niedziela, 17 kwietnia 2016

Darkness, czyli co to jest sidi.


Dawno dawno temu, gdy nie było internetu, gdy większość telewizorów to były Rubiny, gdy jeździło się do „erefenu”, pewien młodzieniec poznał płytę CD. To właśnie był owoc wizyty w erefenie :) Nie, nie, mnie tam nie było. Był ojciec kolegi. Ojciec kolegi miał tam rodzinę i często jeździł. Kolega w tamtym czasie był moim najlepszym kumplem i siedzieliśmy razem w ławce. Razem się bawiliśmy (wiecie, urodziny itd.), razem sklejaliśmy modele, potem nawet razem muzykowaliśmy. 

Pewnego dnia, będąc u kolegi z wizytą, kolega pokazał mi pudełko plastikowe i mówi, że to płyta. Wiecie, dla mnie istniały tylko kasety. A tu nagle coś takiego. Pieron wie co to. A on mówi, że to „sidi” - taka kaseta, tylko cieńsza i lepiej gra. Jako że u kolegi zawsze były pieniądze to miał nawet odtwarzacz do tego sidi. Tata kupił. W erefenie. Kolega po prostu poprosił tatę, by mu z Niemiec przywiózł coś metalowego. „Z szatańską okładką, tato.” Tata spełnił życzenie. I tak poznaliśmy Darkness. Niemiecki thrash metal. Tamta płyta jest pewnie teraz białym krukiem, pierwsze wydanie. Ciekawe, czy on nadal ją ma? 

Wsadził to cudo do odtwarzacza i zaczęliśmy słuchać. Ogień jak cholera. Docieramy do ósmego utworu. „Burial at sea”. Szaleństwo. Co za kawałek! Ten akustyk na początku i później refren! Ludzie, przecież to jest piękne. Kilka lat później już wiedziałem , że niemiecki thrash metal to nie przelewki. Kilka lat później miałem już swój odtwarzacz sidi. Miałem też masę płyt. Wiele lat później w pewnym sklepie zobaczyłem tę płytę. Darkness. Death Squad. Nawet nie zastanawiałem się sekundy. Musiałem ją mieć. Jak małe dziecko wpadłem do domu i odpaliłem od razu ósmy numer. Burial at sea. Wszystko wróciło. Wspomnienia. Nie mam już kontaktu z tym kolegą, nasze drogi się rozeszły, ale myślę, że gdybyśmy mieli teraz znaleźć coś najbardziej wspólnego, byłby to ten numer. 

Kiedy teraz na to wszystko patrzę, wiem, że ta płyta, ten numer, mnie w jakimś stopniu ukształtowały jako fana muzyki. To był wielki dzień, wielki cios. Darkness. Posłuchajcie, polecam. 

Posiadam oczywiście wznowienie, z bonusowymi utworami. Nie jest to jednak aż tak wielki minus, biorąc pod uwagę dostępność nagrań Darkness. Battle Cry Records, 2005, numer katalogowy BC009.







Death Squad na Discogs:

2 komentarze: