie o pomoc czy wycie z bólu? Krzyk rozpaczy czy ryki konającego? Wszystko to doprawione piwnicznym brzmieniem z najlepszych czasów black metalu powoduje, że ta płyta potrafi dokopać psychice. Stanowi też wspaniałą całość, bo na okładce również znajduje się rysunek Kittelsena („Fattigmannen”, czyli biedak) przedstawiający trupa leżącego przy drodze. Może to ten z rewersu? Może jego ofiara? Może jego już światło zabrało? A może to już zupełnie inna historia? Po raz kolejny polecam uruchomić wyobraźnię.


"Pesten i trappan" - rysunek z wkładki płyty


Płyta zawiera cztery utwory. Czwarty, „Tomhet” zagrany w całości na klawiszach za pomocą może czterech dźwięków (ktoś już dawno temu powinien puścić to Mortiisowi – tak panie nietoperz, da się) chyba tak naprawdę najlepiej obrazuje tę pustkę i mizantropię. Jego prostota poraża ale głębia powala. I taka dla mnie jest cała ta płyta. Powalająca. Jedna z najlepszych w black metalu. Pierwszy raz usłyszałem ją pewnie około roku 1995 i do tej pory uwielbiam. Szkoda, że już mało kto podchodzi tak do black metalu. 

p.s. Theodor Kittelsen pewnie doczeka się tu osobnego tekstu. Bo mu się należy.


Posiadam dwa wydania. Pierwsze to digipack, Misanthropy Records/Cymophane Productions, 1994 rok. Numer katalogowy Amazon 001/Eye 002.







Drugie to wznowienie. Byelobog Productions, 2010. Numer katalogowy BYE003CD.








Hvis Lyset Tar Oss na Discogs:

5 komentarzy:

  1. Hahahaa, Mortis odkrył nowy dźwięk :)

    A tak na poważnie to wpis jest zajebisty. Klimat nawiązujący do klimatu płyty. Więcej takich proszę.

    BTW, może na reckę Melencoliasi się skusisz? :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dzięki! A co do Melencoliasi - czemu nie, tylko gdzieś zagubiłem materiał muzyczny :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Gdzieś chyba mam mp3. Tylko poszukać muszę.

    OdpowiedzUsuń
  4. To brakuje Ci pierwszego wydania na CD. Jak jesteś zainteresowany kupnem, to zapraszam (heavyrock@op.pl)

    OdpowiedzUsuń