środa, 27 kwietnia 2016

Borknagar, czyli wszystko przez kobiety.


Dla Marty. 

Dziś nie będziemy wracali do zamierzchłej przeszłości, choć początek tej historii to 1996 rok, więc pewnie dla niektórych średniowiecze. Właśnie w tym roku na Świat Norwegia wypuściła kolejny świetny album, czyli debiut Borknagar. Był to, jak się później okazało, początek długiej i owocnej kariery zespołu kierowanego przez Oysteina G. Bruna. Dla mnie był to jeszcze okres, w którym wszystko co opuszczało fiordy, przykuwało mą uwagę. Trudno więc było stać obojętnie, gdy pojawia się nowy zespół a w nim Garm z Ulver czy Ivar z Enslaved.


  

Debiut bardzo mi się spodobał, potem jeszcze zapoznałem się z kolejną płytą i kontakt się urwał. Oni nagrywali, ja nie słuchałem. Różne były tego powody, nie ma sensu się wgłębiać.

Los płata nam jednak figle i na starość Borknagar powrócił. I to w jakim stylu! Pod postacią pięknej kobiety, którą pokochałem. Okazało się, że moja luba jest wielką fanką Norwegów. Cóż począć, trzeba było szybko nadrabiać zaległości. Był to dobry moment bo panowie właśnie nagrali swój dziesiąty album – Winter Thrice. Pierwsze przesłuchanie przyniosło szybką konkluzję – ich twórczość mocno się zmieniła. To co pamiętałem z lat 90-tych było brutalniejsze, mocniejsze i bardziej „norweskie”, jeśli wiecie o co mi chodzi. Nie znaczy to jednak, że nowy Borknagar jest zły. Oj nie. Jest bardzo dobry, mnie ta płyta weszła szybko i do tej pory siedzi. Dodatkowym plusem, dla mnie wręcz plusem wielkości lądowiska dla helikopterów, jest powrót za mikrofon Garma, który wystąpił tu gościnnie w dwóch utworach. Bardzo cenię tego człowieka i uwielbiam jego wokal. Tu mamy z moja panią problem, bo ona jest zwolenniczką Vortexa – po wielogodzinnych dyskusjach doszliśmy jednak do kompromisu – obaj są świetni. Winter Thrice to zresztą wokalny orgazm, bo mamy tu czterech wokalistów. Daje to wspaniały efekt różnorodności i zmian atmosfery. Podniosły Garm i szalony Vortex. Krzyki Vintersorga i spokojne wokale Larsa Nedlanda. Najlepsze jest to, że album nie jest skomponowany pod nich. Muzyka sobie, wokale sobie. To wszystko jednak pasuje, bo panowie mają takie głosy, że mogą zaśpiewać wszystko.




Borknagar na debiucie wytyczył sobie pewną drogę, która podąża do dziś, tylko ją poszerzając. Powstał w momencie, gdy norweski black metal się kończył, postąpił więc najlepiej jak mógł – wziął z niego co najlepsze, doprawił po swojemu progresywnymi motywami i folkowymi aranżami i powiedział reszcie sceny „do widzenia”. Ruszył drogą, którą później poszli choćby Enslaved, jednak to Borknagar był pierwszy. Oystein G. Brun miał jasną wizję, dobrał sobie dobrych kompanów i trzyma się swego. Lubię takie powroty. Moje oczywiście, bo oni trwali. Momentami czuję się, jakbym poznał kompletnie nowy zespół. Przerwę nadrabiam szybko, łykając poszczególne albumy. Nie wszystkie są tak dobre jak debiut czy Quintessence lub Urd, ale na każdym znajdziemy coś ciekawego.

Jakiś czas temu grali w warszawskiej Progresji i oczywiście się wybraliśmy. Zagrali dobry koncert, świetnie bawiąc się na scenie. Widać było, że to kochają, wciąż mają entuzjazm i świetnie się rozumieją. Luba zachwycała się Vortexem a gdy zagrali Colossusa, zwariowała  Mnie na koniec zachwycili tytułowym utworem z Winter Thrice, czyli oboje wyszliśmy bardzo zadowoleni. 

Cieszę się, że wróciłem do Borknagara i mam zamiar już na bieżąco śledzić ich poczynania. Duża, wręcz ogromna w tym zasługa Marty – dziękuję!


Debiut, czyli Borknagar - Borknagar. Posiadam wznowienie z roku 2012. Hammerheart Records, numer katalogowy HHR2012-31. Nie zawiera na szczęście żadnych bonusowych utworów.








Winter Thrice, wydanie Century Media, 2016 rok. Numer katalogowy 88875175212.







Winter Thrice na Discogs:

9 komentarzy:

  1. No proszę. Kobiety czasem się przydają :)

    A tak poza tym Borknagara posłucham w najbliższym czasie, bo kiedyś bardzo go lubiłem, ale mój kontakt z nim się urwał dawno temu... W sumie to dzięki za przypomnienie o tej formacji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hola hola! A kto usmażył placki ziemniaczane i dostarczył niezapomnianych nocnych i mocnych wrażeń pokonując tyskie ronda driftem na wprost? :D

      Usuń
    2. Teraz sie śmiejesz, a wysiadając z mojej karawany błagałeś o fajķę ;) :D :P

      Usuń
  2. Przyznaję - Garm w utworze "Winterthrice" pokazuje moc. "Nature, the cast of the future!"

    OdpowiedzUsuń
  3. Że o Garmie wspominasz to kumam, ale co ma z tym wszystkim nocny drift i placki? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zobacz jak zaczął swój komentarz Michał :)

      Usuń
    2. o faktycznie, przegapiłem :) no ok, w takim razie placki zaliczam bo ten drift to potrzebny nie był ;)

      Usuń
    3. Dobry drifcik przy Borknagarze to jest to ;)

      Usuń