sobota, 12 marca 2016

Koniec, czyli początek

1993. Siódma klasa podstawówki. Zbliżają się wakacje. Świat młodzieńczych miłości i fascynacji. Świat rodzącego się dobrobytu i powszechnej dostępności towarów. Świat odkrywania. Cała moja ósma i kawałek siódmej klasy to okres niestrudzonego podróżowania po najczarniejszych zakątkach metalu. Właśnie opuściłem ciepłą kołyskę Metallicy i wypłynąłem na suchego przestwór oceanu….znaczy odkryłem świat poza Jamesem i spółką. A Świat to piękny był i bogaty. Był to też okres w którym kasety pirackie ustępowały powoli miejsca oryginalnym – tym z Metal Mind. Pamiętam ten ciepły wiosenny dzień, lekcja bodajże matematyki, czyli dla mnie męczarnie ;) W klasie było nas pięciu, porwanych obłędem metalu. W pewnej chwili pocztą „podaj dalej” dociera do mnie kaseta z komentarzem – „patrz na to stary!” – podniecenia kolega ukryć nie umiał. No więc patrzę. Wkładka większa niż jedna strona! Zdjęcie zespołu! Ludzie kochani! Ja czegoś takiego na oczy wcześniej nie widziałem.



Te wszystkie piraty wydawały się być szczytem luksusu a tu nagle taki grom! No koniec Świata! I to był koniec – The End Complete, trzecia płyta Obituary. Sam zespół był nam znany, miało się w domu piracką „Cause of death” a kolega miał jeszcze „Slowly we rot”. Ale tę jedną miał tylko Seba – okazało się, że dzień wcześniej był na targu i była to jedna z kilku pierwszych oryginalnych kaset, które pojawiły się na stoisku u Krzyśka. Jeszcze tego samego dnia byliśmy tam wszyscy – i wszyscy staliśmy się dumnymi posiadaczami pierwszej w naszym życiu kasety oryginalnej. To był przełom. Nic już nie było takie jak kiedyś – większość piratów poszła w zapomnienie, zacząłem kupować już tylko wydawnictwa oryginalne. Swoje kosztowały, więc moja kolekcja nie rosła w tak zawrotnym tempie jak w przypadku piratów, ale satysfakcja była dużo większa. I to chyba wtedy, tego pięknego słonecznego dnia w 1993 roku narodziła się moja totalna miłość do fizycznych, oryginalnych nośników muzyki – czy to kaseta, CD czy winyl. 

A sama płyta – co tu dużo pisać – klasyk death metalu.

Kaseta przepadła gdzieś wśród życiowych zawirowań. Posiadam CD, jest to niestety remaster. Roadrunner Records, 1998, numer katalogowy RR 8741-2.







"The End Complete" na Discogs:

6 komentarzy:

  1. Pierwsza oryginalna kaseta. Pamiętam jak dziś, po uzbieraniu prawie całych dyskografii Queen i Pink Floyd na piratach (ale tych dobrych bo z Taktu). Jakoś latem 1993 roku zakupiłem w Luzaku na Hotelowcu kasetę Aerosmith "Get a Grip" a w środku, podobnie jak w Twoim przypadku, teksty, zdjęcia, informacje na temat miejsca nagrania płyty itp. To było coś, okładka na cała stronę, hologram. Zjechałem tę kasetę do cna i nadal to "Get a Grip" mam sentyment ogromny. Zabawne, że już wtedy Aerosmith wydawało mi się są jakimiś weteranami w porównaniu do np. Guns N'Roses czy Metallici bo przecież zaczynali w pierwszej połowie lat 70-tych. 1993 rok był 23 lata temu!!! Nie do wiary.

    OdpowiedzUsuń
  2. To też moja pierwsza "licencyjna" kaseta . Mam ją do dziś. Kosztowała 36000zł i na pewno taniej jej nie odsprzedam :) Nie chciałbym Ci psuć wspomnień, ale tekstów okładka nie zawiera, jest za to pierdyliard podziękowań co na pierwszy rzut oka może wyglądać jak teksty :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Dzięki Viper za cenną uwagę :) pamięć jest zawodna ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja nawet nie wiem, czy pierwsza zakupiona kaseta, tj Kill 'Em All była oryginalna, czy nie, ale chyba tak. Po pierwsze dlatego, że było to jeszcze przed czasami piratów, po drugie cena, ponad 2000 zł podczas gdy licencyjne analogi kosztowały 500 - 1500 zł.

    OdpowiedzUsuń
  5. przed piratami nikt nie wydawał licencjonowanych kaset, no chyba że o czymś nie wiem ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Może na zachodzie były wydawane normalnie tylko wschód miał piraty można poszukać info i o tym. Ale tego albumu nie widziałem pirata

    OdpowiedzUsuń