czwartek, 17 marca 2016

Cymbałki, czyli podróż w ciemność


Z pozdrowieniami dla Tomka – jednego z tych, z którymi odkrywałem nowe przestrzenie muzyki.

1994 rok. Było ciepło, więc pewnie zaawansowana wiosna lub nawet lato. Siedzimy na ławce pod jednym z bloków na naszym osiedlu. Walkman pod ręką a w nim bez wątpienia jakiś Death Metal. Tak, to był ten okres. Im brutalniej tym lepiej. Ściana dźwięku, obłąkane solówki z obowiązkowym wibratorem i ryk jakby z najgłębszych czeluści kanalizacji. To wtedy był mój styl. Moja miłość i ścieżka. Obituary, Cannibal Corpse, Napalm Death, Bolt Thrower, Malevolent Creation, Vader…Wszystko co było lżejsze było muzyką dla dziewczyn i leszczy ;) Aż tu nagle, ni z gruszki ni z pietruszki, Tomek wyciąga coś nowego.




Okładka zainteresowała mnie od razu – Chrystus, który zamiast korony cierniowej ma w głowę wbite gwoździe. Jest dobrze, bluźnierstwo musi być! Troszkę nieufny stałem się, gdy Tomek oznajmił, że to nie Death Metal. Że to co innego. Zapewniał jednak, że dobre. No to sru do walkmana i jedziemy! Słucham, słucham, jakiegoś wielkiego zachwytu nie ma, bo to przecież nie rzeź w stylu Kanibali. W pewnym momencie pojawiają się klawisze z jakimiś dzwonami i zadaję wtedy kultowe już w naszych kręgach pytanie – „co to ku… za cymbałki?”. No i tak już zostało na wiele późniejszych lat – Ceremony of Opposites to cymbałki. Ale jakie! Płyta w krótkim czasie mną zawładnęła i bez cienia wątpliwości mogę powiedzieć, że wtedy zaczęła się podróż w ciemność. Ciemność Black Metalu, smolistą i gęstą. Podróż, która trwała przez kolejne lata spychając na bok inne gatunki. A był to taki piękny, słoneczny dzień…

Kasety już niestety nie posiadam - była to dokładnie ta, która widnieje na zdjęciu. Mam CD, niestety, wznowienie. Jest jednak pewien plus - płyta zawiera także świetną EP-kę "Rebellion" (zazwyczaj nie lubię takich "wynalazków" z dodatkowym materiałem, ale to jeden z wyjątków). Wydanie na licencji Century Media przez Morbid Tales Records. Numer katalogowy MTR 018.





7 komentarzy:

  1. noooo w końcu, jak to było w klasyku "najwyższy kurwa czas".
    a odkąd wspomniałeś o samaelu to jadę tą płytę :D

    OdpowiedzUsuń
  2. przecież wiedziałeś, że prędzej czy później będzie :)

    OdpowiedzUsuń
  3. no wiem, ale byłem ciekawy jak to opiszesz.

    OdpowiedzUsuń
  4. Oooo ileż to się przewinęło przez magnetofon, a później przez Cdka. I niezliczona ilość razy darcie ryja "I spin on your holy face...". Kult!

    OdpowiedzUsuń
  5. Tomek - no i jak, może być? :) Wesyr - I piss on the cross! :)

    OdpowiedzUsuń
  6. no jasne. wiesz, co jak co ale pióro zawsze miałeś lekkie.

    OdpowiedzUsuń